Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Piątek nie jest jedynym Polakiem, który rządzi w Genui!

Wszystkie oczy skierowane na obłędnie skutecznego Krzysztofa Piątka, a gdzieś obok wyrósł nam inny bohater, który w drużynie z Genui jest numerem 1. Bartosz Bereszyński w Sampdorii nie tylko w ostatnich spotkaniach imponuje siłą, wytrzymałością, szybkością, determinacją i walecznością. Kiedyś popełniał mały błąd z tyłu, ale nadrabiał go akcją z przodu.

Niesamowity progres zaliczył Bartosz Bereszyński, który jeszcze na początku roku miał pakować manatki i szukać klubu, bo przegrywał rywalizację na prawej obronie z Jacopo Salą. Od tamtego czasu zdążył nie tylko wywalczyć sobie miejsce w składzie, ale również zaimponować Adamowi Nawałce, zagrać na mundialu i zostać etatowym reprezentantem Polski.

Zawsze był niezły w grze do przodu, a dziś także w defensywie jest niemal bezbłędny. „Sampa” zaczyna się robić dla niego za ciasna.

Kto wie, czy w obliczu zdecydowanie kłopotów zdrowotnych Macieja Rybusa, zmiany pozycji Artura Jędrzejczyka, a także obstawienia lewej obrony niegrającym Arkadiuszem Recą oraz będącym lekko pod formą Rafałem Pietrzakiem z Wisły Kraków to właśnie Bereszyński nie wyrósł na najpoważniejszego kandydata do wcielenia się w buty, w których wiele lat chodził Jakub Wawrzyniaka i „zastępował piłkarza, którego nie ma”.

Dziś można o nim śmiało mówić: pan Piłkarz Bereszyński. Były obrońca Legii Warszawa i napastnik Lecha Poznań to zdecydowanie piłkarz numer 1 w swoim klubie. Kibice zgromadzeni na Stadio Luigi Ferraris zdają sobie doskonale sprawę z tego, że to mogą być ostatnie miesiące, w których będą Polaka oglądać.

15-20 milionów euro – kwoty tego rzędu pojawiają się, gdy włoskie media piszą o zainteresowaniu Romy, Interu czy Milanu.

Skąd taki ‚boom’ na Bereszyńskiego? W dodatku dość niespodziewany, o czym mówią również w Sampdorii? Głównie dlatego, że trener Giampaolo nauczył go grać w obronie. Wiadomo, że „Bereś” w defensywie zaczął grać dopiero po przyjściu na Łazienkowską. Do tamtego momentu raczej grał w ataku, dlatego też doprowadzenie elementów wykorzystanych w defensywie do perfekcji było kluczowe. To właśnie tam Bereszyński miał największe pole do rozwoju i je skrzętnie wykorzystał.

Kiedyś poszedł drogą Piszczka, dziś ma go zastąpić. Dlaczego mu się udało? Głównie ze względu na charakter. To twardziel o bardzo silnej psychice. Silniejszej niż Jarosław Psikuta z kultowego filmu „Chłopaki nie płaczą”, bo nie wyłożył się na pierwszej lepszej przeszkodzie.

Tych przecież nie brakowało. Przejście z Lecha do Legii? Wszyscy wiemy, z czym to się wiąże. Abstrahując od tego, czy gromy jakie na niego spadły były zasłużone czy nie (raczej tak, rozumiemy kibiców) – poradził sobie z nimi. Nieudany transfer do Benfiki, przez który trochę z niego szydzono? Poradził sobie z tym. Przez jego nieszczęśliwą zmianę Legia odpadła z Celtikiem? To nie była jego wina, ale myśli pewnie miał w głowie różne. Poradził sobie z nimi. Liczne kontuzje? Zawsze wracał silniejszy.

Nawet gdy miał się mierzyć z Cristiano Ronaldo – dał sobie radę. Nic dziwnego, że w Sampdorii wywalczył miejsce w składzie, bo walkę ma we krwi. Wytrzymał nawet to, że trener w meczu z Interem, który jego zespół przegrał 0:5, ściągnął go po 30 minutach. „Wędka” to policzek dla każdego piłkarza. Sztuką jest utrzymanie nerwów na wodzy i zgrabne przeskoczenie przeszkody. Tak, jak za każdym razem Bereszyński.

Jesteśmy bardzo ciekawi, z czym przyjdzie mierzyć się już niedługo. Może wymarzony Manchester United? Nazwiska na Old Trafford nie zagwarantuje, ale patrząc na bocznych obrońców w drużynie „Czerwonych Diabłów” – myślimy, że mógłby powalczyć o miejsce w składzie. Na pewno stać go na transfer do drużyny grającej w Lidze Mistrzó. Czy by sobie w niej poradził? Jak ze wszystkim do tej pory…