Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Piątek lepszy od Lewego i Milika. Takiego startu nie miał żaden z Polaków

Gdy pisaliśmy o popisach Damiana Kądziora z pierwszych meczów w Dinamie Zagrzeb, zaznaczyliśmy, że liczymy na podobne wejścia smoka innych "wyjazdowiczów". Nie spodziewaliśmy się jednak, że już wieczorem wielki powód do dumy da nam Krzysztof Piątek. On też wyważył sobie drzwi, strzelając w debiucie aż cztery bramki!

Polski napastnik dosłownie zdemolował przeciwników – zdobył wszystkie bramki w tym meczu, kończąc go już w niespełna dwadzieścia minut. W tym czasie zdążył skompletować hattricka. Czwartego gola dorzucił na chwilę przed końcem pierwszej połowy, a w drugiej odsłonie przy oklaskach publiczności zszedł z boiska. Krzysztof Piątek nie mógł wyobrazić sobie lepszego wejścia do europejskiego świata. Zwłaszcza, że niewielu naszych ofensywnych zawodników  radziło sobie tak dobrze od początku.

Wejście Roberta Lewandowskiego do zespołu Borussii Dortmund nie należało do najlepszych – stąd też nieco prześmiewczy przydomek LewanDOOFwski. Też debiutował w rozgrywkach krajowego pucharu, ale przeciwko nieco słabszej drużynie. Na boisku w meczu z SV Wacker Burghausen pojawił się, gdy wszystko było pozamiatane. 3:0 i teoretycznie kontrolowanie sytuacji. To były tylko pozory, bo rywale naciskali i naciskali, a Polak nie miał okazji do wykazania się. Debiut zwycięski, ale jeszcze wtedy nie pokazał, że będzie robił aż taką różnicę.

Pamiętacie, kto był odkryciem 2012 roku? Zdaniem „Piłki Nożnej” tytuł ten należał się Arkadiuszowi Milikowi, który był świeżo po dopięciu transferu do Bayeru Leverkusen. Zespołu Aptekarzy nie udało mu się podbić – od początku zbierał same ochłapy, a przez pierwsze pół roku nie zagrał w Bundeslidze więcej niż piętnastu minut. Mimo to przeciwko Hoffenheim zanotował jedną asystę, a drugą dorzucił w Lidze Europy. Nieco lepiej poszło mu po wypożyczeniu do Augsburga. Wtedy debiutanckiego gola w niemieckiej ekstraklasie zdobył w drugim meczu po powrocie po kontuzji!

Niewiele osób o tym jeszcze pamięta, ale Jakub Świerczok zaczynał swoją europejską przygodę w niemieckim Kaiserslautern. Niestety, Czerwone Diabły biły się wtedy o utrzymanie, a Polak nie zdołał ich przed tym uchronić. Tuż po transferze zagrał w sześciu meczach, ale Marco Kurz, ówczesny trener, szybko zrezygnował z niego i jedyne miejsce, w którym miał okazję grać to rezerwy. To oznaczało tułaczkę po malutkich miejscowościach.

Drugie podejście do zagranicznych wojaży było już dużo, dużo lepsze. Na pierwszą bramkę czekał aż miesiąc, jednak gdy zaczął już strzelać, to nie mógł się powstrzymać. W niespełna dwa miesiące aż siedmiokrotnie wpisywał się na listę strzelców i znacząco przyczynił się do zdobycia przez Łudogorec mistrzostwa kraju.

Równie dobrze, a może nawet lepiej do Dynama Kijów wjechał Łukasz Teodorczyk. Pięciominutowy debiut z Czernomorcem zakończył z asystą, a podczas pierwszego występu od pierwszej minuty zdobył debiutanckie trafienie w ukraińskiej lidze. We wrześniu dorzucił jeszcze bramkę w pucharze, w październiku w Lidze Europy, ale to były miłe złego początki. Na kolejnego gola trzeba było czekać aż do lutego – wcześniej grał albo wcale, albo niewiele.

W drugim roku nie było lepiej – zakończył go z 400 minutami na koncie i pięcioma bramkami. Pomogło mu dopiero wypożyczenie do Anderlechtu, w którym pozostaje do dzisiaj. Dopiero tam udało mu się tak naprawdę rozkwitnąć. Mimo to działacze Fiołków próbują go wypchnąć. Dlaczego? Tego kompletnie nie rozumiemy…

Mariusz Stępiński podobnie jak Jakub Świerczok wyjechał najpierw do Niemiec. W barwach Norymbergi grywał tylko w Regionallidze dla drużyny rezerw. Osiemnastolatek po roku wrócił do Wisły Kraków, a odbudował się dopiero trzy lata temu w zespole Ruchu Chorzów. Sezon 2015/2016 zakończył z piętnastoma trafieniami i wzbudził zainteresowanie Nantes. Od początku radził sobie tam dobrze – w dziewięć tygodni wypracował trzy gole i drugie tyle asyst.

Francji nie podbił, bo zwyczajnie przestał strzelać i z czasem wylądował na trybunach. W Serie A też brakowało mu regularności. Cztery z pięciu bramek we włoskiej ekstraklasie zdobył od marca do maja. Oby w tym sezonie nieco ustabilizował formę.

Najlepsze wejście w świat europejskiej piłki zaliczył Dawid Kownacki, który w Sampdorii Genua miał być superzmiennikiem i, nie ukrywajmy, radzi sobie w tej roli znakomicie. We wszystkich rozgrywkach strzelił osiem goli, a do dorobku dorzuca także trzy ostatnie podania. Przy liczbie 24 występów nie robi to żadnego wrażenia, postrzeganie zmienia się, gdy dowiadujemy się, że zagrał tylko 921 minut. Ma udział przy jakiejś bramce średnio co 84 minuty – znakomity wynik!

Krzysztof Piątek zaliczył najlepszy debiut z nich wszystkich. Mamy tylko nadzieję, że swoich popisów nie zakończy na jednym czteropaku i zakończy ten sezon z co najmniej dwucyfrowym dorobkiem bramkowym!