Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Piast bliższy utrzymania, Arka myślami na Narodowym

Ogromny krok w kierunku utrzymania się w Ekstraklasie poczyniła drużyna Piasta Gliwice, pokonując w Gdyni Arkę aż 5:1. Gospodarze ewidentnie na murawę Stadionu Miejskiego wyszli tylko ciałem. A duch? No cóż, domyślamy się, w jakich okolicach mógł krążyć.

Po raz kolejny jednak potwierdziło się, ze w Ekstraklasie podejście do spotkania, agresja w grze i cechy wolicjonalne warte są więcej, niż umiejętności czysto piłkarskie.

Zdjęta pajęczyna

Od pierwszych minut widać było, kto przed tym spotkaniem stoi pod ścianą, a kto myślami jest gdzie indziej. Dokładniej mówiąc – na PGE Stadionie Narodowym w Warszawie, gdzie w środę zostanie rozegrany finał Pucharu Polski.

Tak więc Piast już w pierwszym kwadransie gry miał co najmniej trzy dogodne sytuacje, żeby otworzyć wynik spotkania, ale na posterunku był Steinbors, bądź strzały były niecelne. Po tych kilkunastu minutach Arka w końcu się przebudziła, ale wciąż nie grała tak, jak w najlepszych meczach w tym sezonie. Brakowało agresji i dokładności w rozegraniu piłki. Z drugiej strony – gospodarzom daleko było do optymalnego zestawienia, bo Leszek Ojrzyński, przed najważniejszym w tej chwili meczem sezonu przeciwko Legii, dał odpocząć kilku podstawowym zawodnikom.

Sasa Zivec strzelił dwie bramki i wywalczył rzut karny. Słoweniec był bohaterem spotkania / fot Cyfrasport

To jednak ataki podopiecznych Waldemara Fornalika były groźniejsze i poskutkowały trafieniem Saszy Ziveca w 25 minucie gry. Słoweniec precyzyjnym strzałem spoza linii pola karnego zdjął pajęczynę z okienka bramki łotewskiego golkipera Arki, a obrona miejscowych mogła zachować się lepiej w tej sytuacji.

Zupełnie jak kilka minut później Mateusz Szwoch, który nie przedłużył serii 9 rzutów karnych strzelonych z rzędu. Po jedenastce podyktowane w niejednoznacznej sytuacji właśnie rozgrywający żółto-niebieskich stanął przed szansą na wyrównanie, ale jego strzał z wapna obronił Jakub Szmatuła. W końcówce pierwszej połowy Arka w końcu przez chwilę przypominała samą siebie, ale więcej goli przed przerwą już nie padło.

Zostali w szatni

Tak jak przy pierwszym rzucie karnym i zagraniu ręką Kirkeskova sędzia Paweł Raczkowski musiał posilić się powtórką VAR, tak na samym początku drugiej połowy ponownie musiał sprawdzić na monitorze, czy faulowany w szesnastce był Zivec. Orzekł, że tak, a z rzutu karnego w przeciwieństwie do Szwocha, nie pomylił się Hateley. A że chwilę później, przy biernej postawie obrońców Arki do siatki ponownie trafił słoweński skrzydłowy, było już 0:3, a losy meczu wydawały się rozstrzygnięte. Trudno powiedzieć, co w przerwie powiedział swoim podopiecznym Leszek Ojrzyński, ale jego piłkarze ewidentnie zostali w szatni, podczas gdy sędzia zarządził rozpoczęcie drugiej odsłony spotkania…

Jankes dał, Marcus odebrał nadzieję

Dopiero przegrywając różnicą trzech bramek miejscowi się ocknęli. Puchar pucharem, ale na mecz w Gdyni przyszli kibice, zapłacili za bilety i nic dziwnego, że od swojego zespołu wymagali większego zaangażowania. Arka rzeczywiście zaczęła grać lepiej, czego konsekwencją było trafienie Macieja Jankowskiego, który strzelił gola zespołowi, w którym występował jeszcze w rundzie jesiennej tego sezonu. I gdy wydawało się, że gdynianie mają jeszcze pół godziny na zmianę losów spotkania, już 10 minut później resztki nadziei odebrał im brutalny faul Marcusa da Silvy,  który za to zagranie zasłużenie obejrzał czerwony kartonik.

Wynik spotkania w doliczonym czasie gry ustalił Michal Papadopulos. To było jego 9. trafienie w sezonie/ PressFocus

Obraz nędzy i rozpaczy, jeśli chodzi o postawę gospodarzy w tym meczu dopełniła „asysta” Steinborsa przy trafieniu Martina Konczakowskiego na 1:4 oraz gol Michala Papadopulosa na 1:5 w doliczonym czasie gry. Najokazalsze zwycięstwo Piasta w tym sezonie, najwyższa porażka Arki w rozgrywkach 2017/2018.

Inne cele

Po spotkaniu Leszek Ojrzyński bez ogródek stwierdził, że jego zespół dostał od Piasta lanie, ale nie ulega wątpliwości, że w najbliższą środę, w finale krajowego Pucharu zobaczymy zupełnie inną Arkę. Agresywną, skoncentrowaną, zdeterminowaną. Ewidentnie już dziś zresztą gdynianie biegali po boisku, myśląc o tym spotkaniu. A gliwiczanie? Trzeba przyznać, że z przekroju całego sezonu to chyba najbardziej pechowy zespół Ekstraklasy, a dziś powetowali sobie wszystkie pogubione przez cały sezon punkty, a skuteczność skumulowała się w tych 90 minutach. Po takim spotkaniu bez wątpienia łatwiej będzie przystąpić do decydujących meczów sezonu i przypieczętować utrzymanie.