PGE Stadion Letni – stolica sportów plażowych w Polsce? Byliśmy tam!

    PGE Stadion Letni w Gdańsku Brzeźnie ma być stolicą plażowych sportów w naszym kraju, choć nie brakuje już teraz komentarzy, że nią jest. Gdy w 2014 roku Artur Siódmiak wpadł na pomysł, żeby takie miejsce powstało, nie brakowało sceptyków, którzy z niedowierzaniem pukali się w czoło. Dziś „Moloteka”, czyli restauracja, która znajduje się w Brzeźnie, funkcjonuje znakomicie, a Stadion Letni jest areną zmagań dla najlepszych sportowców w naszym kraju.

    Zadzwoniliśmy do Artura Siódmiaka, bo już jakiś czas temu zaciekawił nas temat Stadionu Letniego. Król Artur zaprosił nas do siebie i długo opowiadał o tym, co „tam się wyprawia”. Wszystko na pełnym luzie, z uśmiechem na ustach i wyczuwalną w głosie satysfakcją, gdyż wszystko zmierza we właściwym kierunku. Artur pracuje cały czas, choć wiele osób zarzuca mu, że tylko w Brzeźnie figuruje i wypoczywa nad morzem.

    Do Brzeźna przyjechaliśmy chwilę po 12, był piątek, początek weekendu. Większość ludzi z całej Polski wybiera się właśnie nad morze, co dla Siódmiaka i ludzi, którzy z nim współpracują, oznacza jedno – będzie się działo. Na rozmowę musieliśmy chwilę poczekać, bo właśnie kończył się turniej dzieci w piłkę ręczną. Jak to mówi Artur: – Grała 5b na 5c, ale takie mecze też są fajne, bo generują ogromne emocje. Chwilę później obiad i finalne przygotowania do weekendu, podczas którego sportu na pewno nie zabraknie. Chwilę po nas do Moloteki przyjechała Karolina Szostak z Polsatu Sport, która właśnie w Brzeźnie nagrywała kolejny odcinek swojego programu, dzień później kilka godzin przy Stadionie Letnim spędził Filip Chajzer, którego również zaciekawiła Moloteka. W skrócie: dzieje się, a to jeszcze nawet nie połowa wakacji.

    Artur, skąd w ogóle pomysł, żeby tu powstało takie miejsce?

    Kilka lat temu zorganizowaliśmy w Gdańsku mistrzostwa Polski w plażowej odmianie piłki ręcznej. Spoko impreza wyszła, dużo pochwał za to zebraliśmy. Wpadłem wtedy na pomysł, żeby może właśnie z Gdańska uczynić stolicę sportów plażowych w naszym kraju. Porozmawiałem z władzami miasta i przedstawiłem im swój plan funkcjonowania tego miejsca. W te wakacje działamy już po raz trzeci. W planach mam, abyśmy działali przez kolejne 10 lat.

    Dziś jednak to nie tylko piłka ręczna. Dziś na Stadionie Letnim stacjonują już wszystkie dyscypliny w odmianie plażowej.

    Tak, piłka ręczna była pierwsza, ale dziś jest wiele innych sportów, którymi się zajmujemy. Ostatnio odbywały się u nas mistrzostwa Polski w beach soccerze. Już po raz kolejny była to impreza, podczas której zaszczycili nas swoją obecnością przedstawiciele z PZPN i znowu zebraliśmy dobry feedback. Byli u nas strongmani, rugbiści, przedstawiciele sportów wodnych.

    Powiedziałeś, że wpadłeś na pomysł, żeby powstało takie miejsce, ale to spore przedsięwzięcie. Zorganizowanie wszystkiego, zatrudnienie ludzi, zaproszenie drużyn, cała infrastruktura. Do tego pieniądze – to też nie dzieje się za darmo. Chyba że nie chcesz o tym gadać, to pominiemy ten temat.

    Nie, czemu, możemy gadać o pieniądzach. Bez sponsorów by nas nie było, ale to chyba nie jest żadna tajemnica dla nikogo. My, jako operator, przed rokiem włożyliśmy w organizację i funkcjonowanie wszystkich imprez ponad milion złotych. To jest dużo pieniędzy – umówmy się. Wspiera nas PGE Polska Grupa Energetyczna i Lotos SA oraz wiele innych sponsorów i jestem z tej współpracy zadowolony – od trzech lat nie mam prawa na cokolwiek narzekać. Do tego dochodzi Ministerstwo Sportu i Turystyki, które nam pomaga oraz miasto Gdańsk. Jako gdańszczanin jestem dumny, że mogę liczyć na takie wsparcie ze strony miasta. Moim celem jest, aby to funkcjonowało jeszcze długo, ale – co najważniejsze – żeby działało dobrze. Żebyśmy się rozwijali, czynili progres.

    Mówisz, że miałeś taki pomysł, ale kiedyś oglądałem jeden z wywiadów z tobą i powiedziałeś jasno: to nie tylko moja zasługa, mamy cały sztab ludzi, którzy pracują nad sukcesem Stadionu Letniego i Moloteki.

    Pewnie, że tak – ja jestem osobą, która jest z Moloteką identyfikowana, bo byłem sportowcem, znaną osobą, wicemistrzem świata. Wykorzystuje swoje kontakty oraz to, że przez długie lata byłem w świecie sportu, poznałem te środowisko, wiem, jak wygląda ono od środka. Na nasz sukces składa się jednak bardzo wiele czynników oraz osób, które są za to odpowiedzialne. Uwierz mi – to ogrom pracy, której nie widać, a którą musi być wykonana, żeby to wszystko miało ręce i nogi. Podam ci przykład: całość przed sezonem jest rozkładana przez półtora miesiąca i tyleż samo składana. Mówię o restauracji, trybunach, instalacji elektrycznej itp. Tego nie widać. Ktoś przyjeżdża, siada, zamawia kawę i nie zdaje sobie z tego sprawy. Ktoś jednak musi to zaplanować, przygotować, zrobić.

    PGE Stadion Letni, czyli zmagania na najwyższym poziomie

    Bez tego nie byłoby fenomenu Stadionu Letniego i pewnie zamiast o nim pisać, skupilibyśmy się na innym, mainstreamowym temacie. W Trójmieście jest wielu sportowców, którzy reprezentują lokalne kluby. Wizja od samego początku była taka, żeby oni również pomogli w promocji tego miejsca. Istnieje spore ryzyko, że gdyby nie właśnie siatkarze Lotosu Trefla, piłkarze Lechii czy szczypiorniści Wybrzeża, to Stadion Letni nie byłby dziś w tym miejscu, w którym obecnie się znajduje.

    – Oczywiście, że tak – sport na najwyższym poziomie interesuje ludzi, to nic dziwnego. Gdy grała tylko 5b na 5c, to pewnie zainteresowanie byłoby, ale tylko chwilowe, a w pewnym momencie zostałyby tylko rodziny tych dzieci i ich znajomi. Choć oczywiście rozgrywki młodzieży są bardzo ważne i my zawsze podkreślaliśmy, że będziemy do tego przywiązywać dużo swojej uwagi. Tam są emocje, nie ma kalkulacji i to się fajnie ogląda – każdy, kto interesuje się sportem wie, o czym mówię.

    Gwiazdy, celebryci

    – Ostatnio był u nas Piotrek Gruszka, kilka dni temu przypłynął Rafał Brzozowski, który dzwonił i pytał, czy może wpaść. Gwiazd było sporo, cały czas prawdę mówiąc jest ktoś, kto interesuje ludzi, kto wzbudza zainteresowanie swoją osobą. Przed rokiem był mecz Reprezentacji Artystów Polskich, w którym wystąpili bracia Mroczkowie, Przemek Cypriański. W przyszłości również będzie dużo imprez, na których nie zabraknie meczów gwiazd, bo to siłą rzeczy generuje zainteresowanie i budzi emocje. Na co dzień jestem w kontakcie z wieloma sportowcami. Dzwonię – przykładowo – do Piotra Małachowskiego czy Mai Włoszczowskiej i zapraszam ich do siebie. Gdy mają chwilę wolnego, to przyjeżdżają, bo tak to działa. Ja też dużo podróżuję, do mnie też dzwonią, ja też zawsze staram się pomóc, gdy tylko jest taka możliwość.

    Rano sport i emocje, wieczorem muzyka i impreza

    – Nie chciałbym prowadzić miejsca, w którym zajmuję się tylko muzyką, DJ-ami, koncertami i gastronomią – to by mnie wtedy nie kręciło – zaznacza Siódmiak. – Fenomenem tego miejsca jest uniwersalność – połączenie sfery kulturalnej, muzycznej oraz sportowej. Ja jestem sportowcem, w dalszym ciągu myślę jak sportowiec i nim żyję. Wokół tego chciałem zbudować to miejsce, w ten sposób chciałem, abyśmy byli rozpoznawalni. Żeby jednak to wszystko funkcjonowało jeszcze lepiej, trzeba było dorzucić wydarzenia kulturalne – koncerty itp. Do nas przychodzą ludzie w przedziale wiekowym od kilku miesięcy do nawet stu lat. Całe rodziny spędzają czas w Molotece zaczynając od kawy i śniadania, przez oglądanie i granie w piłkę, aż do drinka, dyskoteki i tańców wieczorem. U nas jest wszystko, to nas wyróżnia – dodał.

    Historia jednego rzutu

    Wiele osób zarzuca Siódmiakowi, że ten cały czas wykorzystuje popularność, którą przyniosła mu bramka zdobyta przeciwko Norwegii podczas mistrzostw świata w 2009 roku. Dziś Artur już sportowcem nie jest, ale cały czas przy nim działa. Prowadzi “Artur Siódmiak Camp” już od wielu lat, jest zaangażowany w promowanie aktywności fizycznej wśród najmłodszych. Nie osiadł na laurach i robi wszystko, żeby cały czas wspierać sport.

    – Nie wiem, moim zdaniem to nie zostało do końca wykorzystane. Mówię o związku, który wtedy nie spożytkował naszego sukcesu i marketingowo nie zostało to wszystko sprzedane jak należy. Mówię to teraz, po czasie, ale jako zawodnik nie byłem specjalistą od marketingu i PR i nie wiedziałem, co można z takim osiągnięciem zrobić. Po zakończeniu kariery zacząłem zajmować się organizowaniem imprez “Artur Siódmiak Camp” dla dzieci i szkoleniem ich z zakresu piłki ręcznej. To przyniosło mi sporą rozpoznawalność, bo mimo że nie odkryłem koła na nowo, to w tej dziedzinie byłem prekursorem. Siłą rozpędu był pomysł o powstaniu Stadionu Letniego, bo miałem już pojęcie, w jaki sposób się do tego zabrać. Ludzie zobaczyli, że robimy coś fajnego, a wcześniejsze imprezy, którymi się zajmowałem, również były dobrze zorganizowane. To również miało duży wpływ na powodzenie.

    Mam wrażenie, że jesteś pasjonatem, który lubi marzyć, prawda?

    Kiedyś z moim wspólnikiem siedzieliśmy w saunie i rozmawialiśmy o tym, że fajnie byłoby pobić rekord Guinessa w liczbie dzieciaków, które w jednym miejscu i o jednym czasie wezmą udział w zbiorowej lekcji wuefu. Podczas pierwszej edycji w Ergo Arenie udział wzięło 3 tysiące dzieciaków, rok później na Torwarze już 5 tysięcy. Ostatnio dopięliśmy szczegóły i w październiku na PGE Stadionie Narodowym odbędzie się kolejna tego typu impreza i chcemy przekroczyć liczbę 20 tysięcy. Każdy plan potrzebuje czasu na wdrożenie, ale my marzymy i chcemy je realizować. Powoli, stopniowo, sukcesywnie, ale spełniać kolejne marzenia.

    Dzieci to żywy organizm

    Podczas rozmowy Artur kilkukrotnie wracał do dzieci, gdyż to z nimi pracuje na co dzień już od kilku lat. Sam podkreśla, że jest uzależniony od pracy z młodzieżą, w której jest dużo pasji i zaangażowania. – To nie jest tak, że zaszczepisz w młodym człowieku sport, nauczysz go podstaw, on złapie o co chodzi i nagle mówisz mu, że rezygnujesz z dalszym treningów, bo ci się nie chce. Nie, to uzależnia, niesamowicie się wkręciłem w te zajęcia dla dzieci. Pracuję na żywym organizmie, który również reaguje na wszystko, co dzieje się dookoła. Mam nadzieję, że wśród któregoś z moich wychowanków uda mi się doprowadzić kiedyś do występu w reprezentacji Polski. Jako starszy pan będę mógł usiąść przed telewizorem i z dumą powiedzieć, że to jest chłopak, który u mnie zaczynał trenować i którego ja uczyłem grać.


    Miejsce, w którym można obejrzeć sport na najwyższym poziomie

    Rok temu, podczas Euro 2016, Moloteka była również strefą kibica dla wszystkich sympatyków futbolu. Podczas meczów Polaków w Brzeźnie zbierały się tłumy kibiców, a Siódmiak zapewnia, że na tym na pewno nie poprzestanie. Strefa, która rok temu była strzałem w dziesiątkę, również w te wakacje zostanie przystosowana do oglądania wielkiej sportowej imprezy, którą będzie EUROVOLLEY POLAND 2017.

    – W tym roku wskrzeszamy strefę kibica, podczas siatkarskich mistrzostw Europy będziemy mieli wielki telebim, na którym wszyscy będą mogli oglądać mecze naszej reprezentacji. Ta inicjatywa przyjęła się, rozmowy są już rozpoczęte i będziemy największą, a może nawet jedyną strefą kibica nad Bałtykiem. To wbrew pozorom nie jest taka prosta sprawa, bo trzeba zorganizować mnóstwo rzeczy, aby otrzymać sygnał z Polsatu i dopiąć wszystkie formalne sprawy, ale my sobie z tym poradzimy – zapewnia Król Artur.

    „Artur, ty to masz fajnie!”

    Tak, wiem, ludzie gadają, że mam super pracę, bo siedzę przez trzy miesiące na plaży, rozmawiam z ludźmi i oglądam sport, ale to nie do końca jest wszystko takie super. Ja się cieszę, bo to uwielbiam, ale w domu mnie prawie nie ma, a jak po wakacjach mam kilka dni odpoczynku, to szumi mi w głowie i mam wrażenie, że nawet w butach mam piasek. Nie zamieniłbym się z nikim, bo przychodzę tu z uśmiechem na ustach. Poza tym jednak jestem szczęśliwym człowiekiem. To chyba ważne w życiu, prawda?

     

    Jakub Borowicz

    Komentarze