Patologia, która działa? Kibice Legii do piłkarzy: „Czy was trzeba nap…”

Piłkarze Legii nie przestają zaskakiwać w tym sezonie. Porażka ze Spartakiem Trnawa? To nic w porównaniu z odpadnięciem z luksemburskim Dudelange, które właśnie zostało poprawione wstydliwym 1:4 z Wisłą Płock u siebie. Kibice stołecznego klubu zaśpiewali po meczu: "Czy was trzeba napierd*lać, byście się zaczęli starać?"...

Bicie piłkarzy po przegranych meczach to patologia. Koniec, kropka, nie ma z czym dyskutować. Sytuacja skrajnie anormalna, która nie powinna się zdarzyć nigdy i nigdzie. Najbardziej paradoksalne jest to, że w tej pełnej – nomen omen – paradoksów lidze, jaką jest Ekstraklasa, nie do końca bezzasadne jest pytanie o rozwiązanie tyleż nienormalne, co skuteczne…

Październikowa noc, parking przy Łazienkowskiej. Scenariusz znany już każdemu, bowiem został  przemielony przez wszystkie piłkarskie telewizje, gazety i portale w Polsce. Kibice Legii po fatalnym, przegranym 0:3 meczu z Lechem Poznań postanawiają „wymierzyć sprawiedliwość”, policzkując piłkarzy. Nad Warszawą zebrały się czarne chmury, wielu przebąkiwało o masowym odejściu zawodników.

Był to bez wątpienia wizerunkowy strzał w obie stopy, kolana i potylicę jednocześnie, ale jednocześnie – jak infantylnie by to nie zabrzmiało – okazało się, że pomocny.

Bazujmy jednak na faktach, nie opiniach. Legia po aferze paringowej:

– Lechia Gdańsk 1:0
– Wisła Kraków 1:0 (wyjazd)
– Drutex-Bytovia 3:1 (wyjazd)
– Arka Gdynia 2:0
– Pogoń Szczecin 3:1 (wyjazd)
– Górnik Zabrze 1:0

Być może to nie ma żadnego związku ze sobą, a być może ma – tyle że nie taki oczywisty jak „trzeba piłkarzy podregulować, by chodzili jak w szwajcarskim zegarku”. Może ma to związek z „syndromem oblężonej twierdzy”? Wszyscy – od działaczy, kibiców, dziennikarzy, aż po samego trenera („Piłkarze zagrali jak panienki, poczułem się zdradzony”) – byli przeciwko nim, więc zawodnicy sami musieli być za sobą. Zjednoczyli się, wprowadzili w życie motto „jeden za wszystkich…”, zostali drużyną, a nie zlepkiem piłkarzy? Być może. Efekt tego wstrząsu był taki, że koniec końców udało się wygrać mistrzostwo Polski i zgarnąć krajowy puchar.

– Grupa 70 kibiców krótko rozliczyła się fizycznie z piłkarzami – mówił po parkingowym skandalu chorwacki trener, a wielu nie dowierzało, że całe zajście można nazwać aż tak eufemistycznie. Nie chcemy napisać, że „dzięki temu Legia zaczęła grać lepiej”, albo że „kilka ciosów naprowadziło Legię na właściwe tory”. Ale po pobiciu piłkarze Legii wygrywali, a do umiejętności dołożyli walkę i zaangażowanie. Po prostu: zaczęli grać tak, jak kibice tego od nich wymagają. I to są – dziwne, nielogiczne, dla wielu nie do przyjęcia, ale jednak – fakty.

Janusz Wójcik, kiedy kilkanaście lat temu został trenerem Świtu, długo nie wychodził z trenerskiego pokoju. Zbliżał się trening, więc zapytano „Wójta”, dlaczego – zamiast wyjść ze stoperem na szyi na murawę – siedzi i przegląda numery telefonów. Ten w swoim stylu odparł: – Tu nie ma co trenować, tu trzeba dzwonić! – powiedział, wybierając po chwili numer do Ryszarda F., czyli słynnego „Fryzjera”, żywego symbolu korupcji w polskiej piłce. Teraz pół żartem, pół serio można zapytać, czy kibice – zamiast wspierać i dopingować – nie powinni wyciągać z szafy kominiarek i zacząć je prasować przed każdym kolejnym „treningiem mentalnym”?

W obu przypadkach patologia, w obu – skuteczna, choć do żadnej z nich nie zachęcamy. Pytanie od kibiców Legii skierowane do piłkarzy po klęsce z Wisłą Płock tylko ilustruje problem, który bez wątpienia w drużynie tkwi. Można przegrywać, można odpadać, ale z herbem klubu na piersi trzeba dać z siebie wszystko. Takiego wrażenia zawodnicy z „eLką” na piersi nie sprawiają.

Najsmutniejsze jest właśnie to, że piłkarzom Legii (pewnie nie tylko Legii) trzeba zagrozić albo coś zrobić, by zaczęli poważnie przykładać się do swoich obowiązków.

Żeby zaczęli grać tak, jak powinni, bo sami z siebie nie profesjonalistami na tyle, by walczyć zawsze, wszędzie i o każdej porze. Niezależnie od warunków, okoliczności i tego, że akurat „była niedziela, 17, pogoda też nie dopisywała do gry w piłkę…”.

Choć to powinna być absolutna podstawa. Coś, nad czym nawet nie powinno się dyskutować. Próżno mówić w tym wypadku systemach taktycznych, przesuwaniu, pressingu czy stałych fragmentach, jak nie ma fundamentów, czyli zaangażowania i woli walki. Nie „nawet, gdy jest 0:4”, tylko „tym bardziej”, gdy jest 0:4. Każdą porażkę i każde odpadnięcie można byłoby wybaczyć, gdy widzi się krew, pot, łzy i oddane serce. Teraz serca krwawią, ale tylko te kibiców…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem