Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Pan profesor powrócił za biurko. Takiego chcemy go oglądać!

Na początku powiedzmy wprost - mecz z Litwą trudno rozpatrywać na zasadzie przedmundialowego testu. Był to raczej radosny piknik z beznadziejnym przeciwnikiem, który dodatkowo sprawiał wrażenie mocno zmęczonego wczorajszą nocą. Cztery do zera? Bardzo fajnie, zadanie wykonane, ale nie należy popadać w ogólny hurraoptymizm.

Jak najbardziej można, a nawet trzeba, zachwycać się jednak pojedynczymi zawodnikami. Kto na plus? W pierwszej połowie na pewno Jacek Góralski. Chwilami pokazywał, że nie jest – jak to lubią określać go media – piłkarskim drwalem, ale oprócz serca do gry ma też i nogi. Posłał kilka ciekawych podań, z czego jedno – otwierające do Bartka Bereszyńskiego – wyśmienite. Widzimy go w składzie na Senegal. Oby tylko nie wybił komuś zębów w pierwszym kwadransie i nie wyleciał z czerwoną kartką.

Jeśli już jesteśmy przy Bereszyńskim, to chyba największy wygrany tego spotkania. Przeciwnik pozwalał mu na brylowanie w ofensywie, chociaż na mistrzostwach świata z pewnością nie będzie tak sielsko. Tam każde wyjście do przodu powinno być przekalkulowane. Przeciwko Litwie była to po prostu przyjemna dla oka, radosna twórczość. Krychowiak. Jego występ też niesamowicie cieszy. Szczególnie te kilkudziesięciometrowe crossy rzucane na nos, czyli coś, czym zachwycał w Sevilli i reprezentacji podczas Euro 2016. Ostatnio otworzył w Warszawie swój pierwszy butik. Hejterzy psioczyli, żeby zamiast się stroić, zaczął grać w piłkę, a on pokazał, że spokojnie da radę połączyć przyjemne z pożytecznym.

Do tego oczywiście bardzo dobry występ Kownackiego czy Rybusa i bramki Lewandowskiego, którego za dzisiejszy pokaz, z racji klasy przeciwnika, przesadnie chwalić nawet nie wypada. Żeby nie było tak słodko – problemem wciąż pozostaje defensywa. O ile w pierwszej połowie, z Bednarkiem, właściwie nie było zastrzeżeń, o tyle w drugiej już pojawiły się kłopoty i mniejsze lub większe nieporozumienia. No i ten Arek Milik… Kompletnie niewidoczny.

Wynik? Kapitalny. Generalnie dobór przeciwnika na kilka dni przed startem mundialu był bardzo przemyślany. Nie za słaby, pokroju San Marino czy Luksemburga, gdzie nawet obok wygranej 8:0, przeszlibyśmy obojętnie. Ot, twardszy worek treningowy, którego zbicie nie powinno jednak rodzić nadziei na strefę medalową.

Wystarczy powiedzieć, że dwaj najlepsi piłkarze Litwy – Fedor Cernych i Arvydas Novikovas – do niedawna grali w Jagiellonii Białystok (teraz jest tam tylko ten drugi). W ich ataku wystąpił natomiast 33-letni Darvydas Sernas, który dawno temu nieźle radził sobie w naszej Ekstraklasie (10 goli dla Widzewa), ale później nie poradził sobie w pierwszoligowych Wigrach Suwałki (1 gol). Mało? W 2017 roku Litwini nie wygrali żadnego meczu i zaliczyli jeden remis – z Maltą. W tym z kolei zebrali oklep od Estonii i Gruzji.

Z drugiej strony, dwa lata temu, przed samym Euro 2016, zremisowaliśmy z nimi 0:0. Jeśli przyłożymy skalę – jest się z czego cieszyć.