Oto ligi, które najwięcej wydały i zarobiły na transferach! Symboliczna pozycja Ekstraklasy!

W każdej z topowych lig Europy na zakupy piłkarzy wydano tej zimy większe pieniądze aniżeli zarobiono na graczach, którzy odeszli. Polska Ekstraklasa jest w tym względzie na dokładnie przeciwnym biegunie. Produkuje, by sprzedać. Statystyki portalu Transfermarkt jasno wskazują, że nasze kluby na zawodnikach zamierzały w ostatnim okienku niemal wyłącznie zarabiać.

Dane zbierane przez Transfermarkt, zwłaszcza kwoty transferów, z pewnością nie są podawane ze 100-procentową precyzją, ale i tak dają najlepszy kompleksowy pogląd jak okno transferowe mijało w poszczególnych ligach na świecie. Nikogo nie zaskoczy fakt, że jak najwięcej gotówki – całościowo – wydawały kluby angielskie. Najdroższym zakupem zimowego polowania okazał się Bruno Fernandes, który ostatecznie zamienił Sporting Lizbona na  Manchester United (55 mn euro).

Tym razem nie było jednak finansowej przepaści pomiędzy Premier League a Serie A czy Bundesligą, która w szczególności odznaczyła się w ostatnich tygodniach pozyskiwaniem wartościowych piłkarzy. Dość wymienić zakupy Herthy Berlin – z Krzysztofem Piątkiem na czele, Erlinga Haalanda w Borussii Dortmund czy Daniego Olmo w RB Lipsk.

Polska Ekstraklasa pod względem pieniędzy pozyskanych ze sprzedaży piłkarzy nie ma szans znaleźć się w ścisłej czołówce. Pomimo rekordowego transferu Radosława Majeckiego do Monaco i niemal masowej wyprzedaży talentów, plasujemy się w połowie drugiej dziesiątki – gdzieś pomiędzy ekstraklasą Grecji a drugą ligą francuską.

Szczególnie symboliczna dla polskich rozgrywek jest nie tyle skala przychodów z transferów, lecz ogromna dysproporcja między sumą zarobionych i wydanych pieniędzy! Wychodzi, że z każdej pozyskanej złotówki, na transfery gotówkowe reinwestowaliśmy… 5 groszy.

To oczywiście uproszczenie, bo zestawienia nie uwzględnia prowizji menedżerskich i innych wydatków, które kluby ponoszą w przypadku transferów „darmowych”. Ale fakty są takie, że znajdujemy się pośród lig takich jak chorwacka, grecka, serbska, słowacka – które masowo wysyłają w świat swoich piłkarzy, ale przy tym nie pozyskują gotówkowo graczy ze świata.

To odróżnia nas choćby od Austrii, Portugalii, Belgii albo Holandii, gdzie topowe kluby – owszem – zarabiają jeszcze więcej, ale przy tym potrafią przeznaczyć na wzmocnienia kwoty 10 – 20 milionów euro. Salzburg kupił gracza za 11 milionów, ale by nie zaczynać od tak wyśrubowanych przykładów… Feyenoord wydał 4 mln euro na Roberta Bozenika. Brugia kupiła Michaela Krmencika za „szóstkę”, 2 – 3 miliony jednostkowo wykładały kluby pokroju Genk, Gent, Standard Liege czy AZ Alkmaar.

U nas wciąż słychać, że Legia Warszawa jest skłonna wydać 1,5 miliona na napastnika, jednak tydzień przed wznowieniem rozgrywek wciąż do tego nie doszło. A ruch pieniądza jak był jednostronny, tak jest nadal.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem