Oszust z gwizdkiem? Do lodówki!

Jest zbrodnia, powinna być i kara lub ujmując to nieco mniej książkowo – gdy popełniłeś błąd i nawaliłeś na całej linii, to teraz musisz za to odpokutować – jasne jak słońce. Niestety, w Hiszpanii tak to nie dzieła i nie tylko już mniejsze grzeszki, ale również większe przewinienia nie są karane. O czym mowa? Znowu – po raz kolejny – o arbitrach z La Liga. Tam z każdym tygodniem tworzy się coraz bardziej żenujący kabaret, a w rolach głównych występują panowie z gwizdkiem.

Pamiętacie nasz tekst z poniedziałku o największych sędziowskich babolach (TUTAJ), które w wymierny sposób miały wpływ na nie tylko poszczególne mecze, ale czasami nawet całe turnieje? Tam kilkukrotnie przewijał się hiszpański mianownik, bo to tak jakbyśmy zaczęli mówić o świętach Bożego Narodzenia i zupełnie pominęli w nich obecność pod choinką prezentów od Świętego Mikołaja. Lub gdybyśmy zaczęli rozmawiać o FC Barcelonie i ani słowem nie wspomnieli o Leo Messim. No nie, tak się po prostu nie robi.

W niedzielę Iglesias Villanueva i jego asystenci w straszliwy sposób pomylili się w stosunkowo prostej sytuacji. Piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową, mało tego – odbiła się już za linią, co dodatkowo powinno ułatwić pracę arbitrom. Gola nie zaliczono, Valencia poszła z kontrą i o mały włos nie objęła prowadzenia, gdyż wielu zawodników Blaugrany cieszyło się z bramki i nie brało udziału przy obronie tej akcji. Koniec końców mecz zakończył się wynikiem 1:1, co samo w sobie dla nikogo krzywdzącym rezultatem nie jest, bo gospodarze rzadko wygrywają z Barceloną, a goście utrzymali czteropunktową przewagę nad bezpośrednim rywalem w walce o tytuł.

Dwa punkty jednak Barcelonie uciekły, a biorąc pod uwagę, że to pewnie i tak na koniec sezonu Real będzie głównym rywalem dla Barcy o mistrza, to w końcowym rozrachunku te oczka mogą być decydujące. Nieważne – padł remis, nie ma co się na ten temat rozwodzić.

Z tym że po tym spotkaniu Arminio Sanchez, czyli szef sędziów w Hiszpanii wypowiedział takie zdania:

Nawet Sancheza rozumiemy – broni swojego pracownika, ściąga z niego presję i nie pozwala go krytykować. Z tym że w czwartek odbyło się spotkanie Pucharu Króla pomiędzy Espanyolem i Teneryfą. Pojedynek ten sędziował Iglesias Villanueva, który w 36. minucie zdecydował się podyktować rzut karny. Za co? Za zagranie ręką.

Warto dodać, że gol po jedenastce padł, a Espanyol zwyciężył 3:2 i przeszedł do kolejnej rundy. Gdyby nie rzut karny, to nie padłby gol i mecz skończyłby się wynikiem 2:2, a co z kolei zapewniłoby promocję do dalszej fazy turnieju zespołowi z Teneryfy. W pierwszym starciu tych ekip padł bowiem wynik 0:0.

Czyli Villanueva w ciągu kilku dni zrobił dwa babole. Teraz celowo trochę naciągamy fakty, ale być może przesądził o mistrzostwie i pchnął w Pucharze Króla ekipę, która zajdzie bardzo wysoko i być może zdobędzie główne trofeum. To tylko domysły, pewnie tak się nie stanie, ale oba jego błędy przesądziły o wynikach, a te z kolei mogą mieć wymierny wpływ na to, co będzie działo się w tych rozgrywkach dalej.

Zerknęliśmy na weekendową rozpiskę arbitrów na 14. kolejkę La Liga (TUTAJ) – Iglesias Villanueva odpoczywa i nie sędziuje żadnego meczu. Ufff, bardzo dobrze. Hiszpanie mówią w takich sytuacjach, że arbiter potrzebuje pójść do “lodówki”, by przemyśleć sobie pewnie sprawy i nabrać do swojej pracy odpowiedniego dystansu. Naszym zdaniem powinien się w tej lodówce zatrzasnąć i już nigdy nie dotykać gwizdka.

2 grudnia o godzinie 20:45 mecz Athletic Bilbao – Real Madryt

Wygrana Athletic: 6,9

Remis: 4,5

Wygrana Realu: 1,47

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze