Okiem zrzędy – 10 wniosków po 10 kolejkach Ekstraklasy

Z oglądaniem naszej Ekstraklasy jest trochę jak z piciem alkoholu. I to na umór. Wiemy, że to nam szkodzi, ale robimy to dalej. Domyślamy się, że gdybyśmy przestali, czulibyśmy się lepiej, bylibyśmy zdrowsi i nie bolała by nas na następny dzień głowa. Ale z jakiegoś, ciężko wytłumaczalnego powodu wciąż to robimy. Idziemy na mecz – pijemy. Oglądamy mecz – jest nam niedobrze. Po meczu narzekamy – leczymy kaca. Za nami 10 pierwszych kolejek spotkań „krajowej elity”. To wystarczająco, żeby wysnuć kilka wniosków, którymi się z Wami podzielę.

Z oglądaniem naszej Ekstraklasy jest trochę tak,  jak z piciem alkoholu. I to na umór. Wiemy, że to nam szkodzi, ale robimy to dalej. Domyślamy się, że gdybyśmy przestali, czulibyśmy się lepiej, bylibyśmy zdrowsi i nie bolałaby nas na następny dzień głowa. Ale z jakiegoś, ciężko wytłumaczalnego powodu wciąż to robimy. Idziemy na mecz – pijemy. Oglądamy mecz – jest nam niedobrze. Po meczu narzekamy – leczymy kaca. Za nami 10 pierwszych kolejek spotkań „krajowej elity”. To wystarczająco, żeby wysnuć kilka wniosków, którymi się z Wami podzielę.

 

1/ Pierwszy wniosek jest oczywisty i był już wielokrotnie wałkowany, ale musi pojawić się na samym początku. Nie odkryję tu prochu, absolutnie. Nasza liga leży na peryferiach wielkiego futbolu. Rok w rok udowadniają to nasze drużyny, występujące w europejskich pucharach, a raczej w ich eliminacjach. Zeszłoroczny awans Legii do fazy grupowej Ligi Mistrzów był jedynie wyjątkiem potwierdzającym regułę. Dawniej chociaż odpadaliśmy z rywalizacji po porażkach z klubami z czołówki, z czasem – zaczęli nas lać średniacy. Teraz mistrza naszego kraju pacyfikują Kazachowie i Mołdawianie. Byliście kiedyś w Mołdawii? W stolicy w najlepszych knajpach serwują pizzę z frytkami jako głównym składnikiem, a pieniądze wyglądają jak z Eurobiznesu. Ale mają tam chociaż Ligę Europejską.

2/ Przez prawie cały rok wszyscy w Polsce pompujemy się niemiłosiernie, żeby potem doznać wspomnianego na początku kaca. W okresie transferowym każdy się „wzmacnia”, każdy chce „walczyć o najwyższe cele”, potem wszyscy się „docierają”, a następnie przychodzi „zmęczenie długą rundą”. Wszyscy wokół podbijają bębenek – social media, telewizja, gazety, portale internetowe, wszelkie możliwe środki masowego przekazu. To wszystko jest naprawdę ładnie opakowane, do tego dochodzą fajne, nowoczesne stadiony, których w Polsce jest coraz więcej. I gdy zaczynamy wierzyć, że w końcu zrobiliśmy kolejny krok w kierunku piłkarskiej elity – jesień z europejskimi pucharami kończymy jeszcze latem. Smutne.

3/ W Ekstraklasie gra za dużo obcokrajowców. Co więcej, obcokrajowcy ci nie wnoszą często nic pozytywnego do naszej ligi. W Polsce piłkę nożną trenują dziesiątki tysięcy młodych chłopaków, to najpopularniejsza dyscyplina sportu w naszym kraju. Część z nich jest naprawdę utalentowana, nie mniej, niż ich rówieśnicy z Hiszpanii, Chorwacji czy Argentyny. Poświęcają się treningom, swojej pasji, wierząc, że dostaną swoją szansę. Zamiast nich po boiskach biegają gracze zagraniczni, o wątpliwych umiejętnościach, ponieważ trenerzy rozliczani są z wyniku „tu i teraz”…

4/ …ponieważ boją się o utratę swojej posady. Karuzela szkoleniowa rozkręca się w tym sezonie z kolejki na kolejkę, chociaż pierwszy trener stracił pracę jeszcze…przed rozpoczęciem sezonu. W minionych tygodniach nastąpiły roszady w kolejnych trzech klubach, a w kolejce do zwolnienia są kolejni szkoleniowcy: spać spokojnie nie mogą Piotr Nowak, Michał Probierz, czy Maciej Skorża, a o utracie pracy mówi się nawet w kontekście Nanada Bjelicy, którego Lech zajmuje trzecie miejsce w tabeli ze stratą jednego punktu do lidera! Ludzie! Na podium są jedynie trzy miejsca – mam wrażenie, że każdy, kto nie zdobędzie ze swoim zespołem medalu, automatycznie nadaje się do odstrzału.

5/ W Ekstraklasie goli nie strzelają Polacy. Jak wielkim dramatem naszej reprezentacji narodowej jest kontuzja Arkadiusza Milika pisaliśmy TUTAJ. Tylko trzech polskich napastników zdobyło w 10 kolejkach więcej, niż dwie bramki!! To Marcin Robak (7), oraz Jakub Świerczok i Krzysztof Piątek (po 5). Katastrofa…

6/ „Nasza liga jest ciekawa, każdy może wygrać z każdym”. „Zespoły prezentują podobny, wyrównany poziom, tu nie ma słabych rywali”. Słyszymy to tydzień w tydzień. To nieprawda. W znacznie silniejszych ligach niż nasza pretendent do medalu nie może przegrać z byle kim. Barcelona nie przegrywa z Alaves, Manchester City gromi Cristal Palace, PSG nie gubi punktów z Dijon, a Borussia Dortmund aplikuje słabeuszom po 6 goli. We Francji, Anglii czy Włoszech między mistrzem a spadkowiczem jest przepaść. U nas Legia przegrywa z Niecieczą i nikogo to nie dziwi. To dowód na to, że liga jest słaba, a wyniki są dziełem przypadku. Ruletka. Loteria.

7/ Lidze brakuje gwiazd. Można mówić różne rzeczy o Vadisie Odjidji –Ofoe, ale takiego grajka nie widzieliśmy na naszych boiskach już od dawien dawna i możliwe, że długo już nie zobaczymy. Co prawda zanim trafił do naszej ligi „nie słyszał o nim nawet Burek na podwórku” Tomka Hajty, ale o ile piłka nożna to sport zespołowy, krępy Belg pokazał, jak dużą różnicę może robić jeden piłkarz, nawet jeśli nie jest to Messi czy Cristiano Ronaldo. Niestety, znacznie z tonu spuścił także Konstantin Vassijljev i już w gestii Waldemara Fornalika leży to, żeby przebudzić śpiącego „Cesarza Estonii”. Z perspektywy czasu szkoda Nemanji Nikolicia. Co się stało z Michałem Pazdanem? Tę wyliczankę można by kontynuować…

8/ Michał Probierz potwierdził, że klimat inny niż białostocki niekoniecznie mu służy. W Cracovii dostał długoletni, „gwiazdorski” kontrakt i chyba za bardzo uwierzył w swoją wielkość. Na samym początku odpalił zaklepanego już Damiana Kądziora, który teraz coraz lepiej radzi sobie w Górniku. Zrezygnował też z zawodników, którzy dotychczas trzymali w ryzach grę Pasów. Pozbycie się lekka ręką Mateusza Cetnarskiego i Marcina Budzińskiego, kontuzja Damiana Dąbrowskiego, spadek formy Miro Covilo. W ich miejsce pojawili się gracze pokroju Zejnova, Dytjatjeva, Siplaka, Finka… Michał Probierz lubi narzekać, że prezesi polskich klubów wolą stawiać na zagraniczną myśl szkoleniową, natomiast sam zainwestował w piłkarzy, o których ciężko powiedzieć cokolwiek dobrego… Sądzę, że z „Cetnarem” i „Budzikiem” w składzie Pasy nie byłyby czerwoną latarnia i pośmiewiskiem całej ligi…

9/ We władzach Ekstraklasy na dniach ma dojść do zmian. Dobrze to, czy źle – przekonamy się niebawem. Z jednej strony – obecnie zarządzające nią osoby kompromitowały się wielokrotnie, a umowa ze sponsorem tytularnym ligi to kabaret i rozbój na klubach, dokonany w biały dzień. Z drugiej strony, mając na uwadze wszystko, co napisałem powyżej, nie mieli zbyt mocnej pozycji w negocjacjach…Wystarczy mieć nadzieję, że teraz będzie lepiej, bo już dużo gorzej być nie może. Poczekamy, zobaczymy.

10/ Kroplą miodu w tej beczce dziegciu jest postawa Górnika Zabrze, klubu, który jest w dużej mierze zaprzeczeniem wszystkiego, o czym wspomnieliśmy powyżej. Trener, któremu pozwolono na spokojną, długofalową pracę. Kadra zespołu złożona głównie z młodych, ambitnych, polskich piłkarzy, uzupełnionych obcokrajowcami, którzy rzeczywiście coś wnoszą do składu. Brak medialnej napinki, oraz trybuny wypełnione po brzegi kibicami. Fajnie. Tych plusków, tych promyków słońca jest mimo wszystko więcej, ale… to cykl poświęcony narzekaniu. Przykro mi.

Uff, zmęczyłem się tym dzisiejszym zrzędzeniem… Jak to dobrze, że następna kolejka Ekstraklasy zaczyna się już w piątek !! Nie mogę się doczekać !!!

Bonus do 1500PLN na start
Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.