Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Oki Balboa. Odkrycie ekstraklasy wraca do gry

Masz 23 lata. W rozgrywkach, do których przyszedłeś jako napastnik z drugiej ligi maltańskiej, wyrastasz na jednego z najlepszych… defensywnych pomocników. Lech Poznań chce wyłożyć za ciebie 200 tysięcy euro, choć ostatecznie zostajesz jeszcze pół roku w drużynie czterokrotnego mistrza Polski – łódzkim Widzewie. Kibice wybierają cię najlepszym piłkarzem sezonu, po zakończeniu którego przenosisz się do greckiej ekstraklasy - to mógłby być dobry scenariusz na piłkarski film, ale jest dopiero początkiem zagmatwanej historii Nigeryjczyka

Podwyżka, potwierdzenie umiejętności, wyjazd za granicę, kontrakt marzeń, gra w silnej, europejskiej lidze – tak mniej więcej powinna wyglądać ścieżka kariery piłkarza, którego mianuje się objawieniem bądź odkryciem całej ligi. Drogi Princewilla Okachiego, to jednak takie punkty na piłkarskiej mapie, o których połączeniu nie śniło się nawet filozofom. Najważniejsze jest jednak to, że nigeryjski pomocnik nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Przedostatniego też nie.

Masz 23 lata. W rozgrywkach, do których przyszedłeś jako napastnik z drugiej ligi maltańskiej, wyrastasz na jednego z najlepszych… defensywnych pomocników. Lech Poznań chce wyłożyć za ciebie 200 tysięcy euro, choć ostatecznie zostajesz jeszcze pół roku w drużynie czterokrotnego mistrza Polski – łódzkim Widzewie. Kibice wybierają cię najlepszym piłkarzem sezonu, po zakończeniu którego przenosisz się do greckiej ekstraklasy – to mógłby być dobry scenariusz na piłkarski film, ale jest dopiero początkiem zagmatwanej historii Nigeryjczyka. Piłkarza, z którego w Polsce zdążono się ponaśmiewać po transferze, zdziwić po debiucie i bardzo doceniać po kolejnych sezonach gry.

Princewill Okachi doskonale odnalazł się w Polsce w roli defensywnego pomocnika

PRAWIE JAK CRESPO

Do Europy trafił z Lagos, największego nigeryjskiego miasta i stolicy biznesu tego afrykańskiego kraju. Wyróżniał się w drugoligowym FC Ebedei, został kapitanem zespołu, a wieku 15 lat wypatrzyli go skauci powiązanego z nigeryjskim klubem FC Midtjylland. Wyjechał do Danii jako 17-latek. Trenował na przemian z juniorami i seniorami, ale długo tam miejsca nie zagrzał. Pojawiła się oferta z Malty, a konkretnie z drugiej ligi tego wyspiarskiego państwa-miasta, której przyjęcie długo „ciągnęło się” za Okachim. Trafił tam, bo kilka miesięcy wcześniej strzelił dwie bramki w towarzyskim turnieju i został wybrany jego najlepszym zawodnikiem. Zapamiętano to na tyle, by ściągnąć go na stałe. Plan wypalił tylko po części, bo w tym urokliwym zakątku świata „Prince” spędził zaledwie trzy miesiące. Sam zresztą nie ukrywał, że gra na Malcie w zespole Dingli Swallows, to nie był wówczas szczyt jego marzeń.

Wtedy pojawił się Widzew. Odgłosy czoła, w które pukali się wszyscy kibice i eksperci, słychać było w całej Polsce. Okachi jednak powiedział „dzień dobry” najlepiej, jak mógł: strzeleniem zwycięskiej bramki w meczu z Polonią Warszawa 20 sierpnia 2011 roku. Tak, jak przystało na napastnika, którego idolem w dzieciństwie był Hernan Crespo. Sęk w tym, że zdobywanie bramek nie było jego przeznaczeniem. To prawdziwe, objawiające się w zjawiskowym odbiorze piłki i świetnej grze w destrukcji, odkrył dopiero w Widzewie Radosław Mroczkowski.

„Oki” został jednym z największych odkryć ekstraklasy i piłkarzem sezonu klubu z al. Piłsudskiego, a także wzbudził zainteresowanie drużyn z czołówki. Podczas jego trzyletniego pobytu w Łodzi nie obyło się jednak bez kontrowersji. Wiele negatywnych rzeczy mówiono o jego spóźnieniach z zimowych czy letnich urlopów. – Mało kto wie, że moje “spóźnienia” na okresy przygotowawcze nie wynikały z mojego lenistwa czy braku odpowiedzialności. To klub nie był w stanie w odpowiednim terminie załatwić formalności związanych z uzyskaniem wizy oraz pozwolenia na pracę dla mnie! Szkoda, że media przedstawiały to inaczej… – kręci dziś głową Nigeryjczyk.

Okachi grając w Ekstraklasie dzielił i rządził w środku pola

Po rozwiązaniu kontraktu z Widzewem wyjechał do Grecji, do APS Panthrakikós, ale tego pobytu nie może zaliczyć do udanych. Postanowił wrócić do Łodzi – problem był jednak taki, że klubu, który opuszczał, de facto już nie było. Sylwester Cacek zalegający (nie tylko) Prince’owi z wypłatami, ogłosił upadłość spółki. Od zera w czwartej lidze wystartowała nowa drużyna, która przejęła tradycje zasłużonego klubu. Jej największą gwiazdą został ten, który piąty poziom rozgrywkowy zdecydowanie przerastał. Jego powrót do klubu, kibice przyjęli z wielkim entuzjazmem

Widzew to wielka marka i wspaniali kibice. Mam świadomość ile zawdzięczam temu klubowi, ale starałem się zrewanżować dobrą grą nie tylko w ekstraklasie, ale także w czwartej i trzeciej lidze, do której awansowaliśmy  – mówi. Dlaczego w ogóle znalazł się w drużynie czerwono-biało-czerwonych? – Chciałem pomóc, a jednocześnie ówczesny prezes Marcin Ferdzyn dał mi słowo, że będę mógł iść do wyższej ligi w każdym oknie transferowym. Obiecał mi, że odejdę za darmo, choć tej obietnicy później nie dotrzymał – dodaje. Co na to były Prezes Widzewa? – Nie mogłem dotrzymać tej obietnicy, z prostego powodu – nie mieliśmy żadnej konkretnej oferty dla Princewilla z innego klubu.

KOLANA NIE SŁUGA

W Widzewie grał do listopada 2016 roku, do meczu z Finishparkietem Drwęcą Nowe Miasto Lubawskie. Problem z kolanami doskwierał pomocnikowi już od jakiegoś czasu, miał chrząstkę w czwartym stopniu degeneracji. – Widzew chciał, żebym pomimo tego nadal grał, więc brałem zastrzyki z kwasem hialuronowym i osoczem wysokopłytkowym. Przez jakiś czas pomagało… – wspomina. W meczu z Drwęcą został uderzony w kolano, co dodatkowo uszkodziło łąkotkę. Profesor Domżalski stwierdził, że zabieg jest niezbędny. – Po rehabilitacji problem kolan został zamknięty. Mam nadzieje, że na lata – dodaje.

„Prince” ma nadzieję, że podniesie się z kolan i wróci do poważnej piłki

W Widzewie nie czekano. Potrzebni byli ludzie zdolni do gry tu i teraz na najwyższych obrotach. „Ósemkę”, którą w poprzedniej rundzie nosił Okachi, zimą otrzymał Sebastian Olczak, zaś o Nigeryjczyku kibice już nieco zapomnieli. – Gdy mój agent wystąpił z prośbą o zwrot części kosztów rehabilitacji jednej nogi, nikt z klubu się nie odezwał. W Widzewie utrzymują, że koszty rehabilitacji pokrywał wówczas ZUS. Ówczesny trener Widzewa, Przemysław Cecherz nie zabiegał również o powrót Okachiego do zespołu i Nigeryjczyk trenował indywidualnie. Nie do końca wiadomo było w jakim stanie zdrowia jest po rehabilitacji. Na mecz otwarcia nowego stadionu z Motorem Lubawa zaprosił go teść, prywatnie kibic Widzewa. Okachi był pod wrażeniem atmosfery w Sercu Łodzi, a klubowi życzy powrotu tam, gdzie jego miejsce, czyli do Ekstraklasy.

POWRÓT (R)OKIEGO.

Do końca sezonu nie trenował z drużyną, pracując też pod okiem klubowego lekarza, Radosława Grabowskiego, który prowadził również operację Nigeryjczyka. Do pełnego treningu był gotów w sierpniu, kiedy kluby miały już zakontraktowanych obcokrajowców. Ponadto w środowisku krążyła opinia, że „Prince” nie nadaje się jeszcze do gry i przez pryzmat tego patrzono na możliwość ewentualnej współpracy z Okachim.  Był również plan uzyskania polskiego obywatelstwa, ale w staraniach o to mocno przeszkodził mu Sylwester Cacek, który w 2013 roku nie zapłacił Nigeryjczykowi nie tylko wynagrodzenia, ale również – co jest poważną przeszkodą w uzyskaniu naszej przynależności narodowej – podatku od tamtego wynagrodzenia.

Tymczasem bliski był angaż w drugoligowym GKS-ie Jastrzębie, gdzie pozytywnie przeszedł kilkudniowe testy. Trener Jarosław Skrobacz stwierdził, że po kontuzji nie ma śladu, a po nadrobieniu braków kondycyjnych Okachi ma potencjał na powrót do ekstraklasy.  – Problem był ze wspomnianym wcześniej obywatelstwem. Jastrzębie ma już jednego obcokrajowca, który jest liderem drużyny… Nie miałem pewności, czy otrzymam je do rundy wiosennej, a taki był warunek GKS-u – mówi nam „Oki”.

Ostatecznie wylądował w czwartoligowej Stali Niewiadów, która zasłynęła w całym kraju niebanalnym rekordem: awansowała z ligi okręgowej bez straty choćby punktu, wygrywając w sumie 35 spotkań ligowych z rzędu. W IV lidze tak łatwo już nie jest, a była gwiazda Widzewa ma pomóc w powrocie na zwycięski szlak. – To dobre miejsce do odbudowania się. Atmosfera jest bardzo dobra. Koledzy z drużyny potrafią grać nie tylko w piłkę, ale i piłką. Nie jest to typowa, czwartoligowa rąbanka. Staramy się grać technicznie, składnie, głównie krótkimi podaniami. To mi się podoba. Treningi wcale nie odbiegają od tych, które były w Widzewie. Każda jednostka jest przemyślana, każde ćwiczenie – zaplanowane – chwali nowe miejsce pracy 26-latek.

Obecnie Okachi próbuje odbudować się w czwartoligowej Stali Niewiadów

Zadowoleni z hitowego transferu są również ludzie związani ze „Stalówką”.

Spokój – tak bym go określił jednym słowem. Na pierwszych treningach wydawało mi się, że tego spokoju jest aż za dużo, ale gdy na meczu połączył to z koncentracją oraz z klasą piłkarską, dało to obraz zawodnika z zupełnie innej ligi. Widać, że jest tu, by wejść w rytm meczowy, znów poczuć zapach szatni, otrzaskać się na naturalnej murawie z piłką przy nodze – ocenia Andrzej Rychter ze Stali Niewiadów.

Cały czas jest uśmiechnięty, choć gadułą bym go nie nazwał. Bariery językowej nie ma, z trenerem i kolegami z drużyny dogaduje się po polsku – dodaje kierownik drużyny, Rafał Piwowarski. Faktycznie, Okachi coraz lepiej radzi z sobie z językiem, o którym pięć lat temu mówił to, co każdy obcokrajowiec: bardzo trudny. Zapowiada, że niedługo będzie gotowy do zaśpiewania hymnu.

Nigeryjczyk nie ukrywa, że w Niewiadowie chce się odbudować, a później stawiać kolejne kroki w pełnej zakrętów, upadków i wzlotów karierze. – Do końca rundy pogram w klubie z czwartej ligi, a w listopadzie mam zaproszenie na testy do dwóch klubów pierwszoligowych. Może w międzyczasie wydarzy się jakiś cud w temacie mojego obywatelstwa? To by mi bardzo pomogło. Ta sytuacja jednak pokazała, jak ważna dla człowieka jest rodzina. Ta w Nigerii bardzo mnie wspiera, a poza tym mam tutaj wspaniałą żonę, cudownych teściów i fantastyczne córeczki. Są ze mną na dobre i na złe, ale wierzę, że tego drugiego wariantu nie będzie już okazji sprawdzać.

 

Bartłomiej Stańdo