Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Odgryzionie ucho, marihuana. 31 lat temu Tyson został mistrzem świata!

Kiedyś częściej zdarzało mi się sentymentalnie podchodzić do pewnych wydarzeń z przeszłości i robiłem coś na zasadzie kartki w kalendarza. Ostatnio trochę od tych treści uciekam, skupiam się na innych tematach, ale w tym akurat przypadku muszę zrobić wyjątek. Dziś wspomnim Mike'a Tysona i to co wyprawił dokładnie 31 lat temu. O co chodzi? Zapraszam na wagę ciężką!

Kiedyś częściej zdarzało mi się sentymentalnie podchodzić do pewnych wydarzeń z przeszłości i robiłem coś na zasadzie kartki w kalendarza. Ostatnio trochę od tych treści uciekam, skupiam się na innych tematach, ale w tym akurat przypadku muszę zrobić wyjątek. Dziś wspominam Mike’a Tysona i to co wyprawił dokładnie 31 lat temu. O co chodzi? Zapraszam na wagę ciężką!

To właśnie wtedy Żelazny Mike został po raz pierwszy mistrzem świata w kategorii ciężkiej i zgarnął najbardziej prestiżowy tytuł federacji WBC. Co ciekawe i w sumie najbardziej w tym wszystkim nurtujące – miał… 20 lat. Tak, został najmłodszym mistrzem świata w królewskiej dywizji. Po 31 latach cały czas dzierży status naj i nic nie wskazuje, by w ciągu kilku najbliższych kilku taki stan rzeczy miał się zmienić.

Przed rokiem obchodziliśmy okrągłą, 30. rocznice od tamtych wydarzeń. Wtedy pisałem tak:

To były czasy, w których nikt na świecie nie wiedział, kim jest “Kevin sam w domu” i nie miał przyjemności oglądać biegającej z pełną gracją po piaszczystej plaży w południowej Kalifornii Pameli Anderson. To był czas, w którym przeciętny Kowalski z USA miał świeżo w pamięci bokserskie popisy będącego już od niespełna pięciu lat na emeryturze Muhammada Alego.

Ali już nie żyje, na Pamelę Anderson już nikt by nie poleciał, został tylko Kevin, którego pewnie obejrzymy podczas Wigilii. Mike Tyson z boksem nie ma już nic wspólnego od 2005 roku, kiedy to znokautował go przeciętny i otyły Kevin McBride. Gdybyśmy mieli wskazać jednak decydujący moment świadczący o tym, że z bokserskiego świata Tyson odchodził, to był to… wygrany pojedynek z Andrzejem Gołotą. Tak, wielokrotnie Andrzej Kostyra opowiadał, że to Amerykanin wyglądał po tym starciu jak zbity pies, a Gołota w miarę szybko się pozbierał. Zresztą – wynik tamtej jednostronnej bitwy został unieważniony, bo Tyson był pod wpływem marihuany. To był właśnie cały Mike – on sam, bez niczyjej pomocy wpadał w największe tarapaty.

Wróćmy do walki mistrzowskiej. Jego przeciwnikiem był wtedy Trevor Berbick, czyli gość, który do starcia z Tysonem podchodził z rekordem 31-4-1. Tytuł zdobył dokładnie osiem miesięcy wcześniej, kiedy to na punkty pokonał Pinklona Thomasa i stracił go już podczas pierwszej obrony. W ogóle potem wiodło mu się już bardzo średnio. Jamajczyk skończył karierę dopiero w 2000 roku i zanotował jeszcze siedem porażek, choć tylko jedną przed czasem. W 2006 roku zmarł w wieku 52 lat.

Na filmiku macie skrót tej walki i warto obejrzeć całość – od początku Barbick był jedną nogą nad grobem, a drugą na skórce od banana. Tyson wszedł jak po swoje, a po walce jego mina wyglądała tak, jak listonosza, który dostarcza do kolejnego domu paczkę przed świętami. Po prostu – stało się, nie ma o czym gadać.

 

Co, poza wiekiem, należy na szczególne pochwały dla Tysona? Po pierwsze – Mike miał 178 cm wzrostu, czyli jak na wagę ciężką – był po prostu malutki. Gdy spojrzymy na dzisiejszego Wildera, Joshuę czy Fury’ego – niebo a ziemia. Po drugie, pojedynek z Barbickiem był jego… 13. w 1986 roku. Trzynastym!

Później Tyson zrobił dla boksu wiele znakomitych rzeczy, stworzył kapitalne ringowe wojny z najlepszymi pięściarzami świata, ale zawsze, już niestety do końca życia będziemy przy jego nazwisku, podobnie jak przy nazwisku Gołoty, czuli lekki niedosyt. Obaj panowie mieli papiery na coś więcej. Obaj sportowo byli gotowi na to, by móc dominować w królewskiej dywizji przez długie lata. Obaj – jak się później okazało – byli bardzo dobrzy, ale być może nigdy nie będą pięściarzami legendarnymi. Takimi, którzy nie przegrywali i wiedzieli, kiedy zejść ze sceny. Tyson wieszał rękawice na kołek kilkukrotnie, a ostatecznie wynosząc je na strych miał aż sześć porażek, w tym pięć przed czasem.

Największa sensacja w historii boksu

Czyli porażka Tysona w Tokio z Jamesem Douglasem. Miało być miło i bez problemów, zarobiona fajna kasa, poznanie lokalnej kuchni i podróż szybkim metrem. Był sensacyjny nokaut, którego nie spodziewał się nikt. Tyson przegrał po raz pierwszy w karierze i to w dodatku przez nokaut. Świat wstrzymał na dłuższą chwilę oddech.

Dwie walki z Evanderem Holyfieldem

Pierwsza przegrana przez TKO, kiedy Mike był już po przymusowych wakacjach i znowu chciał wrócić na szczyt. Skonfrontowano go z Holyfieldem, który nie dał mu szans w pierwszym pojedynku, a w drugim wydarzyło się to. Na stałe już będziemy Tysona łączyli właśnie z tą sytuacją.

 

Wygrana z Andrzej Gołotą, której… nie było

Żartownisie mówili, że pojedynek ten można było obejrzeć w całości w Teleekpressie i fakt – trwało to tylko dwie rundy. Ładunek emocjonalny był jednak tak ogromny, jak przed żadną inną walką w historii naszego reprezentanta. Mimo że dziś przy tym starciu widnieje „no contest”, to i tak często wracamy właśnie do pojedynku Gołoty z Tysonem.

Zadyma z Lewisem

Tu Mike był skazany na porażkę i przegrał zdecydowanie, ale najciekawiej było przed walką. Żebyście byli świadomi – jak mówimy o Tysonie, to tylko przy największych wydarzeniach. Tym razem mowa o największej zadymie przed walką w historii tego sportu.

Przegrana z rąk pana z brzuszkiem

Szkoda było patrzeć na to, jak Kevin McBride obija bezradnego Tysona, który jeszcze kilka-kilkanaście lat wcześniej – jak to mawia Artur Szpilka – zrobiłby mu dziecko. Dobrze, że skończyło się tylko tak i Amerykaninowi nic się nie stało, choć koniec jego pełnej przygód kariery  powinien nastąpić zdecydowanie szybciej. Irlandczyk wygrał i może zapisać sobie w CV pokonanie legendarnej Bestii.

 

Dziś mija 31 lat od tego, gdy Tyson po raz pierwszy wszedł na szczyt. Pytanie, jak można to było tak spektakularnie popsuć?
Jakub Borowicz