„Obudziłem się w pustej hali fabrycznej. Wracaliśmy stopem, z Turkiem i bagażnikiem pełnym kurczaków…”

Czy jest tu jeszcze ktoś, kogo należy przekonywać do tego, że Juergen Klopp to facet jedyny w swoim rodzaju? Jako trener i człowiek. Prawdopodobnie nie znamy ani jednego piłkarza, który powiedziałby, że nie chciałby pracować z kimś takim. A menedżer Liverpoolu co raz dostarcza nam doskonalszych argumentów potwierdzających tę tezę. Przeczytajcie tylko do końca!

W połowie sierpnia w usłudze Amazon Prime pojawił się odcinkowy dokument ukazujący kulisy funkcjonowania Borussii Dortmund. Materiał zrealizowany w czterech częściach, „Inside Borussia Dortmund”, wieloaspektowo ukazuje najnowszą historię klubu, w którym jeszcze parę lat temu występowała trójka Polaków. Prawdziwy misz-masz tematów i wątków. W jednym momencie dostajemy świeżą opowieść o meczu z Herthą w minionym sezonie, za moment odwołanie do czasów, w których Borussia niemal ogłosiła bankructwo, jeszcze w innym fragmencie wracamy do ery Juergena Kloppa.

Ludzie związani z BVB są zdania, że kształtu zespołu stworzonego przez Kloppa, Zorca i Watzke nie da się już nigdy odtworzyć. Określają to jako „lifetime experience”. Ale też przełomowy moment, w którym Dortmund skutecznie rzucił rękawicę Bayernowi Monachium.

Nieprawdopodobną historię opowiada sam Klopp, wspominając tytuł mistrza Niemiec zdobyty w 2011 roku. Jest to opowieść, jaką piłkarze albo trenerzy zazwyczaj decydują się zachować dla siebie albo w najlepszym razie upubliczniają dopiero po latach, w pisanych autobiografiach. Klopp opowiada z uśmiechem na ustach, wikłając w nią jeszcze CEO klubu – Hansa-Joachima Watzke.

Obudziłem się w ciężarówce, zaparkowanej w wielkiej hali fabrycznej. Byłem sam, nie pamiętając niczego…

– Byłem naprawdę zmarnowany, co pewnie dało się zauważyć już w niektórych wywiadach – zaczyna opowieść o historycznej fecie mistrzowskiej. – Nie sądzę, że kiedykolwiek o tym mówiłem, ale obudziłem się w ciężarówce, zaparkowanej w jakiejś wielkiej hali fabrycznej. Byłem sam, nie pamiętając niczego, co działo się w poprzednich godzinach. Wysiadłem z ciężarówki i przechodząc przez podwórko, zobaczyłem w oddali sylwetkę. Zagwizdałem, a potrafię gwizdać naprawdę głośno. Postać lekko zwolniła. Wkrótce okazało się, że to Aki Watzke (szef BVB). Byliśmy jedynymi ludźmi na tym wielkim podwórku!

Panowie szybko ogarnęli, że muszą się z tej sytuacji wydostać i jakimś sposobem wrócić do miasta, w którym zresztą ograniczono ruch samochodów, w związku z planowaną paradą piłkarzy BVB po ulicach Dortmundu.

W końcu Hans-Joachim Watzke zatrzymał na poboczu stary samochód typu combi. – Kierowcą był Turek. Watzke powiedział: „zabierzesz nas do Włocha” (prawdopodobnie chodzi o restaurację, w której Borussia zwykła świętować sukcesy). Kiedy odparł, że tego nie zrobi, Aki sięgnął do kieszeni, wyciągnął 200 euro i powiedział „zabierzesz”.

– Aki usiadł z przodu, ja z tyłu. Ciągle uderzałem w coś głową, byłem mocno zmęczony, a w dodatku słyszałem ciągłe „cluck, cluck, cluck”. Myślałem, że śnię, ale nie… Po prostu bagażnik był pełen kurczaków.

Finalnie, oczywiście dotarł na paradę po mieście i w ciemnych okularach paradował z paterą za zdobycie mistrzowskiego tytułu. Po raz kolejny potwierdza jednak, że kulisy sportowych sukcesów bywają takie, że kibicom się nawet nie śniło…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem