Oblany egzamin trenerskiej dojrzałości

121 dni wytrwał w Pogoni Maciej Skorża. Tak krótko nie pracował w żadnym innym klubie ekstraklasy. W żadnym innym nie miał również tak słabej średniej zdobytych punktów ma mecz. Po dwóch zwycięstwach, trzech remisach i aż dziewięciu porażkach, w Szczecinie postanowiono mu podziękować.

Pogoń Szczecin to nie Polonia Warszawa za rządów Józefa Wojciechowskiego, ale w północno-zachodniej części Polski do trenerów raczej się nie przywiązują. Maciej Skorża był dwudziestym szkoleniowcem, który prowadził Portowców na przestrzeni ostatnich jedenastu lat. Władze Pogoni za sprawą Rafała Janasa ustrzelą „oczko”, a jego następca wyśrubuje średnią powyżej dwóch szkoleniowców na rok. Jedna runda – jeden trener.

Powiedzieć, że sir Alex Ferguson trenując Manchester United przeżył 45 zmian na ławce w Pogoni, to nic nie powiedzieć. Szkot rzadziej wymieniał gumy do żucia, niż zmienia się w ostatnich latach szkoleniowców w Szczecinie.

Wydawało się jednak, że ze Skorżą granatowo-bordowi osiągną choćby namiastkę stabilizacji. Dla Skorży był to dobry egzamin dojrzałości trenerskiej, który miał sprawdzić, czy to facet potrafiący radzić sobie w gorszych warunkach. Od Pogoni nikt nie wymagał bicia się o mistrzostwo czy podium, ale i nie był to zespół, który na papierze skazywany był na walkę o utrzymanie. Kadra szczecińskiego klubu, pełny letni okres przygotowawczy i gwarancja spokojnego startu była polem do popisu. Warunkami idealnymi do tego, by pozytywnie zaskoczyć.

Mission: failed

Nic z tego. Wystarczyło 16 meczów, by powiedzieć 45-latkowi „do widzenia”, choć wielu i tak dziwi tak długi czas zwłoki. Miesiąc temu kibice na stadionie im. Floriana Krygiera wywiesili transparent „100% poparcia”, ale teraz żaden z nich nie może się dziwić czy złościć na decyzję władz klubu. Żałować może końca pięknej idei o stabilności, nowej erze, drużynie poukładanej przez cenionego coacha, ale na pewno nie żałuje końca Skorży.

Na Pogoń nie dało się patrzeć zarówno na trybunach, jak i w telegazecie. Czasem trenerowi brakuje szczęścia, skuteczności, wyników, ale tu nie było absolutnie niczego. Nawet małego symptomu poprawy. Złudzenia o powolnym kroczeniu do przodu. Iluzji budowy czegoś, co za chwilę odpali, bo nawet nie zaczęło się żarzyć.

Kibice Pogoni wspierali swojego szkoleniowca, ale ten nie rozpieszczał ich argumentami.

Jednym, wielkim dramatem była pierwsza linia. Idealnym zobrazowaniem problemów drużyny z ul. Karłowicza było starcie z Bytovią Bytów w Pucharze Polski. Z jednej strony – nie napawający dumą, przegrany w rzutach karnych mecz z niżej notowanym rywalem. Z drugiej, sytuacja Łukasza Zwolińskiego, który przy stanie 0:0 nie trafia do pustej bramki z dwóch metrów. Powtarzam: nie trafia do pustej bramki z dwóch metrów, choć niewielu jeszcze to dziwi.

Pogoń w czternastu meczach ligowych zdobyła zaledwie jedenaście bramek. Odliczając cztery gole z rzutów karnych i samobójcze trafienie Mateusza Szwocha, wychodzi nam oszałamiająca liczba sześciu bramek z gry. Średnio do siatki z gry piłkarze Skroży trafiali co 221 minut. Zatrważające.

Będąc w dołku – nadal kopie

Nie naprawił też były trener Wisły, Legii i Lecha mentalności drużyny. – Zawodnicy, którzy pracowali z Maciejem Skorżą sugerowali, że to trener, który ma problem z wyjściem z kryzysu – mówił w jednej z „Misji Futbol” Tomasz Smokowski. Obecność byłego asystenta reprezentacji Polski w Szczecinie to jeden wielki kryzys, z którego nie potrafili się granatowo-bordowi wydostać.

Wielu kibiców narzeka na minimalizm. Zauważyć go można łatwo zwłaszcza w ostatnich czterech sezonach, gdy Pogoń trafiała do grupy mistrzowskiej po podziale punktów. Na 28 meczów szczecinianie zwyciężyli zaledwie dwukrotnie. Fatalna, nie mająca nic wspólnego z rywalizacją sportową, ambicją i wolą walki postawa wyszła poza szatnię.

Radosław Janukiewicz, były bramkarz Portowców, po jedynym z meczów narzekał na kolegów, którzy mieli luźne podejście do meczów o stawkę i nie przejmowało się porażkami. „A daj spokój, przecież jest premia za ósemkę, czym się martwić” – takimi słowami mieli zdenerwować bramkarza pozostali zawodnicy. Przyjście Skorży niewiele pod kątem charakterologicznym zmieniło.

W Wiśle, Lechu i Legii zdobywał mistrzostwo Polski, ale z klubem o mniejszym budżecie już sobie nie poradził.

Nie wyglądało to dobrze również pod kątem fizycznym i motorycznym. To Maciej Skorża przygotowywał zespół do rozgrywek, co nie przeszkadzało mu na konferencjach prasowych mówić otwarcie o tym, że zawodnicy w końcówce proszą o zmianę. W meczu z Bruk-Bet Termaliką na dziesięć minut przed końcem Pogoń prowadziła, ale straciła dwie bramki w końcówce. Na pytanie o brak sił Skorża odpowiedział: – Fizycznie nie wyglądaliśmy zbyt dobrze.

Skorża miał szansę objąć zespół środka tabeli i udowodnić, że potrafi wycisnąć z zespołu więcej niż normę. Do swojego CV, bardzo bogatego jak na 45 lat, mógł dopisać kolejną trenerską umiejętność. Jest takie fajne powiedzenie: czasem trzeba zrobić krok do tyłu, by później wykonać dwa do przodu. Okazało się jednak, że za jego plecami była przepaść. Upadek jest duży i bolesny. Ciekawe, jak szybko Skorża wstanie i się otrzepie, bo – zamiast kolejnych dwóch kroków w przód – prawdopodobnie czeka go długa wspinaczka.

Komentarze