O nich mówi się rzadko! Na kogo zwrócić uwagę w obecnej NBA?

NBA to nie tylko wielkie nazwiska takie, jak James, Harden, Curry, Durant, czy Westbrook. Basket to sport zespołowy, ale czasem w blasku tych graczy, którzy przyzwyczaili nas do fenomenalnych występów i słuch o nich nie ginie, zapominamy o tych, którzy też robią różnicę na parkiecie, a w mediach sportowych możemy przeczytać o nich stanowczo zbyt rzadko.

Na kogo zatem warto zwrócić uwagę w ostatnich niecałych dwóch miesiącach rozgrywek?

Jabari Parker, Milwaukee Bucks

Drugi numer draftu 2014 miesiąc temu wrócił do gry po tym, jak zerwał ACL i po raz drugi musiał odpuścić znaczną część sezonu. Parker na razie wchodzi z ławki i dostaje średnio 18 minut na parkiecie. Rzuca na poziomie 10.3 punktów na mecz będąc wsparciem dla drugiego unitu Kozłów. Widać, że Jabari nie zapomniał jak się gra w koszykówkę. Z dużą śmiałością wchodzi pod kosz, co dobrze wróży na przyszłość. Niejeden zawodnik mógłby mieć blokadę psychiczną po takiej kontuzji, jak zerwanie więzadła krzyżowego przedniego, a tymczasem Parker wygląda na gotowego do gry w NBA po obu stronach parkietu. Osobiście liczę, że te półtora miesiąca sezonu regularnego odpowiednio przygotują go do ważnej roli w Milwaukee na czas Playoffów.

Brandon Ingram, Los Angeles Lakers

Świat chyba zapomniał o potencjale Ingrama, gdy tylko pojawił się Lonzo Ball – ulubieniec kibiców, mediów i tabloidów. Wcześniej zastanawiano się, czy Brandon nie jest czasem niewypałem, zarzucając mu słaby początek w NBA. Ten drugi numer draftu 2016 na chwilę obecną radzi sobie w Lakers coraz lepiej. Co najważniejsze: zdaje się już mniej forsować rzuty, znacznie poprawił swoją skuteczność i generalnie Luke Walton znalazł na niego pomysł. W roli point-forwarda sprawdza się naprawdę świetnie. Rozgrywa piłkę, napędzając atak, a potwierdzenia tego możemy szukać w statystyce dotyczącej asyst. W ubiegłym sezonie miał ich średnio 2.1, a od początku roku ma 4.6. Ingram nie poprowadzi Lakers do Playoffów, ale zwróćcie uwagę na to, jak będzie rozwijać swoje umiejętności jeszcze przez te półtora miesiąca do końca fazy regularnej.

Steven Adams, Oklahoma City Thunder

Podczas gdy Thunder utożsamiamy z big three w postaci Westbrooka, George’a i Anthony’ego, jest jeszcze jeden gość, na którego warto zwrócić szczególną uwagę i dokładniej przyjrzeć się jego grze. Steven Adams – postać nietuzinkowa, center z prawdziwego zdarzenia, potrafiący zrobić piekło pod koszem po obu stronach parkietu. Środkowy jest bardzo ważną częścią układanki trenera Billy’ego Donovana, zatem spodziewajmy się w Playoffach wielu akcji z wykorzystaniem umiejętności Nowozelandczyka, który potrafi zdominować nawet większych od siebie (choć takich jest niewielu) zawodników NBA. W obecnych rozgrywkach notuje 14 punktów i 9.1 zbiórek i ma największy ofensywny wkład w wygrane swojego zespołu.

Jaylen Brown, Boston Celtics

Brown już niedługo będzie All-Starem. Kropka. Obecny sezon jest dla niego dopiero drugim w karierze, a już gra w pierwszym składzie Boston Celtics. Najbardziej imponuje mi swoją agresywnością po obu stronach parkietów. Potrafi być bliskim obrońcą na topowych graczy w lidze, ale umie też wykańczać skutecznie akcje ofensywne zespołu. Średnio dodaje od siebie 14.1 punktów na mecz i zbiera 5.3 piłek. W zależności od potrzeb, jest świetnym uzupełnieniem zarówno dla frontcourtu i backcourtu Celtics.

Myles Turner, Indiana Pacers

Dyspozycja Turnera będzie kluczowa dla tego, z kim w playoffowej parze zobaczymy Indianę Pacers. Zespół będzie walczyć o przewagę swojego parkietu, a Myles ma im w tym pomóc. Czemu by nie? W trzecim sezonie w karierze Turner gra na poziomie 13.6 punktów i 6.8 zbiórek, nie będąc jednocześnie pierwszą opcją w ataku zespołu z Indianapolis. Duet, który tworzy z Victorem Oladipo jest wyjątkowo niebezpieczny i niewygodny dla obrony przeciwników – rozgrywają masę pick-and-popów i pick-and-rolli.

Gary Harris, Denver Nuggets

Gdy myślisz Nuggets, mówisz Jokić, ale zapominasz o kolejnym elemencie tej dobrze naoliwionej maszyny z Denver  – o Garym Harrisie. Zawodnik jest od początku roku najlepszym punktującym ekipy z Kolorado. Denver potrzebowało na czas nieobecności Millsapa kogoś, kto będzie efektywny po obu stronach parkietu i tym graczem jest właśnie Gary. Bardzo dobrze radzi sobie jako obrońca rywala rzucającego za trzy, nie jest samolubny, potrafi znaleźć kolegów i ułatwić im punktowanie z czystej pozycji. Mike Malone ma w swojej rotacji go-to-guys, który od stycznia gra na poziomie 48.8% z gry, w tym 42% zza łuku.

Jordan Clarkson, Cleveland Cavaliers

Od trade deadline to właśnie Clarkson oddaje poza LeBronem Jamesem najwięcej rzutów na mecz. Jest graczem drugiego unitu, który zarówno może być efektywnym snajperem, jak i może prowadzić grę. W najbliższym czasie przed ostatecznym rozstrzygnięciem playoffowych par pierwszej rundy. Dyspozycja Clarksona może mieć naprawdę duży wpływ na zapewnienie Cavaliers jak najkorzystniejszego rozstawienia. W barwach Cleveland notuje aktualnie 14.2 punktów, 2.8 zbiórek i 1.8 asyst.

Bam Adebayo, Miami Heat

Jeżeli teraz jeszcze nic Ci, czytelniku, to nazwisko nie mówi, bądź pewien, że o Bamie Adebayo w przyszłości usłyszysz jeszcze nie raz. Jego średnia zdobycz punktowa (7.4 oczka/mecz) może nie jest tak imponująca, ale wynika to z tego, że Bam gra za Hassanem Whitesidem, któremu w przyszłym sezonie prognozuje się zmianę klubu. A to otwiera drzwi młodemu centrowi! Aktualnie Adebayo ma jeden z najlepszych defensive ratingów wśród centrów, pozwalając rywalom na jedynie 98.3 punkty na sto posiadań. Zwróćcie szczególnie uwagę na to, jak broni środkowy, a dunki dostaniecie w pakiecie z bardzo dobrą defensywą. Adebayo może być jednym z kluczowych elementów układanki Erika Spoelstry.

Pełna oferta kursowa LV BET na mecze NBA znajduje się po kliknięciu w baner

Marta Kiszko,NBA Labs

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem