Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Numer 1 kontra numer 2. Wielki boks w Rydze

To będzie jedno z największych wydarzeń sportowych w historii stolicy Łotwy. W 2006 roku odbyły się tu mistrzostwa świata w hokeju, w 1937 roku odbijano piłkę podczas mistrzostw Europy w koszykówce. Czas na wielki boks. Mairis Briedis kontra Ołeksandr Usyk.

Dwa pasy mistrza świata w stawce, naprzeciw siebie numer 1 wagi junior ciężkiej kontra numer 2 tej dywizji. Na kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt minut Ryga zamieni się w stolicę światowego boksu. Ludzie w tym mieście żyją dla takich chwil.

„Łotysz” – to słowo nigdy w świecie boksu nie brzmiało dumnie. Można nim było określić boksera z tego kraju lub… po prostu bardzo słabego boksera, uczciwie uzupełniając krótką charakterystykę o newralgiczne w tym przypadku słowo „jakiś”.

– Co to za bokser?

– Jakiś Łotysz.

– Skąd?

– Nawet nie wiem. Chyba ze Słowacji albo Węgier.

Łotysz, czyli kelner, chłopiec do bicia, leszcz. Aktualnie Łotwa ma 11 bokserów zawodowych, ale o 10 nikt nie słyszał. Jest Briedis, kilka pustych pięter, potem reszta. W obecnym na portalu BoxRec.com rankingu bez podziału na kategorie wagowe wśród byłych i obecnych pięściarzy z tego kraju mistrz WBC ma więcej punktów niż pozostali zawodnicy razem wzięci. On – 155. Drugi w rankingu, Arturs Kalikauskis, zaledwie 10. To właśnie Kulikauskis, który ma już 36 porażek na koncie (w tym z Masternakiem, Kuziemskim czy Sękiem) przekonał się, jak bardzo Łotysze łakną sukcesu w tej dyscyplinie. W 2013 roku spotkał się w ringu z Yourim Boyem Kalengą, dostał straszne lanie, ale sędziowie… przyznali mu jednogłośną wygraną. To był okrutny skandal, ale ten rabunek sprawił, że Łotysze przez chwilę nie musieli się czuć jak chłopcy do bicia. Wiedzieli, że nie zasłużyli na dobry nastrój po walce, ale woleli się przez chwilę oszukiwać niż przyjąć kolejne upokorzenie.

Wszystko zmienił Briedis. Utalentowany kick-bokser, mistrz świata WBC w wadze junior ciężkiej, a gdzieś w między czasie – oficer policji. 23 wygrane, 0 porażek, na rozkładzie Mike Perez, Marco Huck, Olanrewaju Durodola czy Manuel Charr. Same duże nazwiska. Perez był bardzo poważnym graczem w wadze ciężkiej, Huck to najdłużej panujący mistrza świata w historii wagi cruiser, Durodola w 2015 roku sprawił jedną z największych sensacji w boksie ostatnich lat, a Charr dzierży aktualnie pas mistrza świata w wadze ciężkiej. Ich wszystkich pokonał Briedis. I tylko Perez sprawił mu problemy.

„Jesteś wielkim przykładem dla młodzieży i czynisz Łotyszów znanymi na świecie” – powiedział prezydent jego kraju, Raimonds Vejonis, wręczając Briedisowi najwyższe oznaczenie państwowe „Order Trzech Gwiazd” (kiedyś uhonorowano nim prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, Ignacego Mościckiego). Łotwa to mały, około dwumilionowy kraj, który ma jednak swoją dumę. I dziś, chcąc powiedzieć coś ciekawego o tym kraju, nie trzeba wracać pamięcią do Jacoba Youphesa, który wyprodukował pierwsze dżinsy (i to w Ameryce, po zmianie nazwiska na Davies), ani do jej kolonii w Tobago czy południowych Indiach. Można powiedzieć o Briedisie. Chłopaku, który poprzez walki w Polsce, Grecji, USA, Niemczech, Rosji i Wielkiej Brytanii doszedł do celu i nie zamierza się zatrzymać.

W sobotę przyjdzie mu się mierzyć z ringowym artystą, jednym z najlepszych bokserów amatorskich ostatnich lat, który sięgnął po pas zawodowego mistrza świata w zaledwie 10. walce (łatwo wygrywając z Krzysztofem Głowackim). Każdy patrzy na niego jak na Anthony’ego Joshuę czy kiedyś na Floyda Mayweathera – jedna słabsza runda, jeden kiepski moment, grymas po przyjętym ciosie na wątrobę czy delikatnie chwiejny krok i w świat idzie informacja: on wcale nie jest taki dobry, przyjrzyjcie się, można go pokonać! Tak jest z każdym bokserem, który znacznie wyrasta ponad resztę. Można go pokonać, tylko nikt nie potrafi. Teraz przechodzi przez to Usyk, co tylko świadczy o jego wielkości.

Mistrzostwo Europy w Londynie, mistrzostwo świata w Baku, mistrzostwo Europy w Liverpoolu. Na amatorstwie wygrał wszystko, co było do wygrania. Pokonał Josepha Joyce’a, Clemente Russo czy Artura Bieterbijewa. Jego boks jest bardzo nietypowy jak na 90-kilogramowego faceta. Lotne nogi, bardzo dobre wyczucie dystansu, świetny przegląd, złożone kombinacje. Podobnie jak Vasyl Łomaczenko – wraz z zaaklimatyzowaniem się w realiach boksu zawodowego zaczął boksować coraz agresywniej, robić show, wychodzić poza rolę zwykłego, dobrego boksera. Rozumie, że dziś od bokserów wymaga się czegoś ekstra. Na razie nie stoją jednak za nim tak wielkie pieniądze, by mógł wielkie walki toczyć na Ukrainie. Michaela Huntera pobił w USA, Hucka w Niemczech, Briedisa spróbuje pokonać na Łotwie.

To pierwszy półfinał World Boxing Super Series, turnieju który średnio spełnia oczekiwania. Organizatorom nie udało się zachęcić ludzi w Ameryce walkami Krzysztofa Włodarczyka z Muratem Gassijewem czy przede wszystkim Yuniera Dorticosa z Dmitrijem Kudriaszowem. Były pustki na trybunach i poważne straty finansowe. W półfinałach tego problemu raczej nie będzie, przynajmniej w sobotę. Jak zdradził ostatnio Andrzej Wasilewski, miasto Ryga zapłaciło aż 1,5 miliona euro, by pojedynek Briedisa z Usykiem ulokować w tym miejscu. Kibice tłumnie dopisali już na treningi medialne zawodników. Nie ma wątpliwości, że trybuny w sobotę będą wypełnione po brzegi. A jeśli dojdzie do niespodzianki, Łotwa zwariuje. Któż nie chciałby tego zobaczyć?

Wybrane kursy LV BET:

Usyk wygra przez nokaut – kurs 2.50
Briedis wygra przez decyzję – kurs 12.00
Usyk wygra w 1. rundzie – kurs 63.00
Briedis wygra w rundach 10-12 – kurs 32.00
Remis – 29.00

MARCIN PIECHOTA