Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Nuda i przewidywalność strąciły Widzew z fotela lidera

I jeśli ktoś na trybunach miał na początku jeszcze jakieś nadzieje, to po 15 minutach już czuł, że szykuje się kolejny mecz-kandydat do tytułu dramatu rundy

Jeśli ktoś w Polsce cieszy się z powolnego nadejścia zimy, oznaczającego przerwę w rozgrywkach ligowych, to na pewno są to kibice Widzewa. Niestety po raz kolejny przełom roku będzie dla nich nerwowym wypatrywaniem transferów i analizą tego, co nie udało się jesienią.

Scenariusz pierwszej części sezonu 2017/18 bardzo przypominał ten z poprzednich rozgrywek, gdy Widzewiacy po zwolnieniu trenera Płuski zaliczyli serię spektakularnych wpadek, które w połowie sezonu odsunęły ich na dwanaście punktów straty do lidera. Wtedy właśnie, zawodnicy z al. Piłsudskiego przegrali awans do II ligi. Tym razem Widzew również w niewytłumaczalny sposób spuścił z tonu w ostatnich jesiennych meczach, z tą różnicą że wpadki zaliczali też inni kandydaci do awansu i ostateczna strata do pierwszego miejsca wynosi tym razem „tylko” dwa punkty. Problem w tym, że to inni mieli oglądać plecy Widzewa w przerwie zimowej.

Bilans dziesięciu ostatnich spotkań Widzewa w lidze: 4 zwycięstwa, 5 remisów, 1 porażka

Po ostatnim meczu z jednym z kandydatów do awansu – Lechią Tomaszów Mazowiecki – który był chyba najlepszym spotkaniem Widzewa w tej rundzie, wszyscy spodziewali się łatwej przeprawy z walczącym o utrzymanie Sokołem Ostróda. Należało się to głównie kibicom, którzy już od dawna nie widzieli na własnym stadionie dobrego meczu w wykonaniu zawodników swojego klubu.

Widzewowi brakuje w środku pola centymetrów i kilogramów (foto: Cyfrasport)

I jeśli ktoś na trybunach miał na początku jeszcze jakieś nadzieje, to po 15 minutach już czuł, że szykuje się kolejny mecz-kandydat do tytułu dramatu rundy. Trener Sokoła – Sławomir Majak doskonale ustawił swój zespół i przeczytał taktycznie Łodzian w ciągu 6 dni od ich najlepszego meczu w Tomaszowie Mazowieckim. Gdy tylko mogli rozgrywali akcje z własnym bramkarzem, czekając aż Widzew podejdzie wyżej – ci jednak chcąc grać jak w Tomaszowie, nie pressowali, a czekali…na rywala. Długimi momentami na boisku wiało nudą. Zawodnicy z Ostródy byli bardzo blisko Widzewiaków, przerywając grę faulami, łapiąc na spalone lub umiejętnie wybijając ich z rytmu na kilka innych sposobów.

W wyniku tego, zespół Smudy co i rusz budował akcję na nowo, a podopieczni Majaka co chwilę wybijali piłkę i grę z głowy łodzian. Gdy tylko nadarzyła się okazja, wychodzili z kontratakiem, a że okazji mieli naprawdę niewiele, to każdy z nich siał popłoch w defensywie Widzewa, jakby niegotowej na to, że trzeba również się bronić.

Zupełny brak kreatywności i odwagi w środku pola oznaczał powrót dawnych koszmarów, gdy gra toczyła się głównie do tyłu lub do boków. Na domiar złego, słabo w grze do przodu funkcjonowała lewa strona z Michałem Millerem i Marcinem Pigielem, który bardzo rzadko podłączał się do ofensywy i budował przewagę w ataku. Lepiej wyglądało to po przeciwnej stronie, gdzie aktywni byli Marcin Kozłowski i Mateusz Michalski.

Ogromnym problemem tego drugiego są jednak dośrodkowania w pole karne, których nie gra „na głowę” lecz głównie „w strefę”, a że mankamentem Widzewa w tej rundzie była zawsze nieobecność większej liczby graczy w polu karnym rywala, to większość piłek od Michalskiego zbierali dobrze ustawieni obrońcy Sokoła.

Dodajmy do tego kłującą w oczy niedokładność podań w zespole Widzewa, która skutkowała brakiem takiego fragmentu gry, w którym Widzew wymieniłby chociaż z 5 passów bez straty na połowie rywala.

Następny „tradycyjny” element gry Widzewa, to brak choćby jednego schematu wykonania wyrzutu z autu. W Widzewie to w ogóle nie funkcjonuje. Piłki zza linii bocznej rzucane są głównie pod presją…sędziego, gdyż żaden z zawodników w polu nie daje ruchu, do bezpiecznego rozegrania tego elementu gry, a sędzia już pokazuje aby nie przedłużać wznowienia. Wtedy wyrzut z autu wykonany na siłę trafiał zazwyczaj na głowę lub pod nogi rywala.

Wyrzut z autu pod polem karnym rywala – Widzew nie potrafi korzystać z takich sytuacji (screen: Widzew TV)

Kolejnym z problemów powtarzanych co mecz i zaistniałych w sobotę, była gra bez piłki, a raczej jej brak. Zawodnicy byli statyczni, a grę w ataku pozycyjnym rozumieli jako stanie w miejscu i odgrywanie futbolówki do najbliższego kolegi, głównie do tyłu.  Było bardzo mało zrywów bocznych pomocników wzdłuż linii obrony i zmian krzyżowych mogących oszukać rywala oraz „rozrzucić” jego krycie.

Dużym problemem Widzewa jest brak silnych zawodników w środku pola. Do tego średnia wzrostu kandydatów do gry w tej strefie, to tylko 1,72 m. W 3 lidze jest w środkowej strefie dużo gry ciałem i walki o górne piłki, a tu Widzew nie ma żadnych atutów.

Ostatnim akordem, który „dobił” kibiców w sobotni wieczór, była podwójna zmiana Franciszka Smudy, w wyniku której na boisku pojawił się m.in. najbardziej krytykowany jesienią zawodnik – Aleksander Kwiek. Po meczu z Lechią Tomaszów Maz. kibice śmiali się pod nosem, że Widzew rozegrał dobre spotkanie, ponieważ nie zepsuł go były zawodnik Górnika Zabrze (wszedł na dwie minuty). W sobotę, Franciszek Smuda uparł się by znów wypuścić w bój Kwieka, który od wielu kolejek nie daje na boisku żadnego argumentu za tym, żeby nie tylko wpuszczać go na plac, ale i w ogóle trzymać w klubie.

Sprowadzenie 34-latka to pomysł poprzedniego trenera – Przemysława Cecherza, który nie bacząc na negatywne opinie o postawie zawodnika w rezerwach Górnika Zabrze, postanowił odbudować go w Łodzi.

Wiemy, że Kwieka bardzo chciał Widzew Łódź, ale pomocnik Górnika nie był zainteresowany ofertą z niższej ligi. – W I lidze trzeba biegać i pomagać w defensywie, a widziałem, że Kwiek ma z tym coraz większy problem. – tak mówił o grze Kwieka w I lidze legendarny zawodnik Zabrzan – Henryk Latocha w rozmowie z katowickim „Sportem” na początku tego roku.

Kwiek ostatecznie do Łodzi trafił i niestety potwierdził słowa Latochy. Jest to zawodnik najmniej zainteresowany walką na boisku i raczej unikający udziału w boiskowych starciach. Problem w tym, że nie bardzo pomaga też w rozegraniu, a przecież po to został do Widzewa ściągnięty. W sobotę Kwiek wszedł na boisko w 56 minucie. Zobaczmy jak wyglądały jego liczby w tym spotkaniu:

Dyskusję na temat wartości Kwieka w Widzewie można by właściwie zamknąć tylko jednym komunikatem: 44% niecelnych podań w meczu 3 ligi, zawodnika z 270 występami w Ekstraklasie. Nie chcę znęcać się nad Kwiekiem. Być może ma własne problemy, o których nie wiemy i o których on sam nie mówi, ale na tym etapie odbudowy klubu nie ma miejsca na słabe jednostki, bo Widzew ma zbyt wiele do stracenia. Nie ma też czasu ani Widzew, ani sam Kwiek, by czekać aż w wieku 34 lat znów odnajdzie formę, a być może i radość z gry – bo tego drugiego u niego niestety nie widać wcale.

Piłka spada idealnie na wolej. Strzał Kwieka wylądował ponad 10 metrów od bramki Sokoła (fot. Cyfrasport)

Przed Widzewem długa zima i fundamentalne decyzje do podjęcia. Czy kadra zespołu zostanie znowu uszczuplona o 5-10 zawodników, czy jednak włodarze klubu dojdą do wniosku, że trener Smuda nauczy ich grać w piłkę przez 113 (!) dni przerwy pomiędzy rundami? A może nie nauczy, a przypomni jak to robić? A może Franciszek Smuda dostrzeże jak wykorzystywać walory tych, których ma do dyspozycji?

Kolejne z pytań, które niestety na koniec muszą sobie zadać prezesi Widzewa, to czy jednym z winnych słabej gry Widzewa w końcówce rundy nie jest właśnie również sam trener Smuda?

Główne zarzuty? Zmiana pozycji Michała Millera i brak pomysłu na wykorzystanie atutów króla strzelców poprzedniego sezonu – Daniela Świderskiego; oddanie opaski kapitana Sebastianowi Zielenieckiemu, który raczej nie przejawia cech przywódczych, ani nie sprawia wrażenia jakby czuł ciężar gatunkowy bycia kapitanem Widzewa. Do tego brak powtarzalnych schematów w grze ofensywnej, nietrafione i te same zmiany w czasie gry (za wyjątkiem Kacpra Falona), transfer Daniela Gołębiewskiego, którego można pochwalić jedynie za…dziesięć minut gry w Tomaszowie Mazowieckim, gdy wynik należało utrzymać, a nie gonić.

Presja w Łodzi jest ogromna. Może to pora, by sprowadzić zawodników, którzy już gdzieś się z nią zmierzyli i nie pękli? A może jednak należy szukać młodych chłopaków w regionie łódzkim, dla których gra w Widzewie może być wieloletnią przygodą tylko wtedy, gdy sprawdzą się tu i teraz? Do tego jednak potrzeba nieco szerszej strategii. Tak czy inaczej, nie zazdroszczę sytuacji Zarządowi Widzewa i jego sztabowi trenerskiemu.

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.