Nowy faworyt w walce o Lewandowskiego. Pasowałby tam idealnie?

Robert Lewandowski wydaje się być najbardziej łakomym kąskiem w zbliżającym się letnim okienku transferowym. Gwarantuje regularność, kilka lat gry na najwyższym poziomie, pełen profesjonalizm i przede wszystkim: przychodząc do nowego klubu przyniesie na plecach worek wypełniony bramkami. Nic dziwnego, że o jego usługi dopytuje coraz większa liczba chętnych.

Według najnowszych doniesień niemieckiego „Kickera”, faworytem w wyścigu o pozyskanie polskiego napastnika nieoczekiwanie został Manchester United. „Czerwone Diabły” to jedyny zdaniem dziennikarzy tygodnika klub, który wykonał oficjalny ruch i złożył propozycję zakupu snajpera. Ani Paris Saint-Germain, które chętnie zastąpiłoby Cavaniego Lewandowskim, ani Real Madryt posiadający mizerny w tym sezonie atak w postaci Karima Benzemy, takiego ruchu póki co nie wykonały.

Nie będziemy ściemniać: marzy nam się Robert Lewandowski w Premier League.

Były napastnik Lecha Poznań, Borussii Dortmund, a wkrótce pewnie i Bayernu Monachium dał nam komfort takich marzeń. Sprawił, że wszystkie – może poza FC Barceloną, ale i tego wykluczyć nie można – kluby na świecie chciałyby mieć go u siebie. Niemal wszyscy kibice pragną ciszej lub głośniej, by kolejne rekordy bił ku chwale ich ukochanego zespołu.

W Rosji Lewandowski ma wlać niezliczone ilości dumy w biało-czerwone serca rodaków. Klub jest dodatkiem.

Dla nas najważniejszy jest oczywiście występ RL9 w czerwcowym (a najlepiej: czerwcowo-lipcowym) mundialu w Rosji. Tam ma strzelać gole, tam ma nieść drużynę do zwycięstw, wreszcie: to tam ma wlać niezliczone ilości dumy w biało-czerwone serca rodaków. Klub jest dodatkiem. Bardzo miłym, dającym w jego przypadku cotygodniową radość z oglądanych bramek wyznacznikiem, ale jednak – czymś „ekstra”.

Możemy więc na spokojnie dywagować, gdzie oglądałoby się te „ekstra-występy” najlepiej. W Bundeslidze widzieliśmy już wszystko, a Lewandowski strzelał już wszystkim. Przydałoby się coś nowego, jeśli już jesteśmy w sferze pobożnych życzeń. PSG i Ligue 1? Finansowo świetna sprawa dla Polaka, ale dla kibiców – już niekoniecznie. Trafnie podsumował swego czasu ruch Neymara legendarny piłkarz Manchesteru United, Eric Cantona:

– Neymar? Nie obchodzi mnie taki człowiek. Ma 25 lat, jest reprezentantem Brazylii i grał Barcelonie. Zastanawiam się, co on teraz robi w Ligue 1? We Francji gra z drużynami pokroju Guingamp i Amiens… Liga Mistrzów to przecież najwyżej dziesięć meczów w sezonie. Nie rozumiem, dlaczego Neymar trafił do Francji. To nie jest zgodne z moją wizją futbolu. Przyznam, że nigdy nie śledziłem Ligue 1. Co niby mam tam oglądać? Mecz PSG z Guingamp? To mnie nie interesuję – powiedział Cantona.

Legenda tego samego Manchesteru United, który wyrosły na faworyta w wyścigu o podpis Roberta. Cieszymy się z tego powodu, bo Premier League to prestiż sam w sobie, a europejskie puchary nie są jedynymi godnymi uwagi wydarzeniami, a równorzędnym dopełnieniem z absolutnie najwyższej półki. Na tej samej półce umiejscowiona jest sama liga.

Sezon na Wyspach to nie tylko strzelanie bramek do świątecznego karpia czy obok strzelających w Sylwestra fajerwerków. To także mierzenie się przez 1/3 sezonu z jednymi z najlepszych drużyn świata. Obecnie Lewandowski ma na kilka kolejek przed końcem rozgrywek 20 punktów przewagi nad wiceliderem. Słownie: dwadzieścia! W Anglii mistrza wyjątkowo też znamy ciut wcześniej, bo Guardiola stworzył w błękitnej części Manchesteru maszynę do wygrywania, ale między innymi właśnie z taką maszyną musiałby się RL9 w Premier League zmierzyć.

Lewy w Premier League? Czemu nie!

Dwa razy w sezonie starcia z Arsenalem, Liverpoolem, Tottenhamem, Chelsea, Manchesterem City, Evertonem czy Leicester, plus kilka podobnego kalibru spotkań w Pucharze Ligi Angielskiej czy Pucharze Anglii, a także starcia o najwyższą stawkę w Lidze Mistrzów? To zdecydowanie lepsza perspektywa, niż kolejny hat-trick z Hamburgiem czy doppelpack z Freiburgiem.

Gdyby Robert Lewandowski trafił do Realu Madryt – też nie zaczęlibyśmy płakać w poduszkę.

W Bundeslidze króluje samotnie, w lidze hiszpańskiej musiałby stawić czoła Barcelonie i Atletico. W Anglii ta rywalizacja jest jednak jeszcze większa. Poza tym, Lewandowski bardziej pasuje do stylu gry Premier League, aniżeli opartej na finezji, technice i dryblingu La Lidze.

Jedno z takich starć w zażartej w ostatnich latach angielsko-hiszpańskiej rywalizacji już dziś wieczorem – właśnie na Old Trafford, stadionie Manchesteru United, które niebawem może okazać się również obiektem Lewandowskiego i wielu polskich kibiców. „Czerwone Diabły” z Jose Mourinho – który swoją drogą Lewego podziwia choćby dlatego, że strzelił jego Realowi cztery bramki w półfinale Ligi Mistrzów na Signal Iduna Park – podejmować będzie Sevillę.

Z jednej strony, w pierwszym meczu oglądaliśmy totalną dominację Andaluzyjczyków i fenomenalne parady Davida de Gei, który w sobie tylko znany sposób uratował „Red Devils” przed porażką. Z drugiej, piłkarze z „angielskiej Łodzi” będą niesieni kopem, które dało im zwycięstwo w Derbach Anglii z odwiecznym rywalem, Liverpoolem. To był pokaz taktycznej i defensywnej maestrii, która jednak do awansu nie wystarczy. Trzeba coś strzelić w przodzie, a o to zadbać Romelu Lukaku – ten, który Lewandowskiego byłby ewentualnie największym konkurentem.

13 marca 2018 roku | godzina 20:45 | Manchester United vs. Sevilla

Wygra Manchester United: 1.62
Remis: 3.9
Wygra Sevilla: 5.9