Nikt w Widzewie się nie spodziewał, że tak bardzo będzie go brakować

Kilka nowych transferów, ogromna konkurencja, wielki wybór trenera Smudy, Michał Miller i Daniel Mąka na ławce rezerwowych. Przerwa zimowa nie zapowiadała tego, że nawet w przypadku kartek czy kontuzji już w drugim czy trzecim spotkaniu kogoś będzie brakowało aż tak bardzo. Każdego niemal można było w tym składzie zastąpić. Okazało się, że niezastąpiony jest ten, na którego nikt przed tą rundą by nie postawił.

Kontuzji doznał Daniel Świderski? Był w znakomitej formie w sparingach, ale zastąpi go Robert Demjan. Słabsza forma dopadła Mateusza Michalskiego? Jest Marek Zuziak, jest Daniel Mąka, jest Michał Miller. Maciej Kazimierowicz spuści z tonu? Sprowadzono Dario Kristo, zimą nieźle spisywał się Aleksander Kwiek, a o stanie defensywnych pomocników niech świadczy fakt, że przy Piłusdskiego 138 z kwitkiem odprawiono Princewilla Okachiego.

Okazało się jednak, że od pierwszego spotkania jednego elementu bardzo brakuje.

W drugiej połowie wszyscy kibice zgromadzeni w Sercu Łodzi przekonali się, kto był tym brakującym ogniwem. Ten, który niejednokrotnie ratował czerwono-biało-czerwonych, choć nie postawiono na niego w stu procentach. Gdyby nie on, mecz z Olimpią Zambrów zakończyłby się bezbramkowym remisem u siebie zamiast zwycięskim thrillerem. Gdyby nie jego piękne uderzenie w Wikielcu, wstydliwy remis zakończyłby się kompromitującą porażką:

Kacper Falon, bo o nim mowa, świetnie wszedł w meczu podczas inauguracji wiosny na Piłsudskiego. Zagrał o wiele lepiej, odważniej i pewniej od Marcina Pieńkowskiego, którego zmienił w przerwie. Przede wszystkim był jednak pomostem między linią pomocy i ataku, a jeśli nie był to napad w postaci osamotnionego Roberta Demjana, to piłkarze Franciszka Smudy mieli z obecności Falona wymierne efekty.

Młody, kreatywny pomocnik ma oczywiście status młodzieżowca, których zgodnie z przepisami jednocześnie na boisku musi przebywać dwóch, co często ogranicza pole manewru trenerowi Smudzie. Wystawiając do gry Falona, ma już pół przepisu za sobą. Ponadto Kacper „ma gola”, jak się mówi o zawodnikach, których piłka szuka w polu karnym, a także potrafi wykreować sytuację niestandardową. Wyłamuje się ze schematów, szuka niekonwencjonalnych zagrań, zaskakuje linię defensywną rywali.

Z perspektywy pierwszych dwóch meczów najważniejsze jest jednak to, że byłby idealną opcją do złamania impasu w nijakim środku pola. Po meczu w Nowym Dworze Mazowieckim napisaliśmy, że jeśli środkowa strefa boiska jest sercem drużyny, to Widzew dostał w tym meczu zawału. Największym grzechem kreatorów gry w łódzkim klubie jest to, że często grają w linii, nie łapią głębi. Stąd wrażenie, że środek pola przypomina lej po bombie:

Lej po bombie w środku pola.

Przyczyna wybuchu, czyli gra dwoma środkowymi pomocnikami o bardzo zbliżonych zadaniach.

Trzech zawodników wyłączyło będących w niewielkiej od siebie odległości Kristo i Kazimierowicza, Zieleniecki gra długą piłkę na napastnika. Kończy się stratą. 

Dlatego często stoperzy grają długie, bezsensowne piłki na Roberta Demjana, który dwoi się i troi, ale w pojedynkę mając czterech rywali dookoła niewiele jest w stanie zrobić. Nie zawsze skrzydłowi zdążą z pomocą, podobnie ofensywny pomocnik. Piłka jest szybsza od piłkarza – to futbolowa prawda stara jak świat. Dlatego, zamiast grać „lagę”, lepszym rozwiązaniem byłoby rozegranie piłki ziemią. Żeby jednak to robić, trzeba jasno podzielić rolę w środku pola. Tymczasem nie mieliśmy pojęcia, jaką spełnia na przykład sprawiający tyleż dobre pierwsze wrażenie, co jednocześnie wyglądający na totalnie zagubionego Dario Kristo.

Dwóch zaznaczonych na czerwono środkowych pomocników Widzewa, oddalonych od siebie o trzy-cztery metry, pilnuje jednego zawodnika Victorii. W tym czasie Kacper Falon tworzy trzy opcje do rozegrania: piłka do Mąki, piłka do Demjana bądź drybling i dopiero zagranie. Podaje niecelnie, ale to była dobra okazja do stworzenia sytuacji przy lepszym wykonaniu. 

Sen kibiców Widzewa, który przez chwilę się spełniał. Robert Demjan schodzi na krótki słupek, za jego plecami czai się Michał Miller, a za ich plecami: wbiegający Kacper Falon. Przy lepszym dośrodkowaniu to mogło skończyć się golem. 

Do tej pory nie wiemy, czy to ma być defensywny rygiel do obierania piłek, czy ofensywny gracz do ich rozrzucania na niemal „dziesiątce”. Na ten moment jest ani taki, ani taki, czyli… nijaki. Tak, jak jego partner w środku – czy to Aleksander Kwiek w drugim meczu, czy Maciej Kazimierowicz w pierwszym. Przerwać tę nijakość mógłby Kacper Falon, ale niestety jest kontuzjowany. Kibice Widzewa mają prawo żałować, bo to facet, który świetnie czułby się za plecami dwóch napastników. W Sieradzu piłkarze Franciszka Smudy będą sobie jednak musieli radzić nie tylko bez niego, ale i bez Marcina Kozłowskiego. Marzenia o duecie Demjan-Miller będą musieli fani RTS-u odłożyć więc w czasie, bo rzucany po wszystkich pozycjach najlepszy piłkarz jesieni w Widzewie znów wystąpi w nowej roli. Ciekawe, czy pomimo tego Widzew zdoła zmazać plamę z Nowego Dworu Mazowieckiego, czy tę plamę powiększy rozlanymi punktami.

24 marca 2018 r. | godz. 15:00 | Warta Sieradz – Widzew Łódź

Wygra Warta: 5.7
Remis: 4.45
Wygra Widzew: 1.37

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem