Niełatwo jest przebić się młodemu, polskiemu napastnikowi do podstawowej jedenastki Legii Warszawa. Szybko sprawdziliśmy nazwiska piłkarzy, którzy w ciągu ostatnich 10 lat, będąc wychowankami stołecznego zespołu bądź trafiając do niego jako nastolatkowie, zdołali się utrzymać w pierwszej drużynie i zdobyć przynajmniej to symboliczne 10 bramek.

Od ponad dekady, bo cofnęliśmy się aż do sezonu 2007/2008, czyli do czasów, kiedy w ataku Wojskowych biegali tacy zawodnicy jak Takesure Chinyama, Bartłomiej Grzelak czy Marcin Mięciel, jedynym takim piłkarzem był w zasadzie Michał Żyro, chociaż on też nie był snajperem, a raczej skrzydłowym, a swoją zdobycz bramkową (13 trafień) rozłożył na 6 sezonów. Znacznie dłuższa jest natomiast lista tych, którzy przepadli: Maciej Górski, Michał Efir, Patryk Mikita, Kamil Majkowski, Adrian Paluchowski czy…Maciej Korzym.

Niezgoda Niezgody na ten sam los

Wiele wskazuje na to, że do tego ostatniego, dość szerokiego grona, nie trafi ostatecznie Jarosław Niezgoda. 22-letniemu napastnikowi brakuje już tyko jednej bramki, żeby przy jego nazwisku, w rubryce „gole dla Legii Warszawa” widniała liczba dwucyfrowa. Trzeba przyznać, że od chwili transferu na Łazienkowską wiosną 2016 roku snajper nie miał łatwego życia. Wówczas przez całą rundę nie zaliczył debiutu w pierwszej drużynie, a w kolejnych rozgrywkach najpierw zagrał 74 minuty przeciwko Arce w przegranym 1:3 meczu przy Łazienkowskiej, a następnie został wypożyczony do Ruchu Chorzów. W klubie walczącym o utrzymanie i borykającym się z problemami finansowymi i organizacyjnymi miał pewny plac. Rozegrał pełen sezon (27 spotkań) i strzelił 10 goli. Nieźle, jak na debiutancki sezon w Ekstraklasie, chociaż jak wiadomo, tamta kampania zakończyła się ostatecznie spadkiem Niebieskich do I ligi.

W Ruchu Chorzów Niezgoda trafił pod skrzydła Waldemara Fornalika / fot. PressFocus

Kiedy Jarek wracał do klubu ze stolicy, wyrok w jego sprawie w zasadzie zapadł – będzie jedynie rezerwowym, ewentualnie trafi na kolejne wypożyczenie, a grać będą inni: Daniel Chima Chukwu i Armando Sadiku. Jak było, wszyscy pamiętamy.

Jako jeden z niewielu – nie zawiódł

Początek bieżącego sezonu Legia miała wręcz fatalny. Trenera Jacka Magierę kolejno zawodzili wszyscy napastnicy, na szpicy z musu grał Kasper Hamalainen. Niepowodzenia w lidze i na arenie międzynarodowej szkoleniowiec przypłacił utratą posadą. Zanim do tego jednak doszło, w akcie desperacji i rozpaczy postawił na Niezgodę. Ten w szóstej kolejce po raz pierwszy w tym sezonie wystąpił w ligowym spotkaniu Legii i…od razu zdobył gola. Co więcej, gol ten dał Wojskowym zwycięstwo i trzy punkty. Zresztą cenne trafienia miały się stać wkrótce znakiem rozpoznawczym Jarka.

Kolejny mecz – kolejne 90 minut, kolejna bramka, chociaż tym razem nie dająca Legii żadnych punktów. Potem ligowe ogony z Cracovią, Jagiellonią i Lechem. Po porażce z Kolejorzem doszło do słynnego „spotkania” kibiców z piłkarzami ekipy mistrza kraju. Od tego momentu Niezgoda zawsze wychodził w pierwszej jedenastce drużyny Romeo Jozaka, a na listę strzelców wpisał się w meczach z Lechią, Wisłą Kraków (oba wygrane po 1:0), Arką Gdynia, Koroną Kielce i Sandecją. Co ważne – w większości przypadków są to trafienia decydujące o losach meczu. Żadne tam gole na 5:0 dobijające rywali. Najczęściej są to bramki otwierające wynik spotkania, układające przebieg gry.

Na początku sezonu rezerwowy, z czasem – pewny punkt drużyny mistrza Polski / fot. PressFocus

Nauczyciel (dla) Eduardo

Kiedy podczas przerwy w rozgrywkach duet Jozak-Kepcija robił wielkie wietrzenie szatni wojskowej ekipy i układał kadrę na własną modłę, Niezgoda był nie do ruszenia. Chorwaci sprowadzili jednak do ataku Legii swojego „rodaka” z brazylijskim paszportem, Eduardo, piłkarza z niezwykle bogatym CV i 35 latami na karku. W wywiadzie z Przeglądem Sportowym były snajper między innymi Arsenalu Londyn i Szachtara Donieck tak wypowiedział się o młodym, polskim napastniku:

– Na razie to ja mogę się uczyć od Jarka. To on zna realia polskiej ligi. Z czasem to się zmieni, ale rywalizacja będzie zdrowa. Mam nadzieję, że trener będzie miał kłopot, którego z nas wybrać. A może postawi na obu?

To, co w zasadzie brzmiało jako zwykła, kurtuazyjna formułka, już w pierwszym wiosennym meczu okazało się zaskakująco trafne. Niezgoda w trudnym spotkaniu w Lubinie po raz kolejny swoimi bramkami przesądził o wyniku meczu, przy okazji przekraczając kolejną granicę w swojej karierze, czyli zdobywając dwa gole w jednym spotkaniu Ekstraklasy. Przy okazji widać też było, że w przerwie między rundami nie próżnował. Dotychczas kojarzony był przede wszystkim ze swoją szybkością, dobrymi wyjściami do prostopadłych piłek oraz golami zdobywanymi w sytuacjach sam na sam lub po prostu wykańczaniem dobrych podań. W meczu z Zagłębiem najpierw zdobył bramkę głową, a następnie swoją teoretycznie słabszą, lewą nogą. I to po zwodzie i balansie ciałem, którego wcześniej u niego nie zaobserwowaliśmy. Czy podpatrzył to u Eduardo? Mniejsza z tym – ważne, że rozszerza repertuar swoich zagrań i staje się napastnikiem coraz bardziej kompletnym. A to oznacza, ze na jego dobrą formę  po prostu nie może pozostać obojętny Adam Nawałka.

Czy Niezgoda będzie pierwszym od dawien dawna młodym, Polskim napastnikiem, który w barwach Legii zdobędzie 10 i więcej bramek? / PressFocus

Piłkarska kadra czeka?

Zapowiada się nam więc ciekawa, korespondencyjna rywalizacja o miejsce w kadrze na Mundial i rolę napastnika numer 2 i 3 w układance selekcjonera. Wiadomo, że pozycja Roberta Lewandowskiego na szpicy jest niepodważalna, a za nim, pod względem poziomu, jest przeogromna przepaść. Ale wszystko wskazuje na to, że Adam Nawałka na turniej do Rosji weźmie trzech napastników. Pozycję numer dwa trzyma prawdopodobnie dla rekonwalescenta Arkadiusza Milika, ale piłkarz Napoli od ponad roku się leczy i nie wiadomo, w jakiej formie będzie w maju i czerwcu. Brakiem występów i goli z wyjazdu na Mundial powoli sami wykreślają się Kamil Wilczek i Mariusz Stępiński. W zaistniałej sytuacji coraz większe szanse na wyjazd tworzą się przed napastnikami, którzy są w formie i strzelają gole. Oprócz Jakuba Swierczoka, który przeniósł się do Łudogorca Razgrad (pisaliśmy o tym TUTAJ) , a wczoraj wystąpił w meczu przeciwko AC Milan ( artykuł do przeczytania TUTAJ) do tej grupy po prostu wypada zaliczyć Niezgodę, chociaż ten nie zdążył nawet zadebiutować jeszcze w reprezentacji kraju. Czy snajper Legii w meczu ze Śląskiem potwierdzi, że jest w gazie? Czy zachęci selekcjonera do wysłania powołania przy okazji kolejnych sparingów reprezentacji? A może swoimi trafieniami zwolni trenera Jana Urbana? Dla 22-latka stawka każdego z wiosennych spotkań w Ekstraklasie i Pucharze Polski będzie teraz jeszcze wyższa, niż dla jego kolegów ze stołecznej drużyny.

*

Stawki LV BET na dzisiejsze mecze Ekstraklasy:

Legia Warszawa – Śląsk Wrocław | Piątek, 16.02.2018 | 20.30

Wygra Legia: 1.5

Remis: 4.1

Wygra Śląsk: 6.3

Bramka Niezgody: 2.4

Bramka Eduardo: 2.8

Sandecja Nowy Sącz – Korona Kielce | Piątek, 16.02.2018 | 18.00

Wygra Sandecja: 2.95

Remis: 3.3

Wygra Korona: 2.35

Pełna oferta LV BET na mecze Ekstraklasy po kliknięciu w baner