Niedawno asystowali i strzelali Widzewowi, dziś mogą wygrać tytuł w Anglii

Wiele osób rozpisywało się na temat potwora Pepa Guardioli, jaki stworzył w niebieskiej części Manchesteru. Jeszcze więcej przywoływało fenomenalne statystyki, jakie drużyna The Cityzens potrafiła wykręcić. Tabela mówi wszystko: mistrza Anglii znamy już od dawna, a 5:0 na wyjeździe z Basel potwierdza, że także w Lidze Mistrzów mogą namieszać. Fundamentem tej okazałej, błękitnej budowli jest człowiek, który… niedawno asystował w meczu przeciwko łódzkiemu Widzewowi. Jego rywalem w wielkim meczu będzie gość, który w tamtym spotkaniu otworzył wynik.

Dziś zagrają w finale Pucharu Ligi Angielskiej i są ważnymi elementami swoich drużyn. Niemal pięć lat temu wygrali inny finał. Słoneczna Hiszpania, zgrupowanie Szachtara Donieck i turniej Copa Del Sol, w którym nadspodziewanie dobrze radzili sobie piłkarze Radosława Mroczkowskiego. Widzew dotarł do ostatniego spotkania, rozstrzygającego o losach towarzyskiego pucharu. Na ich drodze stanął utytułowany klub z Ukrainy – już wtedy wielki, ale dopiero dziś widzimy, jak ogromny potencjał drzemał w ich piłkarzach.

Ile znaczy pięć lat w piłce?

Pół dekady temu stoczyli wyrównany bój, zakończony minimalnym zwycięstwem 2:1 na korzyść Szachtara. Dziś Widzew gra na czwartym poziomie rozgrywkowym w Polsce, a strzelec jedynej bramki dla czerwono-biało-czerwonych, Bartłomiej Pawłowski, odbił się od hiszpańskiej piłki i dziś próbuje swoich sił w Zagłębiu Lubin. Zupełnie inaczej potoczyły się losy zawodników z Doniecka.

Bramkę na 1:0 strzelił Henrich Mchitarjan. Król asyst w Borussii Dortmund, bohater głośnego i dużego transferu do Manchesteru United. Na Old Trafford miewał niezłe momenty, ale Jose Mourinho nie miał wątpliwości kogo oddać w zamian za Alexisa Sancheza, którego mógł za pół roku przecież mieć za darmo. Z pośpiechu portugalskiego menedżera skorzystał jego największy obecnie trenerski wróg w Premier League, Arsene Wenger. Mchitarjan trafił do Arsenalu za darmo i choć w Derbach Północnego Londynu mocno zawiódł, to na pewno dostanie więcej, niż tylko jedną szansę na pokazanie swoich niebanalnych umiejętności.


„Heniek” co prawda ma obecnie swoje problemy, ale bardziej są one na podłożu mentalnym aniżeli piłkarskim. Mamy wrażenie, że Mchitarjan nie zawsze dobrze radzi sobie z presją. Pierwszy okres gry w Borussii Dortmund, kiedy miał wejść w buty odchodzących z północnej Westfalii gwiazd, był dla niego więcej niż tylko dramatyczny. Ormianin grał fatalnie, ale ratowały go liczby. Z wyjątkiem jednej bramki strzelonej Bayernowi – pozostałe osiem zdobywał z drużynami z dolnej części tabeli. W drugim sezonie brakowało nawet tego. 28 spotkań, trzy bramki, sześć asyst. Słabo. Wielu go skreśliło.

Wtedy przyszedł Tuchel, a z nim – nowonarodzony Mchitarjan. Wystarczy spojrzeć na liczby, by zrozumieć każdego z 43 wydanych na niego milionów euro przez „Czerwonych Diabłów”. W samej Bundeslidze zdobył 11 bramek i zaliczył 20 asyst. W Lidze Europy – kolejne siedem trafień i dziesięć ostatnich podań. Puchar Niemiec to sześć spotkań, pięć goli i dwie asysty. Jak na ofensywnego pomocnika – kosmos. W Manchesterze United się nie odnalazł, ale to człowiek-aklimatyzacja. Jeśli takowa dokona się na Wyspach Brytyjskich, Arsenal może mieć z niego wiele pożytku.

Brazylijskie fundamenty w City

Mchitarjan nie był jedynym świetnym piłkarzem, który wtedy ścierał się bark w bark z takimi tuzami, jak Michał Płotka, Mariusz Rybicki, Krystian Nowak, Sebastian Dudek czy Mehdi Ben Dhifallah. W Szachtarze błyszczał Luiz Adriano, wiecznie młody Darjo Srna (asysta przy pierwszej bramce), sprowadzony za ogromne wówczas pieniądze do Barcelony przez Guardiolę Dymitro Czyhrynski, genialni skrzydłowi Taison i Alex Teixeira, a także… nowy nabytek warszawskiej Legii, Eduardo, który podwyższył prowadzenie Szachtara.


Dawnej gwieździe Arsenalu, któremu na drodze wielkiej kariery stanął brutalny wślizg i paskudna kontuzja, asystował inny piłkarz z absolutnego topu. Wtedy wślizgiem podawał do przyszłego napastnika Legii przy bramce na 2:0, dziś jest jednym z najlepszych – o ile nie najlepszym? – defensywnym pomocnikiem świata. Fernandinho, czyli żywe fundamenty kolosa na Etihad Stadium. Nogi i płuca potwora, jakiego stworzył w Manchesterze Pep Guardiola.

To przez niego przechodzi absolutnie każda akcja The Cityzens. To on genialnie niesie fortepian, na którym grać mogą Aguero, De Bruyne, Sterling, Sane czy Silva. Jest angielską wersją Busquetsa dla Guardioli, który bez Brazylijczyka nie wyobraża sobie wyjściowego składu. 32-latek rozgrywa wyśmienity sezon. Czyści z tyłu, daje coś od siebie także w przodu, gdzie przecież tłok i przepych jak w polskim Baroku. Trzy gole i trzy asysty w 26 meczach pozwala nazwać go kimś więcej, aniżeli tylko defensywnym ryglem. Fenomenalnie jego rolę w drużynie przedstawia poniższy filmik:

Dzięki Squawka.com porównaliśmy go do innych defensywnych pomocników ligi, zdając sobie oczywiście sprawę, że liczby to nie wszystko, a żeby zrozumieć wielkość Brazylijczyka – trzeba po prostu obejrzeć spotkanie City, najlepiej z wysokości trybun. Fernandinho, na tle Emre Cana z Liverpoolu, Erica Diera z Tottenhamu, Granita Xhaki z Arsenalu czy N’Golo Kante z Chelsea, najczęściej podaje do przodu (średnio 58 razy, drugi Xhaka 53), ma największy procent celnych podań (średnia 90%), najczęściej wygrywa pojedynki główkowe (ponad trzy na mecz, drugi Dier z wynikiem 2.8), a jeśli strzela – to najczęściej z tej piątki robi to celnie. Z wynikiem 58% celności uderzeń prowadzi przed Kante (56%) i Canem (38%).

Statystycznie więcej przechwytów czy odbiorów ma Kante, ale to wynika także z odmiennych stylów gry, jakie prezentuje City i Chelsea. Na uwagę zasługuje fakt, ze Fernandinho – pomimo tego, że tak często jest przy piłce w newralgicznej w momencie straty części boiska – nie popełnił ani jednego błędu, który skutkowałby stratą bramki. To imponujące, bo w tym sezonie wykonał przecież dokładnie 2222 podania.

Bartłomiej Stańdo

Czy jedno z nich zapewni dzisiaj trofeum Guardioli i jego Manchesterowi City? A może asysta Mchitarjana sprawi, że ponownie po krajowy puchar sięgnie Arsene Wenger i Arsenal? Przedstawiamy kursy na finał Pucharu Ligi Angielskiej!

25 lutego 2018 r. | godzina 17:30 | Manchester City vs. Arsenal

Wygra Manchester City: 1.61
Remis: 4.4
Wygra Arsenal: 5.0
Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem