Nie tylko Glik. Najdziwniejsze urazy, które wykluczały gwiazdy z mundiali

W Polsce rozpoczęła się żałoba narodowa. Kamil Glik, z powodu urazu doznanego podczas gry w siatkonogę, opuści turniej, a informację na Twitterze po włosku przekazał prezes PZPN, Zbigniew Boniek.

Nie jest to jednak pierwsza kontuzja, złapana przed samym turniejem, elimunująca z gry w dość dziwnych okolicznościach. Kamil – jakkolwiek brutalnie to zabrzmi – ma godnych poprzedników.

Kamil Glik – mistrzostwa świata w Rosji (2018 r.)

Nie tak wyobrażaliśmy sobie ostatnie dni przed najważniejszym turniejem od dwunastu lat. Nieobecność Glika będzie gigantyczną stratą, jednak dużo gorsze są oczywiście okoliczności, przez które nie pojedzie do Rosji. Stoper AS Monaco wykonał przewrotkę podczas gry w siatkonogę i uszkodził sobie rękę. Szansa na wyjazd teoretycznie była, jednak wątpliwości rozwiał Zbigniew Boniek, pisząc na Twitterze w języku włoskim, że Kamila zabraknie w Rosji.

– Nie widziałem tej sytuacji na treningu, zauważyłem dopiero jak Kamil leżał już na boisku. Jeśli nie będzie mógł zagrać w mundialu, to będzie dla nas olbrzymia strata. Musimy nastawić się pozytywnie, że wskoczy ktoś inny w jego miejsce. Nie da się ukryć, że to podpora naszej defensywy, grał praktycznie w każdym meczu – mówił Robert Lewandowski na ŁączyNasPiłka.pl.

Emerson – mistrzostwa świata w Korei i Japonii (2002 r.)

Kilka dni temu pojawiło się wideo ze zgrupowania reprezentacji Polski, na którym widać jak Grzegorz Krychowiak pełni rolę bramkarza. Pomocnik West Bromwich Albion miał nieco więcej szczęścia niż Emerson. Właśnie w taki sposób doznał urazu, który wykluczył go z wyjazdu na mundial. Brazylijczyk próbował odbić piłkę ekwilibrystyczną paradą, skończyło się ekwilibrystyczną kontuzją. Źle upadł, kończąc – podobnie jak Glik – z kontuzją barku.

– Będzie potrzebował czterech tygodni. Jego występ jest jednak niemożliwy i spytaliśmy już FIFA czy możemy wziąć ze sobą innego piłkarza. Kiedy powiedzieliśmy, że nie jedzie był bardzo smutny, ale rozumiał to – opowiadał doktor kadry, Jose Luis Runco cytowany przez „The Guardian”.

Nieco starsi kibice pamiętają, jak zakończył się ten turniej dla drużyny „Canarinhos”, która grając oszałamiający futbol awansowała do finału. Tam też pokonała Niemców po znakomitym popisie Ronaldo. Złoty medal przeszedł mu więc koło nosa w najgłupszy możliwy sposób. Emerson pojechał na mistrzostwa świata cztery lata później. W Niemczech Brazylijczycy odpadli już w ćwierćfinale, co sprawia, że były piłkarz Realu i Juventusu, jest największym przegranym naszego zestawienia.

Bryan Robson – mistrzostwa świata we Włoszech (1990 r.)

Co stało się legendzie Manchesteru United? Trzy miesiące przed turniejem, Robson chciał wyrzucić ze swojego łóżka śpiącego Paula Gascoigne. Wpadł na pomysł podniesienia mebla, jednak źle mierzył siły na zamiary, przez co „Gazza” i łóżko wylądowały na jego nodze. Efekt? Złamany palec u nogi i stracone mistrzostwa świata.

Kapitan reprezentacji Anglii ostatecznie pojechał do Włoch, jednak już w drugim meczu fazy grupowej stwierdził, że nie da rady grać z niedoleczonym urazem i odpuścił resztę turnieju. Lwy Albionu zajęły ostatecznie czwarte miejsce. Jak potoczyłyby się ich losy z Robsonem? Może zakończyłoby się to drugim złotym medalem w historii – tego już się nie dowiemy.

Bartosz Karwan – mistrzostwa świata w Korei i Japonii (2002 r.)

Ówczesny napastnik Legii Warszawa był tuż przed transferem do Herthy Berlin, a występami w eliminacjach zagwarantował sobie wyjazd do Azji. Ostatecznie z gry wykluczyła go kontuzja. Potem przyznał, że leczenie urazu nie poszło tak, jak powinno. Trenował z kadrą jedynie indywidualnie, a lekarze odesłali go do domu.

– To nie była świeża sprawa. Kontuzji nabawiłem się w meczu towarzyskim przeciwko Rumunii. Ścigałem się z czasem, żeby zdążyć na mistrzostwa świata. Wydawało się, że wszystko będzie dobrze, ale na zgrupowaniu uraz znów dał o sobie znać – tłumaczył dla Sport.tvp.pl.

Okazuje się jednak, że wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej. Już po odpaleniu go ze składu, w Berlinie powiedziano mu, że rehabilitacja trwałaby… zaledwie dwa tygodnie.

Santiago Canizares – mistrzostwa świata w Korei i Japonii (2002 r.)

I znowu Korea i Japonia. To chyba najdziwniejsza z wszystkich historii. Okazuje się, że groźnego urazu można doznać nawet w… hotelowej toalecie. Canizares, który był wtedy topowym bramkarzem w Europie, upuścił butelkę wody po goleniu na swoją stopę. Doszło do przecięcia ścięgna w palcu, co sprawiło, że stracił miejsce w bramce i zaprzepaścił szansę wyjazdu na azjatycki mundial.

Od tamtego czasu numerem jeden w reprezentacji był golkiper Realu Madryt, Iker Casillas, a bramkarz Nietoperzy jechał na kolejne imprezy jedynie jako zmiennik legendy Królewskich. Licznik jego występów zatrzymał się na liczbie 46. Nieźle, ale gdyby nie złośliwość rzeczy martwych, mogło być znacznie lepiej.

Damian Gorawski – mistrzostwa świata w Niemczech (2006 r.)

Kolejna polska historia, która jest jedną wielką zagadką. Damian Gorawski na zgrupowaniu kadry przed turniejem usłyszał, że ma wadę serca i w jego miejsce dowołano Bartosza Bosackiego. Okazało się, że tak naprawdę… wcale jej nie miał – tak stwierdzili lekarze z Monachium, do których wybrał się od razu po „wyroku” sztabu. Szansa na wyjazd jednak już przepadła.

– W Wiśle brałem sterydy, które pomagały mi walczyć z astmą. Prawdopodobnie ta cała otoczka i dym, który powstał wokół mojej osoby, był efektem tego, że brałem te lekarstwa. Lekarze reprezentacji bali się, że moja kartoteka nie jest prowadzona tak jak powinna. A wszystko było udokumentowane jak należy. Przecież grałem z Wisłą w europejskich pucharach i nikt nie robił problemów – tłumaczył w rozmowie z FirstEleven.com sam Gorawski.

To zamknęło mu jakąkolwiek drogę do kadry, a tuż po tym zdarzeniu zakończył swoją reprezentacyjną karierę.