Nie przywiązujmy uwagi do meczów przygotowawczych. W ostatnich latach nie pokazywały prawdy o kadrze

Część selekcjonerów traktowała spotkania przedturniejowe jako sposób na poprawę atmosfery w zespole, żeby trochę zakłamać rzeczywistość i naprężyć muskuły. Efekt był różny. Tym razem przeciwnik nie jest z najniższej półki. Zapowiada się, że nie będzie to mecz „ku pokrzepieniu serc” i zbudowaniu balonika, tylko ostatnia szansa na przećwiczenie wariantów taktycznych przeciwko w miarę mocnemu rywalowi. Za takiego należy uznać Islandię.

Choć nasi rywale nie jadą na Mistrzostwa Europy na które jedzie pół Europy, to nie należy ich lekceważyć. Nawet skromna wygrana 1:0 w ostatnim meczu z Wyspami Owczymi tego nie zmienia. Pytanie tylko, czy warto przywiązywać uwagę do wyniku, do gry w tym meczu? Czy jakkolwiek te mecze przekładają się na sukces w turnieju? Jak to się miało w poprzednich turniejach? Ano bardzo różnie. Życie nas już nauczyło, że nawet w przypadku efektownego zwycięstwa nie ma co się podniecać.

Cofnijmy się do ostatnich, ale jakże brutalnych doświadczeń z wielkim turniejem. Takich oczekiwań przed jakimikolwiek mistrzostwami w XXI wieku nie było. Wszyscy w Polsce mieli fazę na reprezentację. Oczekiwania zbudowały przede wszystkim udane Mistrzostwa Europy dwa lata wcześniej. Pobudziły je również dwa, bądź co bądź, udane mecze przed turniejem. Najlepiej o tym wszystkim mówią ceny biletów na tamte mecze. Wówczas były około dwa razy droższe. Taki był boom. Jak się jednak okazało na mundialu, byliśmy po prostu słabi. Ostatni mecz przedturniejowy z Litwą jedynie zatuszował nasze niedoskonałości. Wszystko było fajnie na tydzień przed pierwszym meczem, ale z perspektywy czasu możemy napisać, że ten mecz nie był dobrym przygotowaniem do mistrzostw. To najlepszy przykład na to, że wynik w takich meczach trzeba brać z lekką rezerwą.

Z absolutnie inną historią mieliśmy do czynienia przed Mistrzostwami Europy w 2016 roku. Tutaj mamy idealny przykład na to, że to tylko mecz towarzyski. Nawet bezbramkowy remis z zaledwie jednym celnym strzałem z Litwą nie musi oznaczać nieudanego turnieju. W relacji pomeczowej z tego meczu Sport.pl dał nagłówek „Straszydło przed EURO 2016”. Przyszłość pokazała, że taki kubeł zimnej wody był potrzebny. Schłodzono entuzjazm kibiców, a nie go podbito. Dodajmy jeszcze, że kilka dni wcześniej Polacy przegrali nieznacznie z Holendrami. Ogólnie rzecz biorąc było widać, że nasza reprezentacja ma problemy z bieganiem. Zyski jednak odebraliśmy podczas Mistrzostw Europy.

W tej najnowszej historii zazwyczaj jako ostatniego sparingpartnera wybieraliśmy jednak zespół zdecydowanie gorszy. Adam Nawałka upodobał sobie Litwę. Franciszek Smuda przed Mistrzostwami Europy w 2012 roku, w których występowaliśmy jako gospodarz za przeciwnika wybrał sobie Andorę. Co warte podkreślenia, na tym zgrupowaniu przed EURO wygraliśmy wszystkie trzy test mecze, choć przeciwnicy naprawdę nie powalali. Najwyżej notowana w rankingu FIFA była Słowacja sklasyfikowana na 34. miejscu. Dobre mecze jednak nijak miały się do mistrzostw. W najsłabszej grupie w historii europejskiego czempionatu zostaliśmy sprowadzeni na ziemię.

Cofamy się jeszcze dalej. Leo Beenhakker i rok 2008. Ostatnie spotkanie rozegraliśmy z Danią, remisując 1:1. Przy okazji Maciej Żurawski nie wykorzystał karnego. Po tym meczu mogliśmy być pewni formy tylko Artura Boruca, który zawsze prezentował oczekiwaną od jego jakość w reprezentacji. Gra raczej dawała do myślenia kibicom, że szwarcarsko-austriackie EURO może zakończyć się porażką. Tak też się stało. I nawet pożegnalne „Good luck” Dariusza Szpakowskiego nie pomogło w wyjściu z grupy.

Jeszcze wcześniejsze mistrzostwa – tym razem globalny czempionat – również zakończone niepowodzeniem, lecz ostatni mecz wygraliśmy z Chorwacją, która podobnie jak my nie wyszła z grupy. Przed mundialem w Korei także ostatni sprawdzian wygraliśmy z Estonią, lecz ciężko powiedzieć, abyśmy zachwycili. Na turnieju – naturalnie – zagraliśmy mecz otwarcia, o życie i honor.

W tym wszystkim nie ma jakiś zależności. Dobra gra przed turniejem nie oznacza dobrego turnieju. W XXI wieku większość ostatków przed mistrzostwami wygrywaliśmy – 4 na 6. Jak na przekór, największy sukces osiągnęliśmy, gdy przed turniejem akurat zaprezentowaliśmy się żenująco słabo. W meczu z Islandią wynik jest drugorzędną sprawą. Oczekiwać możemy przede wszystkim pomysłu na grę – tak jak to częściowo widzieliśmy z Rosją. Skład na pewno będzie zgoła odmienny, ale już bardziej zbliżony do tego z meczu otwierającego dla naszej reprezentacji Mistrzostwa Europy.

Kacper Kozłowski

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem