To były fatalne dla polskiej piłki reprezentacyjnej czasy i mamy nadzieję, że już nigdy nie wrócą. Wypaczono sens rywalizacji na poziomie międzynarodowym, wyzuto z emocji wielu kibiców kadry narodowej, obrzydzono największy w historii naszego kraju turniej, odebrano przyjemność z „kibicowania naszym” i poczucia biało-czerwonej, patriotycznej dumy.

Nie można pozwolić na powtórkę z rozrywki, ale i wpaść w niesprawiedliwą skrajność. Historia Polski dla Polaków to często bardzo trudna i skomplikowana sprawa. Życie w Polsce to nie była idylla bez konfliktów, sporów, wojen, rozbiorów czy wreszcie emigracji bądź repatriacji. Nie można ferować wyroków: ciebie nigdy tu nie było, przyjechałeś nie wiadomo skąd, a więc jesteś obcy i nie możesz się nazwać jednym z nas.

Kwestia polskości w Polsce jest znacznie bardziej złożona.

Z pewnością nie można jej nazwać czarno-białą. Ten ma dziadka Polaka, ten babcię, ten mówi po polsku, a tamten jest potomkiem polskiego żołnierza. Różnie się losy naszych rodaków układały i upraszczanie kwestii gry dla kadry narodowej to zwykła ignorancja.

Nie można jednak dopuścić do sytuacji, jaka miała miejsce przed Mistrzostwami Europy w 2012 roku. Ludovic Obraniak nie potrafił i nie potrafi nadal mówić po polsku, choć od momentu otrzymania przez niego obywatelstwa minęło już dziesięć lat. Eugen Polanski potrafi, a swoją grą i zachowaniem w pewnym momencie nawet kupił serca wielu biało-czerwonych fanów, ale to klasyczny „farbowany” model. Gdy miał szansę na grę w reprezentacji Niemiec, jeszcze występując w hiszpańskim Getafe, bez wątpliwości w głosie odpowiadał, że w meczu Polski z jej zachodnimi sąsiadami kibicowałby tym drugim. To właśnie on był kapitanem (!) reprezentacji Niemiec do lat 21. W tym wieku raczej już wiadomo, czy czujesz się Polakiem, czy też nie. Polanski czuł jedynie, że zbliża się Euro2012, a na powołanie od Joachima Loewa nie ma co liczyć.

Niemcy U-21. Kapitan Polanski, prawy obrońca Boenisch…

Podobnie było w przypadku Sebastiana Boenischa, którego bardzo długo trzeba było namawiać do gry w biało-czerwonych barwach. Zmienił zdanie i zgodził się dopiero po odniesieniu bardzo poważnej kontuzji i utracie szans na grę w Die Maanschaft. Damien Perquis? Podobnie jak Obraniak, po polsku „ani me, ani be, ani kukuryku”. Właściwie wątpliwości większych nie wzbudzał jedynie Adam Matuszczyk i udowodnia to nawet wtedy, gdy o kadrze już marzyć nie ma prawa. Przeniósł się do kraju nad Wisłą, gra w Zagłębiu Lubin.

Na tle pozostałych wypada jak porządny stek wołowy na półce z parówkami.

Za młodu wyjechałem do Niemiec, ale w domu zawsze mówiło się u nas po polsku i czułem się Polakiem. Nie jestem żadnym farbowanym lisem – mówił Matuszczyk. Urodzony w Gliwicach, nigdy nie mówił, że chce grać dla Niemiec, a nie dla Polski, występował też w drużynach juniorskich naszej kadry. Idealny przykład gdy dokonujemy wyboru, który nie jest jednowymiarowy, a mamy zdecydować: powinien założyć koszulkę z Orłem na piersi, czy też nie?

Szukajmy Matuszczyków, a nie drugiego Rogera Guerriero czy Emmanuela Olisadebe.  Wydaje się, że takim Matuszczykiem jest Taras Romańczuk. Znajdujący się w genialnej formie piłkarz Jagiellonii Białystok jest gorącym tematem w kontekście reprezentacji Polski. Jeśli mówi o nim głośno Zbigniew Boniek to bardzo prawdopodobne, że zechce go mieć u siebie również Adam Nawałka.

Romańczuk znajduje się w fantastycznej formie.

Piłkarsko – to na pewno dobry wybór. Wybieraliśmy go do 23-osobowej kadry na 100 dni przed Mistrzostwami Świata, argumentując ten wybór tak: „Na ten moment jest w lepszej formie, niż Krzysztof Mączyński (nie zachwyca w Legii, choć duet Nawałka-Zając bardzo go ceni i pewnie na mundial zabierze) czy też Jacek Góralski, który w Ludogoretzu Razgrad znajduje się w rozkroku pomiędzy ławką rezerwowych i pierwszym składem. Poza tym Mączyński nie jest typową „szóstką”, o czym przekonaliśmy się w Kopenhadze (0:4 z Danią). Ponadto Romańczuk jest w tym zestawieniu dobrym uzupełnieniem na środku obrony (wybraliśmy trzech stoperów, piłkarz Jagi w razie awarii mógłby być czwartym)”.

Genialnie zagrał z Lechią Gdańsk u siebie, równie dobrze z warszawską Legią na wyjeździe. Zespół, którego jest filarem, fundamentami, sercem, głową i płucami w jednym lideruje w Ekstraklasie. Romańczuk świetnie odbiera piłkę, ustawia się, rozgrywa, wygrywa pojedynki powietrzne, jest górą w starciach siłowych. Kompletny defensywny pomocnik, jak na ekstraklasowe warunki, a także idealny zastępca Grzegorza Krychowiaka.

Pozostaje kwestia tego, czy Taras w ogóle powinien myśleć o reprezentacji Polski w kategorii realnego celu, a nie pobożnego życzenia?

Obywatelstwa nie dostał w trybie przyspieszonym i na potrzeby sportowe, tak jak kiedyś Olisadebe czy Roger, tylko w normalnym trybie pięcioletnim. Zrzekł się z obywatelstwa ukraińskiego po to, by dostać to z Orłem w koronie. Na Ukrainie za nim nie przepadają, delikatnie mówiąc, bo Romańczuk nigdy nie wyrzekł się swojej polskości. – Niektórzy rozpatrują na Ukrainie tę całą sytuację jak zdradę – mówi piłkarz w rozmowie z Łączy Nas Piłka. Swoją historię opowiedział kiedyś dokładnie w Przeglądzie Sportowym, przed zamieszaniem związanym z kadrą Nawałki:

„Nie wiem, kiedy dostanę polskie obywatelstwo. I czy w ogóle to nastąpi. Wiem natomiast, że chcę być Polakiem. Moja babcia urodziła się we Włodawie w 1939 roku, kilka miesięcy przed wybuchem wojny. W 1942 roku ojciec zabrał ją w okolice Sobiboru, tuż obok obozu zagłady, gdzie działy się straszne rzeczy. Długo zbierałem wszystkie dokumenty, które potwierdzają moje polskie korzenie. Rok temu udało się w końcu je złożyć. Teraz czekam na decyzję. Jeżeli byłaby pomyślna, mógłbym teoretycznie grać dla reprezentacji Polski, ale nie zaprzątam sobie tym głowy. Mam świadomość tego, jak macie silną kadrę.
Romańczuk wywiadem w PS rozwiał wątpliwości dotyczące tego, czy jest Polakiem.
„Wiem też, że w tej chwili jestem obcokrajowcem, który ciągle czeka na obywatelstwo i żeby kiedyś grać dla reprezentacji Polski, musiałbym być dwa razy lepszy od zawodników, którzy teraz grają na mojej pozycji. Nie wiem, czy kiedykolwiek mi się to uda. Czytałem, że według ukraińskiego prawa można mieć tylko jedno obywatelstwo. Po prostu moje dokumenty staną się nieważne. (…) Niektórym osobom w tym kraju być może nie podoba się to, co robię, ale to moja decyzja i najważniejsze w tej sprawie jest to, co myślę ja i moi bliscy. Nikt na Ukrainie nie zabroni mi być Polakiem”.

Te fragmenty wywiadu naszym zdaniem wyjaśnia wszelkie znaki zapytania dotyczące jego osoby i rozwiewa wątpliwości w kwestii polskości Tarasa Romańczuka. Na Ukrainie nadal mieszka wielu Polaków. Oprócz tego, że zawodnik Jagi to dobry piłkarz i z pewnością mógłby przydać się Nawałce, to może być fajnym przedstawicielem właśnie tej części narodu polskiego, która mieszka poza granicami. Trochę parafrazując rapera KęKę: „To dla zapomnianych krajan / Jeszcze razem się przejdziemy Łyczakowską / Stanie otworem Ostra Brama / Bez agresji, ale dajcie to co polskie”.

Polskie, nie ukraińskie. Takie, jak Romańczuk.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem