Widzew wygrał z Sokołem Aleksandrów Łódzki w Wielką Sobotę, zapewniając sobie spokojne święta i pozycję lidera. Chociaż Sokół ma jeszcze zaległy mecz, to bezpośredni bilans między obiema drużynami sprawi, iż w końcowym rozrachunku przy równej liczbie oczek wyżej będą piłkarze Franciszka Smudy. Choć to spotkanie mogło skończyć się zupełnie inaczej.

Zaczęło się tak, jak można było się tego spodziewać. Najlepszy w meczu z Wartą Sieradz Dario Kristo dał sygnał całej drużynie: gramy spokojnie, ale odważnie. Właśnie chłodną głową Chorwat mógł zaimponować, a w szóstej minucie pokazał również odwagę. Zrobił coś, co dość rzadko można spotkać w drużynie Widzewa: dobry strzał z dystansu, zakończony zdobyciem bramki.

Z dwojga złego jednak lepiej, gdy piłkarze próbują rozgrywać dłużej piłkę i tworzyć sobie dogodne sytuacje, niż strzelać na wiwat, byle tylko ktoś z trybun nie mógł rzucić hasła „więcej strzelajcie z dystansu!”. Uderzyć dobrze z 25-30 metrów potrafi niewielu, a czasem nawet o tych, o których mówi się że potrafią, wyskakują z żenującą statystyką celności uderzeń (patrz: Mateusz Możdżeń z Korony Kielce).

Dobrze więc, że do Widzewa trafił ktoś, kto na bramkę potrafi naprawdę uderzyć, a nie tylko kopnąć.

Dario Kristo mocno chwaliliśmy po meczu w Sieradzu jako kogoś, kto wszedł w buty i mundur generała drużyny: „Człowiek, do którego zagranie piłki oznacza niemal zamknięcie ją w sejfie. Świetnie gra „na ścianę”, ale potrafi także futbolówkę przytrzymać, rozejrzeć się i zagrać diagonalną piłkę na drugą stronę boiska. Tak regularnej zmiany strony w Widzewie brakowało jak tlenu. Zwłaszcza, kiedy przeciwnicy często zamykają się na własnej połowie i zagęszczają przedpole swojej bramki. Może to nie jest drugi Makelele ani Kante, ale w obronie też grać potrafi. Także w powietrzu”.

Wszystkie pochwały Kristo potwierdził zwłaszcza w pierwszej połowie meczu. Później chyba brakowało trochę sił, albo przynajmniej takie można było odnieść wrażenie przez to, że cała drużyna czerwono-biało-czerwonych nieco osłabła. Sokół atakował, zasłużenie zdobył bramkę wyrównującą i był bliżej zdobycia drugiej.

Dario Kristo – drugi gol w drugim meczu.

Wtedy jednak marzenie spełnił Marcin Pieńkowski. Kibicom przede wszystkim mogła się podobać jego ambicja i zaangażowanie. Kluczowa sytuacja w tym spotkaniu? Z perspektywy trybun było to… podbiegnięcie „Pienia” do bramkarza, który o mały włos nie pomylił się i Sokół nie stracił przez to bramki. Wywarta na golkiperze gości presja zakończyła się ostatecznie tylko nabiciem, po którym piłka wylądowała za linią, ale trybuny i drużyna dostała impuls: ten mecz trzeba wywalczyć.

Gdyby Widzew zagrał pięknie, pewnie wygrałby bez problemu. Jeśli jednak to się nie udało, godne pochwały było zaangażowanie, które przechyliło szalę zwycięstwa na korzyść Widzewa.

Marcin Pieńkowski popędził w stylu Mateusza Michalskiego sprzed kilku miesięcy i trafił do siatki. Zwycięzców się nie sądzi, ale można oceniać. Na plus na pewno decyzja Franciszka Smudy o dołączenie do Roberta Demjana w ataku Michała Millera. Ta para stworzyła póki co dopiero dwie-trzy sytuacje, ale z każdą kolejną minutą będzie coraz groźniejsza. O ile w ogóle będzie miała szansę na grę.

Grający przez godzinę obok byłego snajpera Podbeskidzia w ataku Karol Stanek rozegrał z pewnością najlepszy mecz w tej rundzie, ale poprzeczki nie miał ustawionej wysoko. Na pewno dużym pozytywem był brak wielu strat, czasem ciekawe pomysły na rozegranie akcji. Jeden z takich pomysłów, zrealizowany tuż przed własnym polem karnym, mógł skończyć się co prawda stratą bramki, ale nie wypadł źle. Znów jednak nie miał konkretów ani liczb.

Grał już dużo, dużo więcej niż Mateusz Ostaszewski, a nie przełożyło się to na wymierne efekty. „Osti” strzelił z herbem Widzewa na piersi dwie bramki w 38 minut, wchodząc tylko na kilka minut w końcówkach. W ten weekend dublet ustrzelił z Victorią Sulejówek. Karol Stanek na boisku spędził już ponad trzy godziny, a próżno szukać nie tylko gola czy asysty, ale nawet słupka, poprzeczki czy świetnej parady bramkarza. Nadal bardziej podoba nam się perspektywa ataku Demjan-Miller i młodzieżowca w postaci Pieńkowskiego lub Falona, ale nie odbieramy szans Stankowi ani nie zamykamy się na dobre występy. Kiedy będzie za co – będziemy chwalić.

Pochwalić na pewno nie można rozegrania piłki. Jeśli ta nie przechodzi przez nogi Kristo, jest ordynarnie wybijana. Ordynarnie i bezczelnie, bo nawet w sytuacjach, kiedy nikt obrońcy lub bramkarza Widzewa nie atakuje. Patryk Wolański bronił wczoraj genialnie i uratował zwycięstwo swojej drużynie, okupując to przy okazji kontuzją. Ale w rozegraniu można zarzucić mu wiele. Kilka razy wybijał, zamiast spróbować rozegrać od tyłu.

Trudno dziwić się kibicom, że kręcą nosem na styl gry drużyny.

Na to, że często kopią się z rywalem, zamiast wykorzystać potencjał piłkarski i po prostu przeciwnika zdominować. Widzew ma na tyle dobrych piłkarzy, by nie wypuścić drużyny przyjeżdżającej na Piłsudskiego z własnej połowy. Ma 17 tysięcy kibiców, którzy fanatycznie pomagają drużynie. Ale pomimo tego goście często się odgryzają.

Sokól odgryzał się nie raz i nie dwa, a zdobycia punktu (lub nawet punktów) był bardzo blisko. Teraz Widzewowi się udało, ale następnym razem szczęścia może zabraknąć. Święta są wesołe, kibice zadowoleni, ale nie można uznać wyszarpanego 2:1 z Sokołem Aleksandrów Łódzki jako wielki sukces. Co więc będzie sukcesem? Może mecz, w którym na własnym stadionie nie będzie trzeba w końcówce grać na czas i koczować w narożniku boiska.

Aleksandrów Łódzki, Ebi na trybunach, duża flaga na murawie, okrzyki na trybunach – to wszystko świetnie upamiętniło śp. Włodzimierza Smolarka. Rozpaczliwe utrzymanie piłki w narożniku również byłoby dobrym pomysłem, ale w trochę spokojniejszych okolicznościach.

Widzew Łódź – Sokół Aleksandrów Łódzki 2:1 
1:0 – Dario Kristo
1:1 – Aleksander Ślęzak
2:1 – Marcin Pieńkowski

Noty ŁączyNasPasja w skali 1-10:

Wolański 8 (66′ Humerski 6) – Kozłowski 6, Kostkowski 5, Zieleniecki 5, Pigiel 5– Michalski 5 (73′ Mąka -), Kazimierowicz 5, Kristo 7, Zuziak 5 (38′ Pieńkowski 7) – Stanek 5 (58′ Miller 5), Demjan 5