Nawałka na początku też zaszalał z powołaniami. Co słychać u jego debiutantów?

Nowy selekcjoner, Jerzy Brzęczek, od razu popuścił wodzę fantazji i postawił na spory eksperyment. Wśród pierwszych powołanych znalazło się sześciu absolutnych debiutantów. W analogicznym momencie Adam Nawałka również nie przebierał w środkach.

Niespełna pięć lat temu były sternik naszej kadry dał szansę pięciu nowym twarzom, z czego większość budziła niemałe kontrowersje. Pamiętacie, o kogo chodzi? Postanowiliśmy prześwietlić ich kariery i to, jak w perspektywie czasu wpłynęli na grę reprezentacji. Co dziś słychać u debiutantów Nawałki?

Rafał Leszczyński (Dolcan Ząbki)

Zdecydowanie największa sensacja. O Leszczyńskim nie słyszeli nawet niektórzy dziennikarze. Powołaniu nastolatka odrobinę mniej dziwili się znawcy Pierwszej Ligi, ale i oni – bardziej lub mniej – przecierali oczy ze zdumienia. Kandydatów na jego miejsce było przynajmniej kilku. Chociażby ponadprzeciętni w Ekstraklasie – Krzysztof Pilarz, Dariusz Trela czy Radosław Janukiewicz.

Leszczyński zagrał cały mecz z Norwegią. Zachował czyste konto, a Polska wygrała 3:0 i… więcej w reprezentacji już nie zagościł. Dwa lata później zamienił Dolcan na Piast Gliwice, ale w Ekstraklasie często nie łapał się nawet na ławkę rezerwowych, przegrywając rywalizację z Jakubem Szmatułą i Dobrivojem Rusovem. W naszej najwyższej lidze, przewrotnie zwanej Ekstraklasą, nie zdążył nawet zadebiutować. Wrócił na zaplecze, gdzie właśnie rozpoczął trzeci sezon w Podbeskidziu.

Rafał Kosznik (Górnik Zabrze)

Kolejny autorski, choć z różnych względów bardziej zrozumiały pomysł Adama Nawałki. Kosznika doskonale znał ze współpracy w Górniku. Poza tym reprezentacja cierpiała (w sumie, wciąż cierpi) na deficyt lewych obrońców. Kosznik był eksperymentem – dodajmy – raczej nieudanym. Sam piłkarz twierdził, że znajomość z selekcjonerem nie miała żadnego znaczenia, ale… bądźmy poważni.

Reprezentacyjny licznik niemal trzydziestoletniego debiutanta – podobnie jak w przypadku młodego Leszczyńskiego – również zatrzymał się na jedynce. Był to przegrany 0:2 sparing ze Słowacją. Nie zagrał tragicznie. Ba, zagrał lepiej od pozostałej trójki – Jędrzejczyka, Olkowskiego i Kamińskiego, ale kolejnej szansy nie dostał. Dziś ma 34 lata i dobija do końca swojej piłkarskiej przygody.

Co działo się z nim po debiucie w kadrze? Najpierw spadł z Górnikiem z Ekstraklasy, by na koniec kontraktu, wylądować w jego trzecioligowych rezerwach. Poprzedni sezon był podstawowym piłkarzem pierwszoligowego Górnika Łęczna, a latem wrócił w rodzinne strony i przeniósł się do… czwartoligowego beniaminka – Radunii Stężyca.

Adam Marciniak (Cracovia)

To było dziwne powołanie. Marciniak niczym specjalnym się nie wyróżniał. Ot, przeciętny, solidny ligowiec i… przez te wszystkie lata właściwie nic się nie zmieniło. Łącznie ze skromną dwójką w polu występów w reprezentacji. Potem Marciniak zamienił Kraków na cypryjską Larnakę, miał epizod twitterowego celebryty, po czym podpisał kontrakt z Arką Gdynia, gdzie występuje do dziś i jest jej kapitanem. Wciąż solidny, ale nie wyrastający ponad poziom. I do tego – przyznajmy – utrzymujący miano jednego z najbardziej sympatycznych piłkarzy Ekstraklasy.

Paweł Olkowski (Górnik Zabrze)

Kolejny – obok Kosznika – znajomy selekcjonera Nawałki z Górnika Zabrze. Jego powołanie w pewnym momencie było jednak okazało się strzałem w dziesiątkę. Jako jedyny z ówczesnych debiutantów zagościł w kadrze na dłużej, a jego kariera nabrała tempa. Rok później przeniósł się do FC Koeln, zagrał kilkadziesiąt spotkań w Bundeslidze, a tego lata przeniósł się do angielskiej Championship, gdzie z miejsca zdążył zjednać sobie kibiców.

W kadrze, jak do tej pory, nie zrobił może wielkiej furory (13 meczów, 0 bramek, 0 asyst), ale to i tak o kilka poziomów wyżej niż pozostali koledzy-debiutanci. W jego przypadku temat kadry wciąż jest sprawą otwartą. Jeśli utrzyma formę na zapleczu Premier League, Jerzy Brzęczek nie będzie mieć wyjścia.

Tomasz Hołota (Śląsk Wrocław)

Na koniec kolejny zawodnik, którego Włosi określiliby mianem „meteora”. Pojawił się i zniknął. Tym bardziej, że w reprezentacji nawet nie zadebiutował. Co działo się z nim potem? Najpierw zaliczył dwa solidne sezony w Śląsku Wrocław, by później spróbować sił za granicą. Po defensywnego pomocnika zgłosiła się drugoligowa Arminia Bielefeld, ale Hołota Zachodu nie podbił. Klub walczył o utrzymanie, a trener szybko postawił na nim krzyżyk. Skończyło się na siedmiu meczach w lidze i trzech w grających w piątej lidze rezerwach. Pomocną dłoń wyciągnęła do niego Pogoń Szczecin, w której właśnie rozpoczął drugi sezon.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem