Największe rozczarowania Ekstraklasy

Jesteśmy już po gali podsumowującej zakończony dopiero co sezon Ekstraklasy, znamy bohaterów minionych rozgrywek, z wyborami najlepszych można się zgodzić, lub też nie. My, dla przeciwwagi, wymienimy tych, którzy w minionym sezonie najbardziej zawiedli. Znaleźć się na tej liście to wątpliwy zaszczyt…

Pisaliśmy już dziś o szkoleniowcach, więc na podstawie artykułu (do przeczytania TUTAJ) można zobaczyć, kto naszym zdaniem zawiódł, jeśli chodzi o trenerów. Co z pozostałymi „wyróżnieniami”? Jest kilka indywidualnych, przyznaliśmy też parę zbiorowych…

Eduardo

Fakt, żeby ktoś zawiódł, najpierw należy wiązać z nim nadzieje, a w tym przypadku z pewną dozą satysfakcji przypomnimy fragment naszego artykułu o najciekawszych transferach Ekstraklasy zimowego okienka transferowego.

Eduardo? Może 3 czy 4 lata temu, kiedy nie był jeszcze niedołężnym emerytem, mógłby porozstawiać piłkarzy Ekstraklasy po kątach. Prawdopodobnie w jego przypadku każdy mecz rozegrany w pełnym wymiarze czasowym będzie sukcesem, a nie bramki bądź asysty. Już pierwszy mecz w wykonaniu chorwackiego Brazylijczyka pokazał, że mamy do czynienia z inwalidą, który przyjechał do Polski odcinać kupony od dawnej sławy i zarobić trochę grosza. I jeśli Legia nie wzmocni dodatkowo napadu, niewykluczone, że Jarosław Niezgoda pozostanie wiosną bez konkurencji. 

Przewidzieliśmy więc, że chorwacki Brazylijczyk prochu na boiskach Ekstraklasy nie wymyśli. Są jednak osoby, na czele z prezesem Legii Dariuszem Mioduskim, które dały się nabrać na fajne CV i znane nazwisko byłego piłkarza Arsenalu i Szachtara Donieck. Bez względu na to, kto zostanie nowym szkoleniowcem Legii, jego pierwszym posunięciem powinno zostać skreślenie 35-latka z listy płac. A sam piłkarz powinien chyba udać się na sportową emeryturę, bo w obecnej formie i przede wszystkim kondycji fizycznej nie byłby prawdopodobnie wzmocnieniem nawet dla Kaczkana Huragan Morąg…

Lechia Gdańsk

Biało-zieloni zaliczyli zdecydowanie największy zjazd w tabeli w porównaniu z poprzednim sezonem, a niewiele brakowało, żeby opuścili szeregi klubów Ekstraklasy. Tak, Lechia w porównaniu z poprzednim sezonem straciła środek obrony, a część podstawowego składu stanowią piłkarze, będący w wieku wspomnianego już Eduardo. O tym jednak wszyscy powszechnie wiedzą i nie powinno to być dla nikogo zaskoczeniem, że z miesiąca na miesiąc prezentowali coraz niższy poziom sportowy.

Bez wątpienia zawiodła Lechia. Kto winny takiej sytuacji? Mamy swoje typy/ fot. PressFocus

Nie brakowało też poważnych kontuzji czołowych graczy czy też zwykłego, boiskowego pecha. Ale to wciąż zbyt mocna ekipa, żeby pałętać się na szarym końcu ligowej tabeli, bardziej adekwatny na tę chwile jest mimo wszystko chyba środek stawki. Znaczną większość problemów Lechiści sprokurowali sobie sami, często chodziło po prostu o złe decyzje w gabinecie prezesa. O ile opóźnienia w wypłatach dla piłkarzy to mimo wszystko problem, na który nie zawsze ma się wpływ i czasem zależy od osób trzecich, to wybór na trenera kogoś, kto trenerem nie jest, to już po prostu piłkarski kryminał. W przyszłym sezonie Lechia wciąż ma mieć trzeci największy budżet w Ekstraklasie, ale jakoś nie wróżymy jej wielkich sukcesów, jeśli nie zmieni się polityka zarządzania klubem. Przed zespołem z Gdańska wiele zmian. Te na złe już były. Sęk w tym, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy kolejne będą na dobre, czy na jeszcze gorsze.

Poziom rozgrywek

O 11 porażkach w lidze mistrza Polski oraz wyścigu żółwi powiedziano i napisano już chyba wszystko. W czołowych ligach Europy mistrz jest silny, mistrz wygrywa wszystko jak leci, bo tam jest jakość i powtarzalność, a rola przypadku jest ograniczona do minimum. U nas odwrotnie – równamy w dół, a wyniki poszczególnych kolejek ligowych wyglądają jak rezultaty losowania totalizatora sportowego. Dobrze, że chociaż sam finisz rozgrywek grupy mistrzowskiej i ostatnie kilka kolejek to zwycięstwa faworytów, a kroku Legii próbowała dotrzymać Jagiellonia. Prawda jest jednak taka, że wystarczyło, żeby mistrz Polski wrzucił nawet nie piąty, ale trzeci bieg i już zostawił konkurencję z tyłu. Gdyby Legia prezentowała się cały sezon tak, jak pod wodzą Deana Klafuricia, kwestia tytułu zostałaby pewnie rozstrzygnięta równie szybko, jak w Anglii, Francji czy Niemczech. Czy i kiedy któraś z ligowych drużyn będzie potrafiła grać w sposób przekonywujący? A potem jeszcze potwierdzi to na arenie międzynarodowej? Tego nie wiemy…

Ligowe hity często zawodziły oczekiwania kibiców…/fot. Cyfrasport

Lech Poznań

Celowo piszemy o Lechu zaraz po komentarzu do poziomu ligi. Kolejorz po raz kolejny zawiódł wszystkich, którzy dobrze życzą temu klubowi, a dobitny temu wyraz dali kibice w meczu ostatniej kolejki. Lech cały sezon kompromitował się na wyjazdach, żeby w rozgrywkach grupy mistrzowskiej skompromitować się już całkowicie. Zespół ze stolicy wielkopolski ostatnią szansę zakończenia rozgrywek z podniesionym czołem miał w meczu przy Bułgarskiej z Legią, mógł zagrać na nosie największemu rywalowi, a także uszczęśliwić Białystok. Tym czasem zespół zagrał tak, że nóż w kieszeni przyszłego szkoleniowca Kolejorza, Ivana Djurdjevicia sam się otwierał. Serb z pewnością już szykuje się na to, żeby wszystkich Barkrothów, Jevticiów i innych Radutów przepędzić w diabły, do szatni wrzucić granat, potem zaorać i posiać od nowa. Jeśli nie dokona tego on, to chyba już nikt.

Kibice odbierający punkty swoim drużynom

Frustracja frustracją, ale takie obrazki jak w Poznaniu, podobnie jak wcześniej w Gliwicach, czy podczas finału Pucharu Polski nie powinny mieć miejsca nie tylko w futbolu, ale po prostu w cywilizowanym świecie.

Wszelkie, nieinwazyjne formy protestu? Tak. Odbieranie punktów własnym klubom? Zdecydowanie nie! / fot. PressFocus

Czy rzeczywiście musi dojść do jakiejś tragedii, żeby w końcu niektórzy, nie tylko ze środowiska naszej piłki nożnej, ale i polityki, otworzyli oczy? Mamy ładne,  nowoczesne stadiony, przez ostatnie lata uczyniliśmy też duży krok, żeby mecz ligowy w Polsce stał się wydarzeniem, na które można przyjść z żoną, dziewczyną czy dzieckiem. Niestety, znów wykonaliśmy dwa kroki w niewłaściwą stronę, przez co PR-owo ucierpi Ekstraklasa, a w szerszej perspektywie – także polski futbol. Po prostu część kibiców następnym razem wybierze siatkówkę, albo inną dyscyplinę, gdzie na meczu jest bezpiecznie, z trybun nie lecą tony mięsa, a w przerwach występują klauni i szczudlarze. Ktoś powie, że to „Janusze”, ale oni mają prawo przebywać na trybunach na równych prawach, jak najbardziej zagorzali kibice. Też zapłacili za bilet. Wybrali mecz, zamiast seansu w kinie czy wycieczki do zoo…

Kolejny sezon za nami i mimo, że czasami oczy bolały od samego patrzenia na ligowe boiska, za chwilę zaczniemy pewnie tęsknić za ekstraklasową kopaniną. Dobrze, że czas oczekiwania wypełni nam Mundial…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem