Najlepszy strażak w historii futbolu kończy swoją misję

Trudno sobie wyobrazić lepszą misję ratunkową niż tą w wykonaniu Hansiego Flicka. Niemiecki szkoleniowiec przejął zespół grający poniżej swoich możliwości, skonfliktowany z trenerem, będący poza podium w tabeli Bundesligi i po dotkliwej porażce 1:5 z Eintrachtem Frankfurt. I niemal natychmiast uczynił go najlepszym na świecie.

Miałem to szczęście, że jeszcze przed zamknięciem stadionów w niemal całej Europie zdążyłem odwiedzić Allianz Arenę i zobaczyć na własne oczy, jak w meczu Ligi Mistrzów bramkę strzela Robert Lewandowski. Polak wpisał się na listę strzelców, Bayern Monachium wygrał z Olympiacosem Pireus, ale wtedy wydarzyło się coś jeszcze większego. To był pierwszy mecz na ławce rezerwowych w roli pierwszego trenera monachijczyków poprowadzony przez Hansiego Flicka.

Człowieka, który piękną kartę w historii tego wielkiego klubu zapisał za pomocą czarodziejskiej różdżki.

Wtedy jeszcze niewiele osób zdawało sobie sprawę z tego, że są świadkami historii. W niemieckich mediach czy prasie, którą miałem okazję śledzić na wspomnianym wyjeździe, prześcigano się w typowaniu nazwisk szkoleniowców, którzy mieliby objąć rolę trenera Lewandowskiego i spółki. Jose Mourinho? Arsene Wenger? Erik ten Hag? Ralf Rangnick? Massimiliano Allegri? Thomas Tuchel? Zwykle gdzieś na szarym końcu, o ile w ogóle, wymieniano nazwisko dotychczasowego asystenta Niko Kovaca. Okazało się, że to właśnie on poprowadzi Bayern na stałe – i nie zrobi tego gorzej od wszystkich wymienionych. Z prostego powodu: bo lepiej się po prostu nie dało.

Bayern piął się w górę tabeli Bundesligi, którą wygrał z ogromną przewagą. Robert Lewandowski strzelał jeszcze więcej niż zwykle i nie zatrzymał się aż do momentu, w którym niefortunnie na nogę upadł mu jeden z reprezentantów Andory. Klub z Bawarii notował imponujące serie meczów bez porażki czy zwycięstw, której nie przerwał ani w finale Pucharu Niemiec, ani w finale Ligi Mistrzów. Superpuchary Niemiec i Europy, a także Klubowe Mistrzostwo Świata również dołożył do gabloty. To właśnie piłkarz Bayernu został wybrany też najlepszym piłkarzem świata.

I tego wszystkiego Flick dokonał niemal natychmiast. Ustawił zespół po swojemu, przede wszystkim stawiając na Thomasa Muellera. Niemiec już nie był skazany na błąkanie się po skrzydle, a zamiast tego został niekwestionowanym królem asyst i stworzył duet napastników (spójrzcie na heat-mapy, pozycje obu panów są niemal zdublowane!) z Robertem Lewandowskim, choć jego rola nie ograniczała się rzecz jasna tylko do atakowania. To Flick postawił odważnie na Alphonso Daviesa. To Flick na stałe przyspawał Kimmicha do środka pola. Każde jego posunięcie było genialne. I doprowadziło się genialnych rezultatów.

Wreszcie powiedział: „pas”. O takiej możliwości kilka dni temu wspominał o tym Lothar Matthäus sugerując, że Flick zostanie nowym selekcjonerem reprezentacji Niemiec. Dziś zamiar odejścia z klubu potwierdził sam Flick.

Bayern skupi się na pozyskaniu Juliana Nagelsmanna, zaś Flick zostanie selekcjonerem reprezentacji Niemiec.

Urodzony w Heidelbergu 56-latek mógłby być głównym bohaterem teledysku do jednego z przebojów grupy Perfect. Wie doskonale, kiedy trzeba zejść ze sceny niepokonanym. Jeśli w tym sezonie sięgnie po mistrzowski tytuł, a wszystko na to wskazuje – przy okazji nie notując porażki – odejdzie z tyloma trofeami, co przegranymi. Zaledwie siedem razy w 81 meczach musiał przełknąć gorycz porażki, wygrywając dotychczas aż 67 razy. Bilans bramkowy jego zespołu jest niewiarygodny – 244 goli strzelonych, 85 straconych. Jeśli w kadrze będzie mu szło tak, jak w Bayernie, następnym mistrzem świata może być kraj zza naszej zachodniej granicy…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem