Najbardziej złośliwa cieszynka w historii? Zemsta bywa słodka…

Przysłowia są mądrością narodu, a jak się okazuje: także futbolu. Jedno z nich mówi, że piłka nożna uczy pokory. I pozwala się rozkoszować zemstą na tych, którym tej pokory zabrakło...

Przysłowia powstawały przez wiele, wiele lat obserwacji życia, zjawisk, ludzkich zachowań. Jednym z polskich, starych powiedzeń jest to o dziadku, który nie powinien się śmiać z czyjegoś wypadku, a gdy się śmiał – to samo miał. Znaczy ono ni mniej, ni więcej, że nie należy się śmiać z czyichś nieszczęść czy przykrości, bo mogą się one przytrafić każdemu.

Często w futbolu zdarza się sytuacja, w której śmiejący się dziadek sam ma wypadek. Podobnie było w jednym z meczów Championship:

Michał Pol pisze o kartce i o zachowaniu zimnej krwi przez bramkarza. Pokonany chwilę wcześniej golkiper leży jednak zrezygnowany. Na filmiku tego nie widać, ale chwilę wcześniej sam uprawiał tzw. „mind games”, prowokując strzelca. Taki jest futbol. Piękny także dlatego, że celebrujący trafienie mógł szpilką odpowiedzieć na szpilkę.

Takich przypadków w przeszłości zdarzało już mnóstwo. Pamiętamy Zlatana Ibrahimovicia, który wyraźnie dał do zrozumienia Julio Cezarowi po skutecznym wykonaniu rzutu karnego, co myśli o jego prowokowaniu przed uderzeniem jedenastki w derbach Mediolanu. Pamiętamy Ruuda van Nistelrooya, który w eliminacjach przeciwko Andorze cieszył się kilka centymetrów przed tym, który wcześniej śmiał mu się w twarz, gdy legendarny snajper PSV, Manchesteru United czy Realu Madryt nie trafił z rzutu karnego.

Neven Subotić śmiejący się w twarz Arjenowi Robbenowi, gdy ten nie wykorzystał rzutu karnego (być może na wagę mistrzostwa Niemiec) w meczu Borussii Dortmund z Bayernem? Środkowy obrońca BVB nie musiał długo czekać na zemstę, a holenderskiego skrzydłowego w finale Ligi Mistrzów wyręczył Jerome Boateng.

Pamiętamy Nuriego Sahina, który odpowiedział bramką dającą trzy punkty Lucasowi Podolskiemu. Pochodzący ze Śląska reprezentant Niemiec w trakcie meczu po jednym ze starć z tureckim pomocnikiem pokazał na palcach wynik 3:0, czyli rozmiary ostatniego zwycięstwa Die Maanschaft nad reprezentacją pomocnika BVB.

Dla takich smaczków, emocji, wzajemnych szpilek napędzających rywalizację kocha się tę dyscyplinę. W definicji sportu wyraźnie napisane jest, na czym on polega – na rywalizacji. Nie możemy mieć pretensji do kogoś, kto wrzucił drewienko do ogniska, by ogień konkurencji nie zgasł. Jeśli nie użył przemocy fizycznej, a po prostu dolał kolejną łyżkę wody w saunie, podkręcił temperaturę, ale nie zrobił niczego, co mogłoby przegrzać atmosferę – jest okej. Może i gorąco, ale kibice nie lubią zimna.