Najbardziej wpływowi w polskiej piłce w 2009 roku. Gdzie są teraz?

"Piłka nożna to gra wychodząca daleko poza ramy stadionów. To gra o wpływy. To sport, biznes i polityka w jednym. TO interesy, układy i kształtowanie opinii. To także postrzeganie ludzi kręcących się wokół piłki" - pisał dziesięć lat temu nieistniejący już "Magazyn Futbol", który przygotował ranking 50 najbardziej wpływowych wówczas ludzi polskiej piłki. Co się stało z tymi, którzy wtedy pociągali za sznurki?

Piłka nożna to nie tylko białe linie na zielonej murawie, okrągła piłka i 22 facetów kierowanych przez trenerów, którzy mają umieścić futbolówkę w prostokątnej bramce. Dlatego też w „50 najbardziej wpływowych osób w polskiej piłce” znalazło się miejsce nie tylko dla piłkarzy, szkoleniowców bądź działaczy, ale także choćby komentatorów sportowych.

Na 47. miejscu znalazł się Mateusz Borek. Jak czytamy, to „przyjaciel dawnych gwiazd drużyny narodowej, zwany w środowisku KO (kulturalno-oświatowy), bowiem organizował im czas wolny podczas zgrupowań, załatwiał między innymi płyty z filmami na DVD, tudzież inne rozrywki”. Teraz pewnie znalazłby się wyżej, chociażby jako ceniony ekspert popularnego programu „Misja Futbol”, udzielający się na Twitterze.

44. był Dariusz Szpakowski, którego nikomu przedstawiać nie trzeba, a oczko wyżej znalazł się Janusz Basałaj – wtedy dyrektor stacji Orange Sport, dziś szef departamentu mediów w Polskim Związku Piłki Nożnej.

Pięćdziesiątkę otwiera Michael Mueller, który dziewięć lat temu był wiceprezesem Towarzystwa Ubezpieczeniowego Allianz Polska i szefem Rady Nadzorczej Górnika Zabrze. Tuż nad nim uplasował się Jacek Bednarz, ówczesny dyrektor sportowy Wisły Kraków. Obu w wymienionych klubach już nie ma, choć Bednarz jeszcze w maju br. był dyr. sportowym – tyle tylko, że w Piaście Gliwice, z którego został zwolniony.

Z bardziej znanych nazwisk, zajmujących niższe lokaty, 42. był Artur Boruc, 41. Franciszek Smuda, 38. Cezary Kucharski, 36. Roman Kosecki, a 35. Piotr Nurowski – wówczas prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, zmarły kilka lat później w katastrofie w Smoleńsku, gdzie zginęło 96 osób, w tym para prezydencka.

Dalej mamy kilku agentów: 31. jest Mariusz Piekarski, 28. Radosław Osuch, 27. Robert Kiłdanowicz, a 24. Jarosław Kołakowski. Pierwszy i ostatni wciąż prężnie działają na rynku transferowym i są jednymi z największych menedżerów piłkarskich w Polsce. „Kiłdan” próbował reaktywować Stomil Olsztyn, ale w 2015 roku przestał być jego prezesem. Osuch to były właściciel Zawiszy Bydgoszcz, którego ostatecznie sprzedał, a klub musiał zaczynać od najniższych poziomów rozgrywkowych w Polsce.

23. miejsce należy do ówczesnego prezesa Ekstraklasy, Andrzeja Rusko, który… niezbyt interesował się futbolem. Z funkcji prezesa ligowej spółki zrezygnował w 2012 roku. Był zagorzałym sympatykiem speedwaya i od 25 lat jest obecny w tej dyscyplinie sportu. Między innymi jest szefem żużlowego klubu, WTS.

Dopiero na 20. miejscu znalazł się selekcjoner reprezentacji Polski, Leo Beenhakker, którego rola w polskiej piłce była już zdecydowanie mniejsza niż choćby rok wcześniej, gdy Polska zakwalifikowała się pod jego wodzą na rozgrywane w Austrii i Szwajcarii mistrzostwa Europy. W maju bieżącego roku definitywnie zakończył przygodę z piłką, a więcej o jego karierze po reprezentacji Polski pisaliśmy TUTAJ.

Swoje miejsce w rankingu musieli mieć również najwięksi właściciele klubów piłkarskich. 29. lokata przypadła duetowi Mariusz Walter-Jan Wejchert, który wówczas panował w warszawskiej Legii. Razem założyli holding ITI. Wejchert zmarł dwa miesiące po opublikowaniu rankingu, zaś Walter odsprzedał Legię kilka lat później Bogusławowi Leśnodorskiemu i Dariuszowi Mioduskiemu. Obecnie nie jest zaangażowany w żadne poważne przedsięwzięcia biznesowe, choć wciąż znajduje się na liście 100 najbogatszych Polaków wg magazynu „Forbes”.

22. miejsce przypadło Józefowi Wojciechowskiemu, który był właścicielem Polonii Warszawa przez 12 lat. Obecnie 71-letni miliarder już nie jest związany z klubem, który występuje na czwartym poziomie rozgrywkowym, a którego to sprzedał Ireneuszowi Królowi jeszcze będąc w Ekstraklasie. Nadal jest jednym z najbogatszych Polaków. Miejsca 18. i 17. to kolejno Sylwester Cacek (wtedy: Widzew Łódź) i Bogusław Cupiał (wtedy: Wisła Kraków). Ten pierwszy doprowadził łodzian do bankructwa i upadku, zaś Cupiał sprzedał swoje udziały Jakubowi M. Cacek wskrzesił sieć restauracji Sphinx, której jest prezesem zarządu. Cupiał zaś wrócił do poważnej gry w swojej produkującej kable Tele-Fonice, którą prowadzić pomaga mu córka Monika.

Nadal właścicielem klubu jest 16. na liście Jacek Rutkowski. Twórca Amiki Wronki, zakładu AGD i klubu sportowego, którego sukcesorem jest teraz Lech Poznań. Gdy oba kluby wchodziły w fuzję, widniało nad nimi widmo afery korupcyjnej (Amica) oraz duże problemy finansowe (Lech). Po połączeniu oba problemy zniknęły jak za dotknięciem różdżką, a „Kolejorz” zdobywał mistrzostwa kraju, sprzedawał piłkarzy za duże pieniądze i potrafił zaistnieć w europejskich pucharach.

Pierwszą piętnastkę otwiera Władysław Jerzy Engel, selekcjoner reprezentacji Polski na mistrzostwach świata w Korei i Japonii w 2002 roku, na które zakwalifikował się po szesnastu latach bez biało-czerwonych na mundialach. W 2009 roku ‚Magazyn Futbol’ pisał o tym, że jest zainteresowany przejęciem schedy po Leo Beenhakkerze. Szefował Polonii Warszawa, gdy ta odbudowywała się po upadku, o czym rozmawialiśmy z nim w obszernym wywiadzie TUTAJ. Obecnie jest ekspertem Telewizji Polskiej.

Oczko wyżej znajduje się Adam Olkowicz, w 2009 roku wiceprezes PZPN do spraw zagranicznych, który stał za mistrzostwami Europy w 2012 roku. „Euro to jego dziecko!”, czytamy w archiwalnym numerze. Jego i Michała Listkiewicza od strony polskiej, Surkisa po ukraińskiej. Znany z jednej z anegdot Tomasza Hajty, według której miał – zataczając się po korytarzach związku – powiedzieć zachrypniętym głosem „Byłem betonem, jestem betonem, będę betonem!”. – Teraz nie pracuję już zawodowo, ale nadal żyję aktywnie. Mam swoje zajęcia, doradzam w pewnych obszarach, ale nie chciałbym się zagłębiać w szczegóły. Jestem też członkiem Klubu Seniora PZPN – powiedział kilka miesięcy temu portalowi sport.onet.pl.

Na 13. miejscu znalazł się Jan Tomaszewski, który wówczas był naczelnym krytykiem polskiej piłki, zaś dziś jest spokojnym ekspertem Telewizji Polskiej. Na miejscu 12. Grzegorz Lato, czyli ówczesny prezes PZPN, a niegdyś król strzelców mistrzostw świata z setką występów z orłem na piersi. Stracił posadę prezesa na rzecz Zbigniewa Bońka. Dziś m.in. komentuje mecze w Polsacie Sport.

To ciekawe, ale wyżej od prezesa w rankingu był sekretarz generalny, czyli Zdzisław Kręcina. „Jego władza jest zdecydowanie większa niż za czasów Listkiewicza. Polski Rooney z Żywca. W wyborach był kontrkandydatem Laty” – pisał „MF’, dodając, że „wkręcony przez Kręcinę Lato działa jak tylko Zdzisiek sobie zażyczy, a Kręcina robi za przewodnika prezesa – po związkowych strukturach i dokumentach oraz zagranicznych salonach”.

Dziś jest dumnym Ambasadorem LV BET Zakładów Bukmacherskich, wziął udział również w kampanii przed mundialem w Rosji.

Na 10. miejscu Mirosław Drzewiecki, wówczas minister sportu i turystyki, zaś trzy miesiące po opublikowaniu rankingu – w związku z „aferą hazardową” – podał się do dymisji. Nie ubiegał się już później o ponowny wybór do Sejmu. Po odejściu z polityki wrócił do biznesu.

Dziewiąte miejsce dla Zbigniewa Bońka, który wtedy był niedoszłym, a dziś jest obecnym Prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej. O tym, gdzie jest teraz i co się z nim dzieje, dowiadujemy się niemal codziennie. Ósmy był Zygmunt Solorz-Żak, jeden z najbogatszych w Polsce, który wciąż prężnie działa w biznesie, a ostatnio jego Polsat kupił m.in. telewizję Eleven Sports.

Na siódmym miejscu prawnicy z Wrocławia, Krzysztof Grzeszczak i Robert Tomankiewicz, którzy wówczas byli tuż po tym, jak dokopali wielu osobom w polskiej piłce. Zasłużenie, bo za czyny korupcyjne. „Młodzi, gniewni, nieprzejednani w walce z korupcją prokuratorzy”, jak pisał „MF”. Grzeszczak od 2016 miał odpowiadać za przestępczość gospodarczą, zaś Tomankiewicz został szefem specjalnego wydziału do walki z przestępczością zorganizowaną.

Ktoś atakował, ktoś musiał bronić – dlatego też na szóstym dla odmiany adwokaci: Pawłowie Granecki i Broniszewski. Ten drugi jest synem trenera Mieczysława i bratem Marcina, który to niedawno był asystentem Franciszka Smudy w Widzewie. Reprezentowali interesy piłkarzy, trenerów, prezesów i menedżerów. Przygotowywali certyfikaty, kontrakty, pozwy i odwołania. Obaj mają wciąż swoją kancelarię adwokacką w Warszawie.

Na piątym miejscu Donald Tusk, wówczas premier, od 2014 roku przewodniczący Rady Europejskiej. „Wielki pasjonat piłki. Sam kocha pograć, zostało mu to jeszcze z młodzieńczych lat”. Interesował się żywo reprezentacją Beenhakkera, dopatrywał przygotowań do Euro 2012 – najważniejszego turnieju nad Wisłą, a także Orlików – niepełnowymiarowych boisk ze sztuczną murawą, które wybudowano w niemal całej Polsce.

Na czwartym Michał Listkiewicz, były prezes PZPN, który wciąż pozostawał w związkowych strukturach. Od kwietnia bieżącego roku jest pełnomocnikiem zarządu występującego w trzeciej lidze Bałtyku Gdynia, którą to funkcję 65-letni były sędzia pełni równolegle z obowiązkami szefa sędziów Czeskiej Federacji Piłkarskiej.

Podium otwiera Grzegorz Kulikowski, ówczesny właściciel dziecięcej szkółki piłkarskiej, nazwanej Akademią Władysława Żmudy na warszawskim Ursynowie. „Szara eminencja w polskiej piłce. NIby formalnie nie umocowany w żadnej związkowej strukturze, a jednak cieszący się znaczącymi koneksjami w najwyższej władzy piłkarskiej centrali. Biznesowo związany z Michałem Listkiewiczem, ale i Grzegorzem Latą”, pisał „MF”. Obecnie prezesuje w kobiecej drużynie Wisła Warszawa, która czwarty sezon z rzędu będzie występowała na zapleczu siatkarskiej elity.

Na drugim miejscu kolejna „szara eminencja”, czyli Andrzej Placzyński. MF: „Schowany w cieniu, bez sprawowania żadnej funkcji w PZPN, pociąga za sznurki, dyktuje warunki i konsekwentnie realizuje swoją politykę. Tak naprawdę decyduje o wszystkich najważniejszych sprawach związanych z polską piłką. Bez niego od lat nie omówiono w zasadzie żadnej istotnej kwestii, która dotyczyłaby naszej kopanej, a konkretnie odnosiłaby się do zasobności jej kasy i wizerunku na arenie międzynarodowej”.

Głośno zrobiło się o nim po słynnym „kontrakcie stulecia PZPN”, który polski związek zawarł z zarządzaną przez Placzyńskiego firmą SportFive. Miała obowiązywać dziesięć lat, a za prawa marketingowe – w zależności od wyników – firma miała przekazać PZPN-owi od 60 do 100 milionów euro.

Co robi dziś? Często można go spotkać obok Dariusza Mioduskiego na trybunach stadionu Legii, której kibicuje. Wciąż, już pod nazwą Lagardere Sports Poland, robi interesy z PZPN. Kontrakt, który jeszcze będzie trwał przez kilka lat, zawiera między innymi prawa marketingowe, hospitality i transmisje z choćby Pucharu Polski czy drużyn młodzieżowych. Placzyński miał również umowę z Lechią Gdańsk, a w marcu tego roku podpisał deal z Ekstraklasą SA na przygotowanie rozgrywek e-sportowych. Wciąż ma wpływ na polską piłkę, ale znacznie mniejszy niż w minionych latach.

Pierwszy w rankingu był Grzegorz Schetyna, wówczas wicepremier oraz minister spraw wewnętrznych i administracji w gabinecie Donalda Tuska. W 2009 roku był kimś, z kim premier Tusk konsultował każdą decyzję odnośnie nie tylko polityki, ale też polskiego futbolu. Choć sam Schetyna zakochany jest bardziej w innej dyscyplinie, koszykówce. Oddajmy głos „Magazynowi Futbol” sprzed dziewięciu lat:

„Działą w polskim futbolu z tylnego siedzenia. Chce, jak premier (…) oczyścić piłkę z korupcji i chuligaństwa. Postawił sobie za cel poprawienie jej wizerunku do Euro 2012. Krąży opinia, że to wicepremier inspiruje wszystkie działania antykorupcyjne wrocławskiej prokuraturze. (…) To właśnie zastępca premiera miał inspirować Janusza Palikota do medialnej krucjaty przeciwko PZPN (…) To wreszcie Schetyna, w porozumieniu z Andrzejem Rusko i Zygmuntem Solorzem-Żakiem, planują zawładnąć polską piłkę, wprowadzić na fotel prezesa PZPN zaufanego człowieka, i kręcić tym biznesem” – Magazyn Futbol, lipiec 2009

– Zbyt duża kasa w naszym futbolu jest przecież do przejęcia, by pozwolić na rozdrapywanie fruktów „leśnym dziadkom” pokroju Grzegorza Laty i jego popleczników – dodał „MF”, choć dziś Grzegorz Schetyna nie jest raczej tym zainteresowany. Obecnie to lider Platformy Obywatelskiej. W 2017 został dwukrotnie zgłoszony jako kandydat PO na premiera w ramach konstruktywnego wotum nieufności wobec rządu Beaty Szydło, ale Sejm odrzucił oba wnioski. Zamiast polskim futbolem – zajmuje się tym, jak wrócić do władzy i odsunąć od niej Prawo i Sprawiedliwość.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem