Na Narodowym odpalamy cykl Grand Prix!

Najlepsza liga na świecie, największa liczba zawodników startujących w zawodach Grand Prix, organizacja aż trzech z jedenastu imprez tego cyklu. Polacy rozkochani są w speedwayu, ale na kolejny, indywidualny tytuł mistrza świata czekają już od ośmiu lat, od czasu triumfu Tomasz Golloba. Czy w tym roku doczekamy się trzeciego w historii tytułu najlepszego żużlowca na świecie? Inauguracja tegorocznego cyklu już dziś.

Na PGE Narodowym zasiądzie komplet 54 tysięcy widzów. Bilety na tą imprezę rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Czego mogą się spodziewać krajowi fani speedwaya?

Biało-czerwoni w gronie faworytów

Bardzo ciężko przewidzieć, kto będzie najszybszy na Narodowym na inaugurację tegorocznych Indywidualnych Mistrzostw Świata. W Warszawie w ramach cyklu Grand Prix zawodnicy będą się ścigać po raz pierwszy w tym sezonie, więc najlepszym wyznacznikiem formy jest oczywiście postawa w Ekstralidze, a w drugiej kolejności jazda w ligach zagranicznych oraz w mniej prestiżowych imprezach indywidualnych. Oczywiście swoje obserwacje i przemyślenia na temat szans poszczególnych żużlowców mają eksperci z LV BET, dlatego posilimy się także ich typami. Kto według nich ma największe szanse na triumf w warszawskim GP?

Fredrik Lindgren – 4.5
Bartosz Zmarzlik – 6.7
Tai Woffinden – 7
Patryk Dudek – 8
Maciej Janowski – 9
Nicki Pedersen – 10
Jason Doyle – 12
Emil Sajfudinow – 15
Greg Hancock – 15
Artiom Łaguta – 23
Krzysztof Kasprzak – 25
Matej Zagar – 33
Przemysław Pawlicki – 36
Chros Holder – 41
Niels Kristian Iversen – 41
Craig Cook – 151

W gronie 16 uczestników jest aż 5 mistrzów świata, z broniącym tytułu sprzed roku Jasonem Doylem na czele. Poza tym po ten tytuł sięgali także Greg Hancock (3 razy), Tai Woffinden (2 razy), Chris Holder (raz) oraz Nicki Pedersen (3 razy). Najwięcej szans powszechnie daje się jednak rewelacyjnie szybkiemu w tym sezonie Fredrikowi Lindgrenowi. Co przemawia za Szwedem? Przede wszystkim rewelacyjny początek sezonuw Ekstralidze, gdzie wygrał aż 20 z 27 gonitw, a 7 razy był drugi… Pod tym względem jedynie weteran Nicki Pedersen może się z nim równać, pozostając na tę chwile minimalnie gorszy. Reszta ligowej stawki jest póki co krok lub dwa z tyłu… Ale Szwed ma jeszcze jeden atut w zanadrzu – trzeba przyznać, że mikroklimat panujący na krótkim torze Stadionu Narodowego mu służy, ponieważ triumfował tu prawie równo rok temu, 13 maja 2017. Wydaje się, że Lindgren będzie musiał stoczyć walkę ze zjednoczoną polską koalicją. Akcje Biało-czerwonych też stoją bowiem wysoko.

W ślady Golloba i Szczakiela

Wypełniony do ostatniego miejsca Stadion Narodowy szczególnie mocno będzie trzymał kciuki za Polaków, a jako organizatorowi tych zawodów przysługuje nam dodatkowo wystawienie jednego, dodatkowego zawodnika. W tych zawodach dziką kartę otrzymał Krzysztof Kasprzak. Ponadto na swoją szansę będą czekali zawodnicy rezerwowi: Maksym Drabik oraz Bartosz Smektała.

Z Polaków najwięcej szans daje się Bartoszowi Zmarzlikowi. 23-letni obecnie żużlowiec już dwa lata temu stanął na najniższym stopniu podium cyklu Grand Prix. Ponadto świetnie sobie radzi w Ekstralidze, gdzie może pochwalić się trzecią najlepszą średnią biegową, najwyższą z reprezentantów naszego kraju. W poprzednim roku swój start w Warszawie zakończył na półfinale.

Na pierwszy od czasów Tomasza Golloba i trzeci w ogóle tytuł indywidualnego Mistrza Świata na żużlu Polacy czekają od 8/ fot. PressFocus

O miejsce w najlepszej czwórce powinien powalczyć także Patryk Dudek, aktualny wicemistrz świata. 25-latek ma za sobą kapitalny poprzedni sezon i zwolennicy jego talentu podkreślają, że stać go na to, żeby poczynić kolejny krok naprzód. Co więcej, formę z imprez indywidualnych z roku 2017 potwierdza też w bieżących rozgrywkach ligowych, gdzie jest pewnym punktem Falubazu Zielona Góra. A skoro jego drużyna klubowa nie jest faworytem do walki o medale, niepowodzenia w Ekstralidze musi sobie rekompensować gdzie indziej. 12 miesięcy temu, podobnie jak Zmarzlik, swój występ na Narodowym zakończył na półfinale.

Atutem Macieja Janowskiego jest start na tym obiekcie przed rokiem, gdzie pokonał go dopiero w finale Lindgren, a w pierwszej fazie zawodów wygrał cztery z pięciu swoich biegów. Nieco starszy od swoich kolegów z reprezentacji żużlowiec Sparty Wrocław nieco zwodzi w trwającym sezonie ligowym. 11 miejsce w klasyfikacji indywidualnej rozgrywek Ekstraligi i średnia biegowa nieco ponad 2 to mimo wszystko za mało, jak na lidera ekipy aktualnych wicemistrzów Polski. Nie brakuje jednak głosów, jakoby dobra postawa podczas Grand Prix miała przełożyć się później także na krajowe zmagania. Janowski będzie się chciał więc przełamać. Zresztą czwarte miejsce na koniec zeszłorocznego cyklu również zobowiązuje.

Bartosz Zmarzlik podczas piątkowego treningu przed GP w Warszawie/ fot. PressFocus

Mało kto stawia natomiast na Przemysława Pawlickiego. Starszy z braci brał udział w zawodach GP na Narodowym przed rokiem i zdobył zaledwie trzy punkty – jedyne w całym zeszłorocznym cyklu. W rankingu ligowym zajmuje 15 pozycję, a wyżej ocenia się szanse startującego z dziką kartą Krzysztofa Kasprzaka. Zresztą, Polaków w wysokiej formie, którzy mogliby zamieszać bardziej niż Pawlicki jest więcej.

Wielcy nieobecni

Największym nieobecnym jest chyba młodszy brat Przemysława Pawlickiego, Piotr, który z powodu kontuzji rozpoczął sezon później niż reszta ligowej stawki, ale komplet punktów w dwóch dotychczas pojechanych meczach po prostu musi robić wrażenie. Następne kolejki ligowe pokażą, czy to jedynie świetna forma przed własną publicznością, euforia związana z powrotem do ścigania, czy jednak stała tendencja, która pozwoli mu dołączyć do ścisłej czołówki Ekstraligi.

Znacznie lepiej od starszego z braci Pawlickich radził sobie w pierwszych pięciu kolejkach także Janusz Kołodziej, czwarty aktualnie najlepszy jeździec krajowej elity, lider ekipy aktualnych mistrzów Polski, Unii Leszno. Nie ulega wątpliwości, że obecność 33-latka w stawce GP również podniosłaby poziom i prestiż tego cyklu.

Polscy uczestnicy GP Warszawy sprzed roku/ fot. PressFocus

Na pewno nie obniżyłby go także dwa lata starszy od Kołodzieja Jarosław Hampel, wicemistrz świata z 2010 i 2013 roku. Doświadczenie, przyzwoita postawa w lidze, triumf w zawodach o Złoty Kask, świetna jazda w reprezentacji Polski w meczu z Australią – takiego Hampela chętnie zobaczylibyśmy w cyklu Grand Prix. Wszystko wskazuje jednak na to, że w tym sezonie odpuści te rozgrywki kosztem udziału w SEC.

Największym pechem Piotra Pawlickiego, Janusza Kołodzieja i Jarosława Hampela wydaje się więc ich…pochodzenie. W Polsce rywalizacja jest ogromna, a Biało-czerwoni nie mogą przecież stanowić połowy stawki cyklu GP… Szkoda, pozostaje nam trzymać kciuki za resztę. I oby w przekroju całego sezonu ktoś z wyżej wymienionych okazał się najlepszy…