Na lotniskach coraz tłoczniej. Kolejne transfery z Polski: do Australii i… na Ural

Trudno nie odnieść wrażenia, że exodus z polskiej ligi zaczyna przybierać niespotykane dotąd rozmiary. Ktokolwiek gra w Ekstraklasie choćby od połowy sezonu, trzyma przy łóżku spakowaną walizkę i ładuje telefon, żeby przypadkiem nie przegapić połączenia od swojego agenta.

Coraz trudniej w lidze o „Panów Piłkarzy”, postaci, dla których zawsze warto przyjść na stadion, bo wiadomo, że błysną – jak kiedyś, żeby nie szukać daleko, Semir Stilić, Maor Melikson czy Daniel Ljuboja. A młodzi Polacy, którzy mogliby wskakiwać w ich miejsce i ciągnąć ten wózek, rozkupowani są na pniu, którykolwiek coś umie. Oczywiście, że nie należy się dziwić samemu trendowi. Jesteśmy ligą skazaną na produkowanie i sprzedawanie piłkarzy. Nie ma dla nas bardziej rozsądnego i zrównoważonego modelu prowadzenia piłkarskiego biznesu. Pytanie, czy mówimy jeszcze o stanie równowagi?

Ekstraklasa jest wręcz brutalnie drenowana z jakości.

Sebastian Szymański wyjechał do Dynama Moskwa
Konrad Michalak do Akhmatu Grozny
Jakub Ojrzyński do Liverpoolu FC
Szymon Żurkowski do Fiorentiny
Filip Jagiełło do Genoi

Wcześniej Krzysztof Piątek, Arkadiusz Reca, Sebastian Walukiewicz. W kolejce ustawieni już Robert Gumny, Patryk Dziczek, Carlitos. Można się zapowietrzyć wymieniając kolejne nazwiska. Coraz trudniej się dziwić, że ostatnio jedynym piłkarzem z polskiej ligi powołanym do kadry był Artur Jędrzejczyk. Każdy kto mógł, ten już wyjechał.

Równolegle do eksportu najbardziej utalentowanych piłkarzy, toczy się rozgrywka o ulokowanie, bez urazy, średniaków w miejscach, w których będą mieli okazję na ostatni intratny kontrakt w karierze albo po prostu okazję lepszego zarobku.

Zeszły tydzień przyniósł informacje o wyjeździe do Arabii Saudyjskiej Michała Janoty – piłkarza, którego trudno uznać za spełnionego nawet w Polsce, względem oczekiwań z jego młodości. Wczoraj dowiedzieliśmy się o odejściu Radosława Majewskiego z Pogoni, który podpisał kontrakt w Australii. Dzisiejszy dzień przynosi z kolei wieści o wyjeździe Rafała Augustyniaka z Miedzi Legnica. Na Ural. Dolny Śląsk i Jekaterynburg dzielą 3500 kilometrów, można o nim powiedzieć wszystko to, z czym kojarzy nam się głęboka Rosja. A mimo to taka opcja wygrała z licznymi ofertami, jakie 25-letni pomocnik miał z Polski.

Ural to jednak dziesiąty klub ligi rosyjskiej i kto oczami wyobraźni widzi siarczyste mrozy i niedźwiedzie na ulicach, srogo się zdziwi oglądając sportowe obrazki z tego miejsca. Pierwsze skojarzenie: kolorowo, niczym w angielskiej Championship.

Życiowo Augustyniak prawdopodobnie będzie musiał zacisnąć zęby i wiele wytrzymać, wspomnianego Majewskiego prawdopodobnie czeka nieporównywalnie przyjemniejsza przygoda. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że ich transfery z Pogoni Szczecin i Miedzi Legnica są dla obojga krokiem do przodu.