Na dwa fronty – mistrz ściga się z beniaminkiem

Jak długo beniaminek Ekstraklasy wytrzyma tempo mistrza Polski? Cały kraj z zapartym tchem obserwuje walkę Dawida z Goliatem i chyba wszędzie, z wyjątkiem stolicy, postronny widz trzyma kciuki za tego mniejszego, teoretycznie słabszego. Rywalizacja Górnika Zabrze z Legią Warszawa staje się jeszcze ciekawsza dzięki temu, że obie drużyny wciąż liczą się w grze o Puchar Polski. I dziś powinny przypieczętować swój awans do półfinału.

Na razie na remis

Gdy na inaugurację sezonu Górnik, przy komplecie publiczności, pokonał u siebie Legię 3:1, wielu mówiło – szczęście beniaminka. Wypadek przy pracy mistrza, młodzieńcza fantazja podopiecznych Marcina Brosza uzupełniona zabójczą skutecznością doświadczonego Igora Angulo zaskoczyły podopiecznych Jacka Magiery. Gdy w następnej kolejce zabrzanie ulegli w Białymstoku Jagiellonii, wydawało się, że wszystko wraca do normy, a nowicjusz po jednorazowym wyskoku, szybko wraca do szeregu. Nic z tych rzeczy, bo drużyna, która rzutem na taśmę zapewniła sobie awans do krajowej elity zaliczyła następnie serię 12 spotkań, ligowych i pucharowych, w których nie zaznała goryczy porażki. Należy podkreślić, że zdecydowana większość tych meczów zakończyła się zwycięstwami Górnika. W chwili, gdy rewelacja sezonu wskakiwała na fotel lidera Ekstraklasy, aktualny mistrz po serii niepowodzeń na arenie krajowej i europejskiej właśnie zmieniał trenera. I mimo faktu, że w naszej lidze w ciągu trzech kolejek z pucharowicza można zmienić się w spadkowicza, zabrzanie do dziś, konsekwentnie tej ścisłej czołówki się trzymają.

Igor Angulo jest w bieżącym sezonie zabójczo skuteczny. W Warszawie nie ma takiego napastnika…/ fot. PressFocus

W międzyczasie w Legii pojawił się Romeo Jozak, piłkarze dostali po liściu od kibiców na parkingu, a warszawianie zaczęli wygrywać. Wskutek słabości konkurencji szybko odrobili straty i rundę zakończyli na drugim miejscu. W 16. kolejce Wojskowi zrewanżowali się Górnikowi za porażkę odniesioną podczas ligowej inauguracji, pokonując go na Łazienkowskiej 1:0 i odebrali mu pierwsze miejsce w tabeli. W miniony weekend znów je jednak stracili. Wyścig trwa dalej.

W Pucharze łeb w łeb

Jedni i drudzy są też jedną nogą w półfinale Pucharu Polski i jeśli dziś przypieczętują swój awans, ich ewentualna konfrontacja już w tej fazie rozgrywek określona zostałaby przedwczesnym finałem. Kto miał trudniejszą drogę do najlepszej czwórki? Górnik przede wszystkim rozegrał jeden mecz więcej, a wyeliminował kolejno ROW Rybnik (2:0), Sokoła Ostróda (3:1), Sandecję Nowy Sącz (3:2 po dogrywce), a w pierwszym ćwierćfinale w Chojnicach ograł Chojniczankę 3:1. Legia, o ile w lidze zaliczała różnego kalibru wpadki, kolejne szczeble pucharowej drabinki pokonywałą z dużą łatwością, eliminując Wisłę Puławy (4:1), Ruch Zdzieszowice (4:1), oraz w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Bytovię w Bytowie 3:1. Oba zespoły przed rewanżami są więc w bardzo komfortowej sytuacji. Grają u siebie, na wyjazdach wypracowały sobie solidną przewagę, zdobyły po trzy bramki, a ich grający w I lidze rywale mają ważniejsze cele, niż umieranie za Puchar Polski. Tak więc, żeby dwóch najlepszych obecnie ekip Ekstraklasy zabrakło w półfinale, musiałby się przydarzyć jakiś kataklizm. A tego nie przewidujemy.

Ze wskazaniem…

Dlaczego postronni polscy kibice w większości kibicują Górnikowi? Odpowiedź, że zwyczajowo trzyma się kciuki za teoretycznie słabszego byłaby chyba zbytnim uproszczeniem. Która z tych dwóch drużyn gra atrakcyjniejszy, bardziej widowiskowy futbol? Chyba każdy zgodzi się ze stwierdzeniem, że zabrzanie. 60 goli padło w 17 ligowych meczach beniaminka w tym sezonie, co oznacza, że jest najbardziej widowiskowo grającą ekipą w lidze. Często te wysokie wyniki są rezultatem młodzieńczej fantazji i niefrasobliwości, bądź braku doświadczenia młodych w większości podopiecznych Marcina Brosza, ale taki właśnie futbol, ofensywny, bez kalkulacji, najbardziej podoba się kibicom.

W tym sezonie w bezpośrednich konfrontacjach zarówno Legia jak i Górnik wygrały po jednym spotkaniu. Na razie jest więc remis/ fot. PressFocus

Niespełna 40 trafień w spotkaniach z udziałem Legii wygląda na tym tle dość mizernie. Górnik oczywiście prowadzi w klasyfikacji zdobytych goli, a także ma na koncie najmniej porażek – zaledwie trzy. Stołeczna drużyna ma więcej zwycięstw i gra najbardziej bezkompromisowo, bo tylko raz podzieliła się punktami z rywalami. Pięciokrotnie natomiast wygrywała po 1:0, w tym trzy razy już za kadencji Romeo Jozaka. Czy tak wygrywa się mistrzostwo kraju? Często. Czy w ten sposób zdobywa się serca wśród postronnych obserwatorów? Niekoniecznie.

Gdzie dwóch się bije…

…tam może skorzystać trzeci, czwarty, piąty czy nawet dziewiąty, bo w Ekstraklasie różnice punktowe wciąż są zbyt małe, żeby kogokolwiek skreślać. W ostatnich tygodniach mocno do czołówki dobija się kielecka Korona, a wczoraj blisko wskoczenia na podium była Wisła Kraków. W grze cały czas pozostają także Lech i Jaga. Układ sił w czołówce tabeli może zmienić się w mgnieniu oka. Ciekawe, co przyniesie końcówka roku, bo przed nami jeszcze cztery kolejki do rozegrania, a dystans między liderem rozgrywek z Zabrza a szóstą drużyną tabeli, czyli Jagiellonią wynosi zaledwie pięć oczek. Niemniej te ogromne kontrasty między Legią a Górnikiem sprawiają, że ich rywalizacja wygląda wyjątkowo ciekawie. No i ten Puchar Polski…

*

Stawki LV BET na dzisiejsze spotkania Pucharu Polski

Górnik Zabrze – Chojniczanka Chojnice

Wygra Górnik – 1.59

Mecz zakończy się remisem – 3.9

Wygra Chojniczanka – 4.95

 

Legia Warszawa – Bytovia Bytów

Wygra Legia – 1.33

Mecz zakończy się remisem – 4.65

Wygra Bytovia – 8.4