Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Mundial w Rosji „ostatnim normalnym”. W 2026 roku 48 drużyn i aż trzech organizatorów!

Poznaliśmy oficjalnie kraje, które będą organizowały mistrzostwa świata w 2026 roku. Europa będzie musiała poczekać na kolejny turniej na własnym kontynencie co najmniej dwanaście lat, bowiem po Katarze w 2022 roku po raz kolejny największe sportowe wydarzenie świata wyniesie się poza Stary Kontynent.

W 2026 roku mistrzostwa świata po raz pierwszy w historii organizować będą aż trzy kraje. Stany Zjednoczone, Kanada i Meksyk – to tam przeniosą się oczy całego świata za osiem lat. Ich wspólna kandydatura zostawiła w tyle Maroko, które ambitnie walczyło o organizację turnieju do samego końca, ale od początku nie dawano mu większych szans.

Co ciekawe, FIFA postanowiła obrócić się ponownie w tym samym kręgu państw-organizatorów. W sytuacji, w której większość świata nie organizowała tego typu imprezy nigdy w swojej historii, Meksykanie po raz trzeci dostąpią tego zaszczytu. Raz w zastępstwie Kolumbii, która w 1986 roku (mimo dwunastu lat na przygotowanie imprezy!) jako jedyna w historii zrezygnowała sama z organizacji. Z tej trójki organizatorów MŚ 2026 debiutantem jest jedynie Kanada, bowiem Stany Zjednoczone – podobnie jak wcześniej Francja, Włochy, Niemcy i Brazylia – piłkarską śmietankę gościć będą drugi raz.

No właśnie – czy śmietankę? Czy może całą kawę wraz z filiżanką, talerzykiem i łyżeczką?

Już przy okazji mundialu w Katarze odstąpiono od wieloletniej, wspaniałej tradycji mundialu i postanowiono najważniejszy turniej rozegrać zimą. Dwa lata wcześniej organizowane przez UEFA mistrzostwa Europy nie będą tak jak zwykle rozgrywane w jednym kraju, ale rozproszone po kilku stadionach na całym kontynencie. I tu, i tam o niepowtarzalnym klimacie imprezy będzie można zapomnieć.

Kombinować postanowiono również w 2026 roku. Nie dość, że organizatorów będzie aż trzech, to jeszcze zwiększono liczbę drużyn na mundialu do 48. Wiemy doskonale, co takie powiększenie zrobiło z mistrzostwami Europy w 2016 roku, gdy oglądaliśmy tak spektakularne boje jak Albanii z Rumunią, Irlandii Północnej z Ukrainą, Węgier z Austrią czy Irlandii ze Szwecją.

Można się cieszyć z większego zainteresowania wynikającego naturalnie z liczby kibiców, jaka wzrasta z każdą reprezentacją uczestniczącą w mistrzostwach. To oczywiście oznacza również więcej pieniędzy, a gdy nie wiadomo, o co chodzi – to wiadomo, o co chodzi. Nie ulega jednak wątpliwości, że wraz z powiększeniem liczby drużyn uleciała gdzieś aura wyjątkowości, jaka zwykle pojawiała się przy okazji finałów wielkich turniejów.

Finałów, czyli jak sama nazwa wskazuje, ostatniego etapu turnieju. Teraz te finały się rozszerza. Pytanie: do którego momentu? Aż na finałach ponownie będzie trzeba grać eliminacje, tyle że na początku finałów? Jaka frajda będzie z udziału na imprezie, na której wystąpią prawie wszyscy?

Dziewięć zespołów z Afryki, sześć z Ameryki Południowej, siedem ze strefy CONCACAF, szesnaście z Europy, jedno z Oceanii oraz gospodarz turnieju – tak wygląda podział drużyn mistrzostw świata w przyszłości. Co to oznacza? Przede wszystkim: zwiększenie przychodów dla FIFA z 5,5 miliarda dolarów do 6,5 miliarda. Taka kwota drogą nie chodzi. – Pod względem finansowym powiększenie mistrzostw jest najlepszym posunięciem, jakie można wykonać – mówi Gianni Infantino, prezydent FIFA.

Czy to aby nie jest działanie krótkowzroczne? Teraz FIFA zarobi miliard dolarów więcej, ale umniejszanie prestiżu mistrzostw świata na pewno ich wartości nie podbije. To tak, jak z produkcją niemal każdego towaru: zaoszczędzisz na surowcach, kupując je tańsze – zarobisz więcej. Pytanie, czy produkt, jaki finalnie zaoferujesz zainteresuje ludzi tak, jak ten poprzedni, wykonany z materiałów o wyższej jakości?

Bo że jakość, klimat i prestiż największych turniejów przy tych reformach spadnie – o tym jesteśmy przekonani. Mundial miał być rozgrywkami elitarnymi, a niedługo weźmie w nich udział co czwarta reprezentacja zrzeszona w światowej federacji piłkarskiej. Miał być zderzeniem największych gwiazd futbolu, a pojedzie na niego aż 1104 zawodników. Demokratyczna Republika Konga, Thaiti, Uzbekistan, Burkina Faso, Curacao, Honduras – między innymi te reprezentacje zakwalifikowałyby się do turnieju, gdyby o przydziale miejsc decydował ranking FIFA.

Egzotyczne drużyny, stojące na niskim poziomie mecze i niepotrzebne rozmienianie się na drobne prestiżowego turnieju to jeden z minusów, ale na pewno nie jest jedyny.

Kolejnym jest choćby umniejszanie rangi eliminacji do finałów wielkiego turnieju, które same w sobie były ważne, elektryzujące, pełne emocji i napięcia. Leo Messi o mały włos nie pożegnał się z mundialem już na tej fazie. W domu zostali choćby Włosi, Chilijczycy, Amerykanie czy Holendrzy.

Już niedługo eliminacje będą nie tyle oddzieleniem chłopców od mężczyzn, co po prostu odhaczeniem na liście obecności. W Ameryce Południowej na mundial pojedzie większość państw – aż sześć na dziesięć występujących w eliminacjach. Można więc przegrać większość z 18 eliminacyjnych spotkań, a i tak znaleźć się na mundialu. Gdyby te zasady obowiązywały rok temu, takiej Brazylii czy Argentynie wystarczyło tylko pokonać Wenezuelę, Boliwię, Ekwador i Paragwaj.

Niezwykle ekscytująco zapowiadają się też eliminacje w Oceanii. Wprost nie możemy się doczekać, by o jedno – gwarantowane udziałem w MŚ! – miejsce powalczyły Papua-Nowa Gwinea, Fidżi, Nowa Kaledonia, Nowa Zelandia, Wyspy Cooka, Wyspy Salomona, Wyspy Samoa, Samoa Amerykańskie, Tahiti, Tonga i Vanuatu.

Czujecie już zapach tego wielkiego, piłkarskiego święta? Nie musicie. Ważne, że szefowie FIFA czują zapach pieniędzy. I nieważne, że to zabieg krótkowzroczny. To nie ich oczy będą patrzyły w przyszłości.