MŚ Elity: Wiosna panie sierżancie, hokejowa wiosna…

Wiosna wolno, acz konsekwentnie, rozkłada swoje promienne skrzydła. Słonko coraz wyżej na niebie, pachnąco i zielono robi się na ulicach. Kiedy człowiek wychodzi z domu w taki piękny poranek jak dziś, bierze głęboki oddech i czuje świeżo skoszoną trawę, kwitnące bzy i polne kwiatki. Nikt o zdrowych zmysłach nie pamięta już zimy i jej ciemnego płaszcza zasłaniającego niebo. Nikt nie rozmyśla o biegach narciarskich, skokach, łyżwach i szalonych zjazdach alpejskich. Ale… Zawsze w życiu jest jakieś ale. Jednak w tym wypadku ta przysłowiowa fraza ma tylko pozytywne konotacje (choć z reguły nie wróży nic dobrego). Tegorocznym sportowym „ale”, są Mistrzostwa Świata hokejowej Elity. I trzeba z całą stanowczością stwierdzić, że jest to „Ale” przez duże A.

W hokejowym czempionacie kotłuje się jak w garze z rosyjską soljanką. Para bucha, a na wierzchu co rusz pojawiają się nowe elementy dania. Od początku, od pierwszych meczów Elita pokazuje jak niesamowity i zaskakujący potrafi być hokej na najwyższym poziomie. Nawet biorąc pod uwagę, iż tegoroczne mistrzostwa nieszczęśliwie nakładają się na końcówkę rozgrywek NHL, przez co brakuje kilku (może nawet kilkunastu) znaczących zawodników, emocje podkręcone są maksymalnie. Paradoksalnie trochę mnie to martwi, ponieważ boję się jak będzie dalej. Przecież to dopiero faza grupowa.

Póki co w grupie A zaskakująco prowadzą Czesi. Zaskakująco, bo rywalizują z Rosjanami, których w ciemno można było typować jako liderów od samego początku zawodów. Już w pierwszym meczu nasi południowi sąsiedzi usadzili w dokach startowych gospodarzy turnieju aplikując im trzy bramki i nie tracąc żadnej. Tym bardziej dziwnie było patrzeć na nich w meczu z Łotwą, w którym zwyciężyli po rzutach karnych. Rosjanie po porażce z Czechami wolno odpalają swoje silniki. Męczyli się ze słabiutkim Kazachstanem i dopiero z Łotwą udało im się przekonująco zwyciężyć. Nie zapominajmy też o stabilnej, choć na razie bez błysku grającej, Szwecji. O tym, że ci teoretycznie słabsi nie będą się oszczędzać i także w spotkaniach między nimi zobaczymy hokej z pasją, przekonaliśmy się już w meczu Dani z Szwajcarią, gdzie jeden z Duńczyków na noszach opuszczał lodowisko. Nie ma lipy, jak mawia klasyk.

W grupie B na liderów wyrastają Finowie i obrońcy mistrzostwa Kanadyjczycy. Ci drudzy leją każdego jak chcą. Najpierw wypunktowali wysoko zaskakująco słabych Amerykanów, by później strzelić łącznie Węgrom i Białorusi piętnaście bramek, tracąc jedną. Bardzo dobrze radzili sobie Słowacy. Piszę radzili sobie, ponieważ wczoraj kompromitująco przegrali z Niemcami 5:1. Niech pikanterii doda to, że jest to najwyższa porażka Słowacji w historii ich gier z naszymi zachodnimi sąsiadami. Warty wspomnienia jest jeszcze jeden fakt. Finlandia która wygrywa mecz za meczem pokazała, że ciągłość pokoleń hokejowych gwiazd jest u nich nieprzerwana. Na nieboskłonie zabłysła właśnie nowa. Patrik Laine pobił swoimi czterema bramkami i dwiema asystami „pradawny” rekord Jaromira Jagra skuteczności zawodników do lat 18. Różnica jest jednak taka, że Fin dokonał tego już po trzech meczach, a Czech po dziesięciu.

Dziś czekają nas następne spotkania wśród których szczególnie uważnie przyglądać się będę Słowacji grającej z Białorusią. Zobaczymy czy po fatalnej porażce z Niemcami odbudują swoją wiarę w wygrywanie. A Białoruś, cóż, jeszcze punktów na chwałę swoją i swego ojca-protektora

Łukaszenki nie zdobyła. Podejrzewam, że linia telefoniczna na kierunku Pałac Niepodległości w Mińsku – Sankt Petersburg rozgrzana jest jak kocioł parowozu, do czerwoności… 

Komentarze