Mourinho powinien wylecieć. Jeśli nie za styl gry, to za te słowa

Kariera trenera to nie jest bułka z masłem. Ciągłe zmaganie się z presją, kibicami, dziennikarzami, wynikami… To nieustanny spacer po polu minowym. Niektórzy tak bardzo chcą pokazać pewność siebie, że zaczynają przez to pole biec. Gdy im się udaje, prowadzą przy okazji wojny słowne z innymi trenerami, stosują gierki, są butni i aroganccy. Tak, jak Mourinho. Portugalczyk jednak już nie biegnie. Sevilla podłożyła mu nogę, a na konferencji po meczu sam postanowił upaść prosto na minę.

Manchester United był wczoraj beznadziejny i zasłużenie odpadł na własnym stadionie już na etapie 1/8 finału Ligi Mistrzów. Sevilla była bardziej zdeterminowana w pierwszym meczu w Hiszpanii, swoje zrobiła na Old Trafford i nikt nie miał wątpliwości, komu należał się ćwierćfinał. Taki stan rzeczy głównie wynikał z fatalnej taktyki Jose Mourinho na ten dwumecz. Autobus na Sanchez Pizjuan, brak zdecydowanej ofensywy w czerwonej części Manchesteru – to nie miało prawa się udać i nie stało się tak pierwszy raz.

Pamiętamy uśmiech Mourinho w półfinale Ligi Mistrzów kilka lat temu, kiedy prowadzona przez niego Chelsea zabiła mecz w Madrycie i zremisowała bezbramkowo z Atletico. Każdy zdrowo myślący kibic pytał sam siebie: z czego The Special One się cieszy, jeśli nie strzelił ani jednej – tak ważnej przecież w dwumeczach – bramki na wyjeździe? Atletico zrobiło to na Stamford Bridge, przez co The Blues musieli się otworzyć. Skończyło się porażką 1:3 i kolejną klapą Portugalczyka w Champions League.

Mecz z Sevillą był kolejnym w wykonaniu „Czerwonych Diabłów”, od oglądania którego bolały oczy, zgrzytały zęby i piszczało w uszach.

To jednak nie przeszkodziło byłemu szkoleniowcowi Porto, Chelsea, Interu czy Realu w najlepsze bawić się słowami przed i po meczu. – Szkoda, że menedżerem Marcusa Rashforda jest Mourinho, bo temu angielskiemu piłkarzowi powinno się dać więcej czasu i nie patrzeć krytycznie na wszystkie jego błędy. Mourinho tak jednak nie postępuje. Dla niego liczą się wyniki za wszelką cenę. Jeśli taki piłkarz ma jeden lub dwa gorsze mecze, wyrzuca go. A mamy tu do czynienia z zawodnikiem, który jest bardzo młody, potrzebuje gier, ale jest przy tym bardzo utalentowany. Chciałoby się go oglądać w akcji co tydzień – powiedział po meczu z Liverpoolem były reprezentant Holandii, a obecnie trener, Frank de Boer.

Konflikty – specjalizacja Mourinho.

Na odpowiedź The Special One nie trzeba było długo czekać. – Czytałem słowa najgorszego menedżera w historii Premier League, Franka de Boera. Mówił, że dla Marcusa Rashforda nie jest dobre mieć takiego trenera jak ja, ponieważ najważniejsze dla mnie jest zwycięstwo. Gdyby był trenowany przez Franka poznałby smak porażki, bo ten przegrał każdy swój mecz – ostro zripostował menedżer Manchesteru United.

Ostatnie słowo, po katastrofalnym występie drużyny The Special One z Sevillą, należało jednak do De Boera: – Mourinho mógł powiedzieć, że jestem najgorszym menedżerem w historii Premier League, ale dziś to on jest trenerem, który wydał około miliarda funtów na transfery w swojej karierze, a jego drużyny grają właśnie tak… – skomentował na gorąco porażkę United Holender.

Najgorsze dopiero jednak ze strony Mourinho nadeszło.

Po meczu udał się na konferencję prasową, na której zaczął się skandalicznie tłumaczyć ze swojej porażki. Widzieliśmy już wiele z jego strony, często stosował syndrom oblężonej twierdzy – „wszyscy źli, uwzięli się na nas”… To jeszcze było zrozumiałe, bo miało jasny cel – zjednoczyć drużynę. Często na siebie zwracał uwagę mediów po to, by jego piłkarze mieli czyste głowy. Teraz jednak przesadził. Nie wyczuł granicy dobrego smaku, bo nie przekroczył jej minimalnie. Powędrował daleko, daleko za nią. Tam, gdzie już tylko pogarda, zniesmaczenie i zażenowanie…

– Siedziałem na tym krześle dwa razy w Lidze Mistrzów i eliminowałem United z tych rozgrywek. Siedziałem na tym krześle jako menadżer FC Porto, Manchester United odpadł. Siedziałem na tym krześle jako menadżer Realu Madryt, Manchester United odpadł. Nie sądzę więc, by było to coś nowego dla klubu – wypalił.

Za takie słowa z automatu powinno się wylatywać z klubu. Bez żadnych odpraw, roszczeń, odwołań, dyskusji. Wymierzyłeś siarczysty policzek klubowi, dla którego pracujesz i tym samym obraziłeś niezliczoną rzeszę jego kibiców? Musisz się liczyć z tym, że to ostatnie słowa, jakie w roli trenera tego klubu powiedziałeś.

Odpadnięcie w 1/8 finału Champions Leagueto nie jest nic nowego dla tego klubu – powiedział facet, który wygrał Ligę Mistrzów w ostatnich dwóch dekadach dokładnie tyle samo, co klub, o którym to mówi. Równie dobrze mógłby powiedzieć: nie wygrałem upragnionej LM w Realu, nie zdobyłem tego trofeum w Chelsea, dla takiego trenera jak ja to nic nowego.

Mourinho przesadził i pewnie dobrze o tym wie.

Nie miałby prawa mówić takich rzeczy nawet jako szkoleniowiec Izolatora Boguchwała, z całym szacunkiem – no właśnie, szacunkiem! – dla tego często, z powodu urokliwej nazwy, przywoływanego klubu. Czulibyśmy zażenowanie, gdyby na konferencji prasowej w tym stylu wypalił trener jakiejkolwiek drużyny w B-Klasie, a mówimy przecież o Manchesterze United. 20 tytułów mistrzowskich, tabuny legendarnych piłkarzy, sir Alex Ferguson, tragedia w Monachium i spektakularny powrót po tamtych, przykrych wydarzeniach, triumfy w europejskich pucharach, końcówka finału z Bayernem Monachium…

Kawał historii futbolu, którą niewątpliwie Mourinho też jest, ale nieporównywalnie mniejszą od swojego pracodawcy. Ten, po tak niefortunnych i głupich słowach, powinien zawołać swojego pracownika do gabinetu i powiedzieć mu: Jose, drużyna gra padaczkę, a ponadto ty umniejszasz wartość klubu w mediach. Ale Jose, przecież siedziałeś na tym krześle już dwa razy! Zostałeś wywalany z Chelsea, zostałeś wywalany z Realu, więc i my pokazujemy ci drzwi. Nie sądzimy, żeby było to dla ciebie nowością.