Modrić. Niekończąca się podróż do perfekcji

O krok od mistrzostwa świata, MVP mundialu, być może Złotej Piłki. Luka Modrić zasłużył w 2018 roku na wszystkie możliwe trofea, indywidualne wyróżnienia, plebiscyty i jedenastki marzeń. Ale czy to jest tak ważne? Zawsze widziałem w nim piłkarza należącego do elitarnej grupy artystów nieszukających peanów i rozgłosu. Zakochanych w swojej sztuce. W każdym dotyku piłki. W każdej sekundzie meczu.

Wiecie, co Luka odpowiedział na pytanie „Co daje mu kontakt z piłką”?, zadane przez dziennikarkę „El Pais” przed ostatnim finałem Ligi Mistrzów? Szczęście. „Kiedy mam piłkę przy nodze czuję się szczęśliwy” – wyznał Luka. Lepiej nie mógł tego opisać. Kiedy patrzę na grającego Modricia, widzę 32-latka, który jest tak mocno zaangażowany, tak mocno poświęcony, temu co robi, że musi mu to sprawiać radość 10-latka. Jakby zmarły Tomislav Basić dalej był jego trenerem w trampkarzach NK Zadar. Jakby  dalej opowiadał wszystkim niedowiarkom, że niziutki, nieśmiały Luka „robi z piłką cuda”. Wszystko jedno, czy popisuje się kilkudziesięciometrowym podaniem „fałszem”, czy wykonuje ofiarny sprint w obronie w 106 minucie meczu.

„Poza boiskiem jestem nieśmiały, ale na nim przechodzę metamorfozę. Dlaczego? Bo piłka nożna jest moją pasją, cieszę się nią codziennie, na każdym treningu i meczu. Nienawidzę przegrywać. Kiedy przegrywam i nie wychodzą mi pewne rzeczy, w Realu mówią, że jestem jak ocet” – opowiada Modrić w wywiadzie dla „El Pais”.

Bez zbędnych ozdób, bez bezsensowych strat, bez przereklamowanych goli. Modrić mógłby się zatrzymać na boisku, spojrzeć na resztę graczy oraz widownię i powiedzieć „Myślę, więc gram”. We wszystkim, co robi widać sens. Ani grama więcej, ani grama mniej. Równowaga. W kibicowskiej opinii także – uwielbiany przez madridistas, doceniany przez cules. Modrić jest jednym z niewielu piłkarzy na świecie z ponadprzeciętnie rozwiniętą inteligencją piłkarską oraz kapitalnym przygotowaniem wytrzymałościowym. Na rosyjskim mundialu przebiegł już prawie 63 kilometry – najwięcej ze wszystkich piłkarzy.

fot. Lukasz Laskowski / PressFocus

Modrić mógłby skupić się na dawaniu kibicom kawioru i graniu blisko pola karnego rywali. Ma do tego wystarczające umiejętności. Klasa wychodzi uszami. Ale Luka nigdy nie szedł na łatwiznę, nie jest fanem pauzy. Kocha być w wiecznym ruchu. Tego nauczył się w Premier League. Nabrał dynamiki i gry kontaktowej. „W Dinamie Zagrzeb mógł dotknąć piłkę pięć razy po jej przyjęciu w środku pola. W Tottenhamie ta liczba zmalała do maksimum dwóch. Berbatow i Robbie Keane nie pozwalali na więcej” – opowiada Ilija Loncarević, były trener Luki. W Realu – także dzięki popołudniowym treningom z indywidualnym trenerem – stał się pomocnikiem totalnym. Doskonale znajdującym pozycję na boisku, zawsze proszącym o piłkę. Harującym w rozgraniu i zadaniach defensywnych. Maestro tak zwanej asysty drugiego stopnia, o którym Ancelotti mówi, że jak nikt „potrafi penetrować zasieki rywali sprintem z piłką przy nodze”. W Madrycie twierdzą, że jest jak składający i rozciągający się akordeon.

„Na rynku piłkarskim nie ma drugiej 8-ki jak Luka Modrić. Broni jak 6-stka, atakuje jak 10-tka” – tak Chorwata trafnie opisuje Marcelo Bielsa.

Słuchając wypowiedzi Modricia oraz oglądając jego unikalną grę w ostatnich latach, do głowy przychodzi mi tylko jedno określenie – bezustanne poszukiwanie perfekcji. Coś, co w Luce zaszczepił jego ojciec. „Codziennie zabierał mnie na boisko, nauczył mnie wszystkiego. Zawsze chciał spędzić ze mną wolny czas na graniu w piłkę. Wymagał, żebym zrobił z piłką to lub tamto. Dawał wskazówki, jak miałem to później wykorzystać w meczu” – wspomina Modrić. Bakcyl, talent, ciężka praca i przede wszystkim charakter. Także siniaki – czyli „modric” w języku chorwackim…

Ekstremalne warunki, które nagle spadły na 6-letniego Lukitę, wyrzeźbiły w nim cechy wojownika. Wszyscy znacie doskonale okoliczności, w których się wychował. Bałkańska wojna, rozstrzelanie dziadka w Jasenice, ucieczka z rodziną przed bombami do hotelu dla uchodźców. Koszmar. Ale czy większy niż ten Casemiro, który w wieku 13 lat został głową rodziny, trudniejsza droga niż ta Cuadrado w przytułkach i życiu na ulicy, bardziej skomplikowana sytuacja niż notorycznie głodnego i wyszydzanego Lukaku?

fot. Lukasz Laskowski / PressFocus

Nie będę żonglować oceną warunków z wysokości wygodnego fotela. W Modriciu najbardziej cenię to, że na parkingu pod hotelem Kolovare odbijał codziennie piłkę, żeby dojść do perfekcji w zagraniu na jeden kontakt. Dlatego zakochał się w Tottim, stąd te długie blond włosy aż do dziś. Kiedy jednak oglądał Chorwację na MŚ 1998 we Francji marzył o roli Bobana. Chciał być prawdziwym liderem w trudnych czasach. „To, co przeżyłem jako dziecko w Chorwacji, zmusiło mnie, żebym nigdy nie odpuścił. Nigdy się nie poddał i dawał przykład innym” – tłumaczy Modrić.

Kiedy latem 2012 Real za 30M€ (plus 5M€ zmiennych) sprowadził Modricia do Madrytu, katalońska prasa okrzyknęła transfer jako „wstydliwe łatanie dziur przez przepłaconą zachciankę Mourinho”. Po pierwszym sezonie nikt nie pisnął słowa – tyle trwała adaptacja Chorwata do zespołu, ligi, hiszpańskiej kultury i języka. Resztę historii znacie doskonale. Modrić został liderem II linii klubu, który wygrał 4 Ligi Mistrzów. Mimo fali krytyki w hiszpańskich mediach w pierwszych miesiącach, Luka nigdy nie miał nawet cienia wątpliwości, że jego charakterystyka, jego futbol – odniosą sukces w Realu. Jest dziś prawdopodobnie najlepszym obok Kroosa transferem pomocnika w historii Realu pod względem relacji cena-jakość.

„Nigdy nie jestem z siebie zadowolony. Wygrałem z Realem wszystko, ale ciągle chcę więcej. Nie popuszczam sobie w żadnym meczu, na żadnym treningu. Nie wystarcza mi, to, co już osiągnąłem. Muszę pokazać wszystkim, że stać mnie na więcej. W futbolu, jeśli zdrzemniesz się na chwilę już nigdy nie wrócisz na swój najwyższy poziom” – wyjaśnia w „El Pais” lider chorwackiej reprezentacji.

Modrić jest z pozoru nieśmiały, ale zdolny do rozkręcenia imprezy na pokładzie samolotu Realu po wygraniu Ligi Mistrzów. Jest cichy, ale potrafi przyłożyć słownie buńczucznym Anglikom po zwycięstwie w półfinale mundialu. Poza zakładaniem najpierw lewego buta i całowaniem złotego krzyżyka na szyi (prezent na 18 urodziny) przed wyjściem na boisku – nie ma innych rytuałów. Na boisku jest bez skazy, ale poza nim już dwa razy został skazany przez sąd za oszustwa. Za składanie fałszywych zeznań w sprawie transferu do Tottenhamu i prowizji zapłaconej chorwackiemu bossowi futbolowo-mafijnemu, Zdravko Mamiciowi (wieloletni właściciel Dinama Zagrzeb, oskarżony o przywłaszczenie 15,6M€ z transferów). A także za oszustwo podatkowe dotyczące przychodów z praw wizerunkowych zarejestrowanych w luksemburskiej spółce-widmo Ivano S.A.R.L. w latach 2013-14. Modrić razem z żoną musieli oddać hiszpańskiemu fiskusowi ponad milion euro razem z odsetkami.

Nie lubi mówić o sobie. Nigdy się nie chwali. Oddaje mikrofon innym. „Niestety, nie mamy w Argentynie nawet połowy pomocnika takiego jak Modrić” – mówi Maradona. „Abstrahując od tytułów, które zdobył z Realem, sama jego gra sprawia, że jest najlepszych piłkarzem w historii Chorwacji” – to słowa Prosineckiego. „To piłkarz o bardzo rzadko spotykanym talencie. Swoją obecnością na boisku sprawia, że każdy kto gra obok niego jest automatycznie lepszym zawodnikiem” – szczerze pieje z zachwytu kompan z II linii, rywal z Barçy, przyjaciel z reprezentacji – Ivan Rakitić.

Jorge Valdano w laurce na cześć Luki na łamach „Guardiana” napisał, że „Modrić, tak jak Iniesta, nie wygra Złotej Piłki, bo w futbolu pozory liczą się bardziej niż substancja”. Po meczu Chorwatów z Rosją napisałem na Twitterze, że Modrić nie potrzebuje żadnego Ballon d’Or. Bo dla mnie każdy jego mecz jest jak gala. Zakłada smoking i tańczy z piłką. I wtedy nie ma żadnego plebiscytu, żadnej kampanii, żadnego marketingu. Elegancja. Klasa. Futbol.

Zdania nie zmieniam.

Rafał Lebiedziński z Madrytu