Mocne słowa gwiazdy Ekstraklasy: „Jesteśmy frajerami…”

Kto został największym przegranym sezonu? Można mówić o Legii Warszawa, która wypuściła z rąk mistrzostwo Polski na ostatniej prostej. Można o beniaminkach, którzy po raz pierwszy w historii spadli we dwójkę z ligi tuż po tym, jak się do niej dostali. Można o Lechu, którego kibice mają od dawna dosyć. Faworytem chyba jest jednak Jagiellonia...

W tamtym roku hucznie świętowali wicemistrzostwo Polski. Można wtedy było usłyszeć głosy zrozumienia na taką fetę: bo niby dlaczego się nie cieszyć? Być może jednak obecny sezon pokazał sens celebracji sukcesu, a nie jego namiastki. Drużyna Jagiellonii w tym sezonie nie była głodna mistrzostwa, a sprawiała wręcz wrażenie „najedzonej”.

Tyle, że nic nie zjadła – ani wtedy, ani teraz… Ten sezon to pasmo rozczarowań. Jaga przegrała minimalnie finał Pucharu Polski na Stadionie Narodowym, podobnie jak walka z Cracovią o czwarte miejsce, gwarantujące udział w europejskich pucharach.

 

Nie można dziwić się kapitanowi Jagiellonii, który po meczu nie zatrzymał się w mixed zonie, a na odchodne rzucił: „I co mam powiedzieć? Że jesteśmy, k*rwa, frajerami?”

Trudno się dziwić złości Romańczuka, bo za Jagiellonią kompletnie nieudany sezon. Teraz wiele oso będzie mogło o zwolnieniu Ireneusza Mamrota, a decyzję o rozstaniu się ze szkoleniowcem przyjmie ze zrozumieniem. Takie pogłoski można było usłyszeć jeszcze w trakcie rundy rewanżowej.

I choć władze Jagiellonii zaprzeczały, to po pierwsze: podobnie jak z Michałem Probierzem…, po drugie: informacje przekazali różni dziennikarze, których newsy można traktować jako niemal pewne, a po trzecie: czy piłkarze po strzeleniu jednej z bramek tak bardzo cieszyliby się na ławce trenerskiej, wyrażając poparcie dla szkoleniowca, gdyby nie było nic na rzeczy?

Pytanie: czy takie zakulisowe decyzje pomogły w tym sezonie Jagiellonii czy też nie?

Moim zdaniem były kluczowym elementem, przez który na ostatniej prostej nie udało się zdobyć ani Pucharu Polski, ani awansować do europejskich pucharów poprzez zajęcie miejsca premiowanego kwalifikacjami w Ekstraklasie. Drużyna musi czuć i wiedzieć, że dni trenera wcale nie są policzone. Musi czuć w nim oparcie, nie dopuszczając do siebie myśli, że „zaraz i tak go nie będzie”.

Na miejscu Jagiellonii albo wtedy zwolnilibyśmy Mamrota (głupota), albo podpisali z nim nowy kontrakt i zapewnili wszystkich dookoła, że nie ma nawet jednego procenta wątpliwości dotyczących tego, że w przyszłości drogi klubu i trenera będą się regularnie przecinać.