MME w Bydgoszczy. Czy kogoś to w ogóle interesuje?

    Jesteśmy lekkoatletyczną potęgą – z tym określeniem spotkaliśmy się w ostatnich latach jakieś milion razy. Polacy odnoszą sukcesy na arenach międzynarodowych, podczas zeszłorocznych igrzysk olimpijskich udało nam się zdobyć aż dwa medale. Już zupełnie bez szyderki, warto zauważyć, że podczas mistrzostw Europy, tych w Amsterdamie i tych w Belgradzie, byliśmy klasą samą w sobie. Nazywanie siebie jednak potęgą… chyba jest trochę nie na miejscu.

    Należy zadać sobie pytanie, kiedy można nazwać kogoś “potęgą”? Jeżeli odnosi spektakularne rezultaty? Gdy podczas igrzysk olimpijskich zdobywamy dwa medale?

    Nie umniejszamy sukcesu naszych lekkoatletów podczas mistrzostw Europy, czy to halowych, czy też na otwartym stadionie, ale… te zawody ZAWSZE traktowane są po macoszemu. Zawsze, przy założeniu, że w tym samym sezonie, w którym odbywają się mistrzostwa Starego Kontynentu, są też igrzyska olimpijskie. Gdy zawodnik buduje formę na olimpiadę, to skupia się tylko na niej – to ona jest najważniejsza w danym roku. Miesiąc, czy nawet pięć tygodni szybciej, nie każdy jest optymalnie przygotowany, a już na pewno nie skupia się na tych zawodach. Niektórzy w ogóle nie przyjeżdżają na ME, inni przystępują do rywalizacji będąc w mocnym treningu i po prostu traktują start jako formę przygotować do dalszej części sezonu.

    Dowód? Proszę bardzo. Rozmowa z Robertem Urbankiem, czyli aktualnym brązowym medalistą mistrzostw świata, które w 2015 roku odbyły się w Pekinie:

    – Rok temu postawiłem wszystko na jedną kartę – skupiałem się tylko na igrzyskach. Do Amsterdamu pojechałem będąc w treningu, naprawdę w ciężkiej pracy, którą po Mistrzostwach Europy w dalszym ciągu kontynuowałem. Podchodziłem do nich z marszu, chciałem wystartować, nie skupiałem się na wyniku, chciałem się przetrzeć tym startem.

    Od środy odbywają się w Bydgoszczy Młodzieżowe Mistrzostwa Europy, które… nikogo nie grzeją. Przepraszamy za wyrażenie, ale poza mediami, które zajmują się stricte lekką atletyką i które skupiają się tylko na występach naszych reprezenantów, to wielkie portale w naszym kraju w ogóle o tym nie piszą. Okej, gdy Bukowiecki lub Swoboda zwyciężyli w swoich konkurencjach, to news na ten temat pojawił się wszędzie, ale głównie dlatego, że taką wiadomość do wszystkich przesłał PAP i należało go tylko skopiować, wkleić i ewentualnie zmienić tytuł.

    Dziś nie tylko nie piszą o tym media, ale i niewiele osób się tym interesuje. My rozumiemy to w ten sposób: jesteśmy potęgą, odnosimy sukcesy, interesują się nami ludzie, dziennikarze mają temat na tydzień przed i tydzień po mistrzostwach.

    W praktyce wygląda to tak, że nikt o tym nie pisze, mało kto o tym chce przeczytać, a na stadionie im. Zdzisława Krzyszkowiaka w Bydgoszczy przychodzi garstka kibiców, którą w dużej mierze zasilają przyjaciele, rodzina, ludzie bezpośrednio związani z zawodnikami.

    Odbywa się po prostu w naszym kraju duża impreza, wielka trampolina dla młodych, zdolnych lekkoatletów, którzy mają wszystko, by za kilka lat zdobywać medale – kto wie – być może nawet na igrzyskach olimpijskich. A średniego Kowalskiego, który po sukcesach czyta, że “jesteśmy potęgą” niespecjalnie to interesuje.

    To, że nasi zawodnicy nie zarabiają tak, jak piłkarze, siatkarze czy koszykarze, to jedno. To że ich występy mało kto śledzi, to drugie. Pytanie, czy nazywanie siebie dumnie “potęgą” jest wskazane, gdy z igrzysk przywozimy dwa medale, a jesteśmy mistrzami Europy wtedy, gdy mało kto się do tej imprezy przykłada. Gdy przed igrzyskami każdy myśli tylko o igrzyskach, a w hali, kilka miesięcy po olimpiadzie, wszyscy jeszcze odpoczywają i zbierają siły na kolejny, długi i ciężki sezon.

    Mamy znakomitych zawodników. Tych starszych (Włodarczyk, Małachowski), w średnim wieku (Jóźwik, Lisek, Wojciechowski) i młodym (Swoboda, Ennaoui, Bukowiecki), którzy jeszcze przysporzą nam wiele radości. Globalnie nie jesteśmy jednak potęgą lekkoatletyczną. Jesteśmy solidną, dobrą reprezentacją, której los wielu Polakom jest obojętny.

    Komentarze