MMA: Jan Błachowicz wraca do klatki!

    Nasz stary dobry znajomy, czyli Jan Błachowicz, stoi przed nie lada wyzwaniem. Już w ten weekend wraca do oktagonu, by zmierzyć się z Patrickiem Cumminsem podczas UFC 210. Pierwotnie scenariusz miał wyglądać nieco inaczej, a zawodnik pochodzący z Cieszyna szykowany był do gali w Houston, która zaplanowana była na 4 lutego. Wtedy Błachowicz zawalczyć nie mógł, gdyż nabawił się kontuzji.

    217 – to liczba dni, która w sobotę minie od ostatniej walki Błachowicza. Pojedynek z Alexanderem Gustafssonem Polak przegrał, choć zebrał za niego dobre recenzje. Już wtedy Janek był gotowy, by szybko do klatki wrócić i zrehabilitować się za tamtą porażkę. Lutowy termin wydawał się być optymalny, ale wtedy niespodziewanie przytrafił się uraz, które te plany pokrzyżował.

    Wspomnienia z ostatniej walki

    W styczniu spotkaliśmy się z Jankiem i przeprowadziliśmy naprawdę szczery i długi wywiad. Nie zabrakło rzecz jasna wątku poprzedniej walki z Gustafssonem: – Na pewno pokazałem, że mam bardzo dobrą stójkę. Szwed uchodzi za zawodnika o znakomitej stójce, a mimo wszystko ja swoimi kopnięciami zmusiłem go do tego, żeby większość pojedynku rozgrywana została w parterze. Co mi to daje na przyszłość? Na pewno świadomość tego, że obecnie bez schodzenia do parteru mogę wygrać z każdym i jestem pewnie drugim najlepszym zawodnikiem w swojej dywizji jeśli chodzi o stójkę. Pokazałem dobre MMA na tle faceta, który jest numerem dwa na świecie. Wiem, ile trzeba, by być na topie, bo dzięki walce z Gustafssonem zobaczyłem, na jakim on jest poziomie. To na pewno nastraja optymistycznie przed kolejnymi pojedynkami.

    Odwołany pojedynek

    Tak jak już pisaliśmy – Błachowicz miał stoczyć walkę w Houston z Owincem Saint Preux 4 lutego. Wtedy jednak dłoń nie wytrzymała obciążeń treningowych: – W trakcie drugiego sparingu trafiłem rywala w czoło. Raz, drugi i poczułem ból w prawej ręce. Dokończyliśmy sparing, ale wiedziałem, że coś jest nie tak. Miałem tylko nadzieję, że to będzie zwykłe stłuczenie. Ból okazał się jednak duży. W nocy nie mogłem spać i dlatego rano poszedłem do rehabilitanta. Zrobiliśmy prześwietlenie, które wykazało, że jedna z kości śródręcza jest pęknięta. Chciałem odczekać parę dni, zobaczyć, jak ręka będzie się goić. Minęły trzy dni, a ja nie byłem w stanie nic robić tą ręką. Nie przestałem trenować, ale ta ręka była całkowicie wykluczona. W okresie sparingowym taki uraz sprawia, że praca nie jest efektywna.

    Patrick Cummins

    36-letni Amerykanin, który bardzo często używa pseudonimu “Durkin”. Cummins zanim przeszedł do MMA trenował zapasy. Dąży do tego, by większość jego pojedynków rozgrywała się w parterze. Swój debiut w mieszanych sztukach wlaki zaliczył 4 grudnia 2010 roku. Pojedynek ten wygrał, jak trzy kolejne i związał się z UFC, gdzie 22 lutego 2014 roku przegrał z Danielem Cormierem. Potem zaliczył trzy kolejne zwycięstwa, w tym dwa przez decyzję. Lepszy okazał się od niego Ovince Saint Preux, czyli zawodnik, z którym w Houston miał walczyć Jan Błachowicz. Ostatnie dwa pojedynki przegrał przez TKO. Jego ostatnia walka miała miejsce podczas UFC 198 w maju 2016 roku. Cummins legitymuje się rekordem 8 zwycięstw i 4 porażek.

    Z relacji, którą Janek prowadzi na swoim profilu na Facebooku widzimy, że jest już od kilku w Stanach Zjednoczonych i nie może doczekać się pojedynku. Pokonując amerykańskiego zawodnika Błachowicz wybiega już dalej w przyszłość i ma w głowie ułożony plan na dalszą część swojej kariery. Jak sam podkreślał w rozmowie z nami – jego celem od zawsze był pas UFC i zrobi wszystko, żeby tak się stało. Po malych problemach w sobotę Janek wyjdzie znowu do klatki i pokaże całemu światu, że od września jeszcze bardziej się rozwinął. Miejmy nadzieję, że po tym pojedynku to właśnie ręka Polaka będzie w górze.

    Ściskamy kciuki, Jano!

    Komentarze