MMA: Cyrk na kółkach w PLMMA

Lubimy emocje sportowe. Brzmi jak banał, ale czym byłby sport, gdyby właśnie nie emocje. Sporty walki w naszym kraju są na wyraźnej fali wznoszącej, MMA ma coraz szerszą grupę odbiorców, a KSW niespełna miesiąc temu wykręciła rekord frekwencji i zapełniła Stadion Narodowy – to tak w skrócie. Ludzie interesują się mieszanymi sztukami walki, bo konfrontacja dwóch zawodników najzwyczajniej w świecie może się podobać. Im więcej wątków pobocznych, złej krwi, pyskówek, przepychanek, odgrażania, tym lepiej – cały czas mówimy w kontekście emocji.

I już wiele lat temu doszło do giganstycznej awantury podczas konferencji prasowej poprzedzającej walkę Mike’a Tysona z Lennoxem Lewisem. Tamte starcie zostało tym samym jeszcze bardziej podkręcone, a kibice czekali na pierwszy gong, by już w końcu zobaczyć, jak nienawidzący się goście dają sobie po mordzie.

Potem takich ekscesów było mnóstwo, nie starczyłoby nam palców, by móc je wszystkie policzyć. Za każdym razem jednak walka broniła się poziomem sportowym – nam było to na rękę. Przed konfrontacją Haye’a z Chisorą już od czwartku zacieraliśmy ręce, bo spodziewaliśmy się naprawdę znakomitego widowiska.

W ostatnim czasie jednak każdy chce prowokować, zaczepiać, obrażać i robić wszystko, by uwaga mediów oraz kibiców skupiła się właśnie na nim. Nierzadko wszystko to, co dzieje się przed pojedynkiem, jest ciekawsze niż sama walka. Kibice przychodzą na ceremonię ważenia z nadzieją, że coś się wydarzy. Ktoś plunie, ktoś popchnie…

– Teraz jest taka moda, by przyciągnąć uwagę dziennikarzy przez sztuczny konflikt i pozorowana aferę. Bardzo szybko jednak wyjdzie na jaw, że to było ustawiane i taki był tego zamiar, by blask fleszy skierować w swoim kierunku. Każdy chce być jak Conor MCGregor, który swoją osobowością wyznacza obecnie trend zwierzęcia medialnego.

To słowa Doroty Jurkowskiej, czyli narzeczonej Jana Błachowicza. Rozmawialiśmy niedawno z Jankiem właśnie w towarzystwie Doroty. Gdy zaczęliśmy mówić o celowym kreowaniu swojego wizerunku medialnego, padło właśnie takie zdanie.

Dobra, wprowadziliśmy was w odpowiedni nastrój, czas przejść do sedna. Wczoraj odbyła się konferencja prasowa przed galą  PLMMA 74. Głos zabrał między innymi Paweł Tybała i Marcin Najman. Podczas spotkania z mediami wydarzyło się to:

Naszym zdaniem? ŻE-NA-DA!

A ten filmik ukazał się w sieci 7 miesięcy temu…

PLMMA wpadło na genialny pomysł, żeby w ten właśnie sposób promować swoje gale. Zamiast sportu – kicz, zamiast meryroryki – gównoburza, w miejsce odpowiedzi na pytania dziennikarzy – bijatyka spod budki z piwem.

W pierwszym filmiku są emocje i wygląda to – powiedzmy – naturalnie. Gdybyśmy mieli mniej oleju w głowie, to bylibyśmy w stanie powiedzieć nawet, że do takiej akcji doszło spontanicznie. Ale widzimy, że poprzedni filmik jest już reżyserowany, a wszystko ma jeden cel – kliki, kliki, kliki.

I te – przepraszamy za wyrażenie – gówno, kliknęło się znakomicie. Przez niespełna dobę ponad 300 tysięcy wyświetleń. Więcej, niż łączna liczba kibiców, która obejrzała poprzednie 73 edycje.

Czy w ten sposób można do czegoś dojść? Tak, można. Do kiczu. W kiczu PLMMA nie ma sobie równych.

 

 

Komentarze