Mistrzostwo Legii kazałoby zredefiniować określenie „psim swędem”

Zrobić coś psim swędem, czyli szczęśliwie, fartem, fuksem, samemu nie wiedząc do końca jak – tak mniej więcej znany polski związek frazeologiczny wytłumaczony jest w internetowym wikisłowniku. Gdyby Legii udało się w tym sezonie zdobyć mistrzostwo kraju, należałoby ten termin na nowo zdefiniować. A zdjęcie drużyny wstawić obok hasła w internecie, jako najlepszego przykładu na zobrazowanie tego zjawiska.

Wydawało się, że psim swędem Legia wygrała mistrzostwo rok temu, gdy do ostatniej kolejki szanse na tytuł miały też Lechia, Lech i Jagiellonia. Albo jeszcze sezon wcześniej, gdy jeszcze pod wodzą Stanisława Czerczesowa Wojskowi walczyli do ostatniej kolejki z Piastem. Nową definicję mogą jednak przynieść ze sobą rozgrywki 2017/2018. Legia gra fatalnie i jest beznadziejna pod każdym względem, a mimo tego jest o krok od podwójnej korony.

Zbawca Klafurić

Legię miał oświecić i zbawić Romeo Jozak. Już wiemy, że tego nie zrobił ani nie zrobi, a swoje 5 minut ma teraz Dean Klafurić, wcześniej asystent Jozaka. Już wiadomo, że efekt „nowej miotły” podziałał w debiucie. Legia, mimo ogromnych problemów, chociaż już przegrywała i wydawała się być za burtą Pucharu Polski, zdołała awansować do finału. Rękę podał Górnik Zabrze, a dokładniej mówiąc, czerwona kartka dla bramkarza Tomasza Loski. Legia awansowała…tak, tak – psim swędem.

Był Romeo Jozak, ale już go nie ma. Jest Dean Klafurić…

Do końca rozgrywek Ekstraklasy pozostało sześć kolejek, dodatkowe spotkanie stanowić będzie finał Pucharu na Stadionie Narodowym w Warszawie. Legioniści może nie będą gospodarzami tego meczu, ale na pewno będą się czuli podczas spotkania bardziej u siebie niż Arka Gdynia.

Kolejny Chorwat u sterów Legii nie odmienił w znaczący sposób oblicza zespołu, ani pod względem taktycznym, ani żadnym innym. Znów ważne gole strzelili Kucharczyk i Niezgoda, a nowy szkoleniowiec zaimponował jedynie odesłaniem na trybuny swojego „rodaka”, Eduardo. Poza tym, jak bolały oczy od oglądania poczynań aktualnego mistrza Polski, tak bolą dalej. Przypomnijmy – ta drużyna wciąż ma bardziej niż realne szanse, żeby sięgnąć po tytuł.

Terminarz nie będzie łatwiejszy

Nie wiadomo, na co liczą w obozie Legii, ale wiele wskazuje na to, że mają nadzieję, że po prostu się uda. Że konkurencja będzie jeszcze słabsza. Że znowu psim swędem… Gdy rozpoczynały się rozgrywki grupy mistrzowskiej, o układzie gier Legii pisaliśmy tak:

Naprawdę ciężki terminarz ma Legia. Zestaw wyjazdów, czyli do Krakowa, Poznania i Białegostoku nie mógł być chyba mniej korzystny. W dodatku aktualny mistrz kraju podejmie na własnym boisku Wisłę Płock, która po pierwsze jest w formie, po drugie jest nieobliczalna a po trzecie – już przy Łazienkowskiej w tym sezonie wygrała. Zresztą żeby myśleć o obronie tytułu, Wojskowi mecze przed własną publicznością po prostu muszą w komplecie wygrać, a jak wiadomo, ostatnio grają w kratkę i jeśli pogubią punkty z Zagłębiem, Koroną, Górnikiem, bądź wspomnianymi już Nafciarzami – tej straty mogą nie być już w stanie sobie powetować…

Pisząc te słowa nie mieściło nam się w głowie, że Legia może wywrócić się już na pierwszej, postawionej na wysokości kostek przeszkodzie, czyli zupełnie nijakim w tym roku kalendarzowym Zagłębiu Lubin. Ale również przez myśl by nam nawet nie przyszło, że po inauguracji rozgrywek grupy mistrzowskiej w czołówce tabeli będziemy mieli status quo, bo jak wiemy, całe podium solidarnie przegrało swoje spotkania. W każdym razie Legii odpadł już jeden, teoretycznie najłatwiejszy do rozegrania w finałowej części sezonu mecz. A dziś wcale nie będzie łatwiej, bo Wojskowi zagrają przy Reymonta z Wisłą Kraków. Piłkarze będą mieli w nogach mecz Pucharu Polski. W dodatku presję na aktualnym mistrzu wywarli rywale, którzy wygrali swoje mecze w 32 kolejce.

Zespoły zmierzyły się w Warszawie niespełna miesiąc temu. Wisła wygrała 2:0 i była dużo lepsza. Jak będzie dziś? / fot. PressFocus

Biała Gwiazda podłoży nogę?

Legia zagra z Wisłą, dla której ten właśnie mecz wydaje się najważniejszy ze wszystkich pozostałych do rozegrania w tym sezonie. Nic nie ucieszy już bardziej kibiców, piłkarzy i władz klubu z Krakowa, niż odebranie szans na tytuł największemu rywalowi Białej Gwiazdy. Przecież to dwa najbardziej utytułowane polskie kluby XXI wieku, w dodatku ich rywalizacja sięga czasów, gdy o tytuł mistrzowski naprawdę trzeba było się natrudzić, a obie drużyny zaciekle ze sobą o niego walczyły. To było jeszcze przed erą psiego swędu…

W tym sezonie Legia pod Wawelem Wisłę już ograła, natomiast niespełna miesiąc temu dała się ograć Białej Gwieździe przed własną publicznością, pokazując przy tym totalną bezradność i brak jakiegokolwiek pomysłu na grę przeciwko dobrze zorganizowanej w defensywie krakowskiej ekipie. To pewnie po tamtym meczu w Dariuszu Mioduskim zaczęła dojrzewać myśl o zwolnieniu Romeo Jozaka. Wątpimy co prawda, żeby właśnie wtedy wpadł na genialny pomysł oddania schedy po Chorwacie jego rodakowi, Klafuriciowi, ale co tam. Legia mistrzem Polski! Co z tego, że psim swędem?

*

Stawki LV BET na niedzielne spotkania Ekstraklasy

Wisła Kraków – Legia Warszawa | Niedziela, 22.04.2018 | 18:00
Wygra Wisła: 2.95
Remis: 3.25
Wygra Legia: 2.35

Sandecja Nowy Sącz – Arka Gdynia  | Niedziela, 22.04.2018 | 15:30
Wygra Sandecja: 2.75
Remis: 3.2
Wygra Arka: 2.55

Pełna oferta LV BET na mecze Ekstraklasy po kliknięciu w baner