Miami „coś tam” zagra w MLS. Beckham dopiął swego

Po niemal 4 latach starań, po 1457 dniach od ogłoszenia na konferencji prasowej zamiaru stworzenia własnego klubu piłkarskiego w Miami, David Beckham uzyskał zgodę na jego zgłoszenie do ligi MLS. Długie cztery lata, podczas których każdy liczył na szybki start projektu Anglika, niestety wydłużą się o kolejne dwa. Oficjalny start klubu, będzie bowiem możliwy dopiero w 2020 r. Głównie z powodu problemów związanych z budową stadionu, na który nowy zespół ma wejść w 2021 r.

Gdy cztery lata temu Beckham ogłosił swoją decyzję o utworzeniu klubu w Miami, mniej więcej w tym samym czasie soccerowi zapaleńcy z Orlando również złożyli wniosek o nadanie franczyzy do gry w MLS w ich mieście. Obecnie ci drudzy mają już nowy stadion i drużynę Orlando City SC grającą od 3 sezonów w lidze, z niemałą rzeszą kibiców. Legenda United tymczasem powtórnie ogłasza, że projekt w Miami wciąż żyje i wkrótce zostanie zrealizowany. Pod tym kątem Beckham jest w d…użym dole.

Nic nie widać oprócz problemów

Na ten moment nie jest znana nawet nazwa drużyny, ani jej barwy, a kontrowersje wśród mieszkańców Miami wywołuje wciąż…kwestia lokalizacji wielofunkcyjnego obiektu. Początkowo miał on stanąć na Dodge Island, ale sprzeciwili się temu przedsiębiorcy związani z działalnością portu. Kolejny niezrealizowany pomysł w kontekście lokalizacji, to malowniczy park w Downtown oprotestowany jednak przez lokalnych mieszkańców. Od 2015 r. brano pod uwagę już tylko jedno miejsce – dzielnicę Overtown, uchodzącą delikatnie mówiąc, za niezbyt ciekawą zarówno pod względem bezpieczeństwa jak i otoczenia. Na domiar złego, mieszkańcy w tym rejonie Miami również nie są szczęśliwi z powodu umiejscowienia biznesu Beckhama właśnie w ich sąsiedztwie, bojąc się głównie podwyżek czynszu. Nikt już tej inwestycji jednak nie zatrzyma, ponieważ ostatecznie grupa inwestorów Miami Beckham United zakupiła od miasta brakujące trzy akry ziemi pod stadion, który ma zamknąć się pojemnością 25 tys miejsc i kosztować ok 225 mln dolarów. Obok ma powstać ośrodek treningowy za 100 mln.

Aktualna koncepcja stadionu. Dobrze widzicie – nie ma parkingów…i nie będzie. Ludzie mają jeździć komunikacją miejską na mecze fot. Miami Herald


„Główka pracuje”

Na szczęście dla byłego zawodnika United, na jednej rzeczy udało mu się sporo zaoszczędzić. Wszystko dzięki jego operatywności, która podpowiedziała mu wpisanie do swojego kontraktu z LA Galaxy w 2007 r. kwoty, za którą będzie mógł nabyć prawo do zgłoszenia zespołu w MLS.

Prosty deal – „Chcecie żebym grał w MLS? Dajcie mi możliwość zgłoszenia w przyszłości drużyny do ligi za sensowną stawkę”. Wynegocjował wówczas opłatę w wysokości 25 mln dolarów, podczas gdy obecnie trzeba za to płacić już 150 mln dolarów. To się nazywa strategiczne planowanie.

Stadionu, jak już wiemy – nie ma, są za to pierwsi kandydaci do gry w zespole Beckhama. A właściwie  to podobno są. Niestety o nich również nic nie wiadomo, oprócz tego że istnieją i że potwierdza to Becks. Były kapitan reprezentacji Anglii sam podkreśla, że jego telefon jest rozgrzany od pytań o jego klub ze strony wielkich nazwisk grających w Europie. W końcu kto nie chciałby odcinać kuponów w takich okolicznościach przyrody jak Miami Beach?

Oczkiem w głowie inwestorów będzie Akademia, która ma być dumą Miami. To był jeden z argumentów Beckhama mający przekonać mieszańców Overtown do akceptacji inwestycji. Szansa dla dzieciaków na sportową karierę jest w Stanach Zjednoczonych mocnym argumentem.

Tak, chcemy tu ściągnąć najlepszych graczy z całego świata, ale najbardziej interesuje nas wychowywanie własnych zawodników, chłopaków stąd. Chcemy zbudować akademię dla nich i patrzeć jak rozwijają się jako zawodnicy. Musimy zainwestować w gniazdo talentów w tym mieście – powiedział Beckham

Marketingowy potwór

Do promocji tego przedsięwzięcia zaangażowano światowe gwiazdy sportu i muzyki, w tym m.in. Serenę Williams, Willa Smitha, Neymara czy Jaya-Z. Można spodziewać się, że klub będzie również towarzyską zabawką, bo na brak słynnych znajomych David Beckham raczej nie narzeka. Nie uwierzycie również kto znowu przypomniał o swoim istnieniu przy tej okazji? Usain Bolt, który wciąż nie rozpoczął zapowiadanego przez siebie okresu testów w Borussii Dortmund, odmeldował się Anglikowi proponując swoje usługi na boisku piłkarskim.

Zainwestować raczej nie będzie trzeba w kibiców. Po upadku w 2001 r. Miami Fusion – ostatniego klubu z tego miasta grającego w MLS, wszyscy liczą na to, że kibice na trybunach w Miami poprzez obecność Latynosów stworzą na nowym obiekcie atmosferę dotychczas nieznaną w amerykańskiej ekstraklasie. Czekamy zatem na konfetti, szarfy i tony pirotechniki na meczach Miami „coś tam”.