Miał trafić do Manchesteru za 80 mln funtów, a podpisał „dożywotni” kontrakt ze średniakiem? To ma sens!

Takiego ruchu naprawdę trudno się było spodziewać. Jeszcze w miniony czwartek, w dniu zamknięcia okna transferowego w Anglii, mówiło się, że Manchester United skorzysta z klauzuli odejścia i wykupi 25-letniego napastnika za 80 milionów funtów. Ten tymczasem nie tylko nie zmienił barw klubu, ale jeszcze przedłużył swoją umowę na bardzo niecodziennych warunkach.

Inaki Williams, bo o nim mowa, mając perspektywy na dużą europejską karierę – o czym świadczy choćby poważne zainteresowanie ze strony Czerwonych Diabłów, postanowił na długie lata związać się z Athletic Bilbao. Podpisał kontrakt, jakich prawie się nie spotyka w świecie futbolu – na dziewięć kolejnych sezonów, co oznacza, że gdyby zdecydował się go wypełnić na obecnych warunkach, miałby już 34 lata i niemal całą karierę za sobą.

Jego bliskie związki z Bilbao nie ulegają wątpliwości. Choć jego rodzice pochodzą z Liberii, a poznali się w Ghanie, on sam urodził się w Kraju Basków. W Athleticu przechodził kolejne szczeble piłki juniorskiej i do dziś zaliczył ponad 150 występów w pierwszej drużynie. Uważa się za rodzinnego człowieka, a nie ulega wątpliwości, że cały klan Williamsów niesamowicie dużo zawdzięcza Bilbao. To tu ojciec Iñakiego znalazł schronienie, przeprawiając się przez Saharę, uciekając z obozu dla uchodźców wojennych w Akrze, gdzie poznał żonę, wreszcie podróżując z nią z Maroka do Hiszpanii.

Trafili do Navarry. To tam talent małego Inakiego odkrył skaut Félix Burgui i zaalarmował klubowych działaczy, że wynalazł perełkę. Rodzice chłopca jeszcze długo mieli pod górkę – ciężko pracowali przy zbiórce owoców i opiece nad zwierzętami. Później ojciec Felix musiał wyemigrować za pracą do Londynu, a matka na miejscu pracowała jako sprzątaczka. Dopiero od 2014 roku i pierwszego profesjonalnego kontraktu z Athletic, opiekę nad rodziną, także finansową, przejął na siebie Iñaki.

Ile mam na koncie? 5 – 10 milionów euro – przyznał niedawno w telewizyjnym show „La Resistencia”, którego gospodarz pyta o to praktycznie każdego gościa. – Biorę to na klatę, jestem z Bilbao – rzucił na wstępie. – Część mojego serca jest afrykańska. Ale w pierwszej kolejności jestem Baskiem. Tu się urodziłem. I choć nie zapominam o korzeniach, to mam na imię Iñaki. A to baskijskie imię.

Patrząc z tej perspektywy, można zrozumieć jego emocjonalny związek z Athletikiem i chęć pozostania w klubie na lata. Wentylem bezpieczeństwa zawsze będzie klauzula odejścia, która jednak sukcesywnie rośnie z każdą kolejną jego umową. Zaczynał od 20 milionów euro, ostatnio miał wpisane 88, aktualnie należy wyłożyć za niego aż 135 milionów.