Messi znowu cierpi. Czy tak wygląda gotowy przepis na katastrofę?

Czy występy w kadrze Argentyny przestaną być dla Leo Messiego niekończącą się serią rozczarowań? Czy zdoła z nią kiedykolwiek wygrać jakiś tytuł? Copa America 2019 nie mógł zacząć gorzej. Znów przypominają się demony przeszłości, gdy najlepszy piłkarz świata ogłaszał, że więcej w kadrze nie zamierza występować. Po czym wracał i kolejny raz przegrywał.

Tym razem Argentyńczycy ulegli już na starcie kolejnego Copa America – 0:2 Kolumbii. I bynajmniej nie przypominali zespołu, który cokolwiek na tym turnieju może wygrać.

Mistrzostwa kontynentu wystartowały w sobotę na boiskach w Brazylii. Gospodarze bez Neymara, ale jednocześnie z przewietrzoną, odświeżoną kadrą, wolną od wynalazków typu Jo czy Fred, świadczących niegdyś o jej niedostatkach, wydają się murowanymi faworytami do tytułu. Mecz otwarcia okazał się formalnością – odhaczyli bez problemu, wysoko ogrywając Boliwię 3:0. Zwycięstwo nie przyszło wprawdzie aż tak łatwo, jak mógłby o tym świadczyć wynik, ale dwie bramki Philippe Coutinho tuż po przerwie rozbroiły bombę oczekiwań wobec kadry Canarinhos. Dalej poszło z górki.

Inaczej u Argentyńczyków – zawsze groźnych, ale permanentnie niespełnionych, doświadczonych trzema przegranymi finałami: mistrzostw świata i dwóch kolejnych edycji Copa America. Bardzo trudno było wyrokować, na co w tym roku stać ten zespół. Przebudowany, częściowo wyczyszczony z zawodników niespełnionej generacji, z której w kadrze zostali tylko Messi, Aguero oraz Di Maria. Prowadzonych przy tym przez trenera Lionela Scaloniego, który na tym stołku… Znalazł się właściwie przez przypadek. Miał być tylko moment, na zastępstwo. Później na cztery mecze, wreszcie jeszcze dwa. I tak oto został też na turniej.

Tak oto dochodzimy do momentu, w którym Leo Messiego w kadrze Argentyny prowadzi człowiek, który nigdy w swoim życiu nie piastował funkcji pierwszego trenera. Dotąd był wyłącznie asystentem.

Teoretycznie, mecz Argentyny z Kolumbią bylibyśmy nawet w stanie wyobrazić sobie jako finał tej imprezy. Z jednej strony wspomniani Messi, Aguero, Di Maria, z drugiej Falcao, James Roriguez czy Cuadrado. Można oczekiwać fajerwerków, a tymczasem do 60. minuty nie odnotowaliśmy bodajże ani jednego celnego uderzenia z którejkolwiek strony. Messi raz po raz pojawiał się w obrazku realizatorów, drapiący się po głowie, ze skrzywioną miną. Klasyczny Messi z kadry Argentyny. A potem przyszło rozstrzygnięcie: 71. minuta – Martinez, 86. – Zapata. 2:0 dla Kolumbii. I Messi wyglądał tylko gorzej.

Nie da się ukryć, że kadra Argentyny szuka nowej tożsamości. Tylko ofensywa z trójką wymienianych wyżej zawodników brzmi znajomo dla każdego, kto oglądał kiedyś Copa America. Reszta? Las znaków zapytania. I niestety, po pierwszym ich występie znacznie bliżej nam do wersji, że ponownie od sukcesu znacznie bardziej zanosi się na klęskę. Niewykluczone, że nawet we wcześniejszej fazie turnieju niż dotychczas.

Dotąd Argentyńczycy ogłaszali żałobę narodową przegrywając decydujące mecze finałowe. Tak dysponowanym jak z Kolumbią, trudno będzie im do niego dotrzeć.