Niebywała remontada i dramat Senegalczyka! Neapol nie dowierza

Szok. Obłęd. Kompletne szaleństwo! Nie ma słów, by wyrazić i odpowiednio oddać przebieg starcia na szczycie ligi, której przeciwnicy zwykli narzekać przecież, że siermiężna i nudna. Taki scenariusz mógł napisać tylko futbol. Juventus i Napoli zgotowały kibicom szaloną huśtawkę nastrojów.

Nic. Absolutnie nic tego nie zapowiadało. W pierwszej połowie Juventus wprost deptał Napoli, które przez 45 minut miało jedno dobrą okazję, strzał Allana, ładnie wybroniony przez Wojciecha Szczęsnego. Juve się bawiło, chwilami grało na granicy nonszalancji, Cristiano Ronaldo zagrywał krzyżakiem – wydarzenia zdawały się być pod pełną kontrolą. Byliśmy o krok od odtrąbienie końca rywalizacji już w 30. minucie. Gdyby Sami Khedira trafił nie w poprzeczkę, lecz do siatki, mielibyśmy wynik 3:0. Wszak wcześniej trafili już Danilo i Gonzalo Higuain, który na metrze boiskowej powierzchni wkręcił w ziemię Senegalczyka Koulibaly’ego. Gdyby tego było mało, po dwóch kolejnych kwadransach owe 3:0 stało się faktem, gdy pierwszego gola w sezonie zdobył Cristiano Ronaldo.

60. minuta gry, 3:0, Juventus wprawdzie bez kontuzjowanego asa defensywy – Giorgio Chielliniego, ale mający mecz na własnym boisku, pod pełną kontrolą. Nie było szans przewidzieć, że czeka nas jeszcze taka jazda bez trzymanki.

Napoli już przed tygodniem wdało się w konkretną strzelaninę w spotkaniu z Fiorentiną, traciło gole i odrabiało, ostatecznie wygrywając 4:3. Wiedzieliśmy, że jest w stanie niwelować straty, ale w Turynie osiągnęło rzecz szczególną: między 66. a 81. minutą przeszło drogę od rezultatu 0:3 do 3:3. Kostas Manolas, Hirving Lozano, Giovanni Di Lorenzo – dwa trafienia nowych nabytków Napoli, a także wreszcie pierwsza asysta Piotra Zielińskiego, o którym w pierwszej fazie spotkania trudno było powiedzieć wiele dobrego. Zresztą, podobnie jak o całym jego zespole.

I tu, czy tego chcemy, czy nie, dochodzimy do punktu kulminacyjnego, który do teraz jakoś nie chce pomieścić się w głowie. Kalidou Koulibaly to generalnie świetny obrońca. Pamiętamy z mundialu, pamiętamy z licznych występów w Serie A. Właściciel Napoli parę tygodni temu miał nawet powiedzieć, że jeśli Harry Maguire został wyceniony przez rynek na ponad 70 milionów, to dla niego Koulibaly wart jest 250. Być może przesadził, ale dało się zrozumieć ten sposób myślenia. Po czym dziś, ten świetny Kouli, który na dodatek kocha Neapol, tak wiele mu zawdzięcza, w doliczonym czasie gry pakuje absurdalnego samobója. Niweczy trud, kasuje całą tę „remontadę”, zapewnia zwycięstwo znienawidzonemu w Neapolu rywalowi – i to zagraniem godnym najbardziej drewnianego obrońcy. Piłka odbija mu się od piszczela i w całkowicie niekontrolowany sposób wpada do siatki obok bramkarza Meresa.

Juventus dopina swego, zdobywa trzy punkty. Jednak przebieg tego meczu musi budzić wątpliwości. Spełniają się zapowiedzi, że czeka nas znakomity, ofensywny sezon włoskiego calcio. Spełniają się również obawy o defensywę z Turynu pod nieobecność Giorgio Chielliniego. Leonardo Bonucci próbował trzymać w ryzach obronę, został przy tym kilka razy solidnie poturbowany – raz dostał piłką, raz łokciem, ale wracał do gry, bo Matthijs de Ligt ewidentnie nie miał dziś w planach stać się liderem defensywy.

Uf, co za spotkanie! Obrazek Koulibaly’ego padającego jak długi na murawę, z głową skrytą w dłoniach w akcie rozpaczy, już dziś jest dla nas jednym z symboli tego sezonu w Serie A.

Bonus do 1500PLN na start
Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.