Mecz chłodnej głowy z rozgrzaną

Jak się bardzo, bardzo, bardzo czegoś chce to… zwykle nie wychodzi. Z pojęciem przemotywowania zetknął się każdy, kto uprawiał sport i rywalizował z kimś więcej, niż tylko swoim cieniem. Nadmierna dawka motywacji sprawia, że chcemy osiągnąć coś dużo szybciej, przez co zawęża się nasze pole działania. Szukamy bowiem dróg na skróty i szybszych rozwiązań. Tak, jak Milan w pierwszym meczu z Arsenalem.

W stanie przemotywowania, gdy coś wymaga kreatywności, to robimy to dużo gorzej. Możemy przedawkować chęci, gdy czeka nas układanie kostki brukowej, rąbanie drewna, trening na siłowni albo uciekamy przed ogolonymi na łyso panami, którym spodobał się nasz telefon. Porównując to do sytuacji Rossonerich: w większości meczów ligi włoskiej da się wygrać na dyscyplinie taktycznej, ogromnej ambicji popartej wybieganiem. Ale gdy twoim rywalem jest ktoś pokroju Arsenalu – musisz wychodzić poza schemat, myśleć kreatywnie, próbować zaskakiwać.

W tym meczu najbardziej było widać to, kto ma gorącą głowę, a kto zachowuje zimną krew.

Dla Arsenalu mecz z Milanem był ważny, ale jednocześnie – jednym z wielu. Większy prestiż dla fanów Kanonierów miały pewnie szlagiery w Premier League, a starcia w pucharach nie są dla tej drużyny niczym nowym. Dla Milanu samo zakwalifikowanie się do Ligi Europy było przyjęte z ogromnym entuzjazmem. Trudno się dziwić – legenda się odradza, wraca do rozgrywek międzykrajowych, czekać ją będą prestiżowe mecze.

Problem w tym, że pod ciężarem gatunkowym takiego spotkania zawodnicy Gennaro Gattuso upadli, chociaż bardzo chcieli ów obciążenie dźwignąć. Tego nie można im zarzucić i średnio nam się chce wierzyć, że pod wodzą takiego szkoleniowca będzie to można zrobić kiedykolwiek. Jeśli jesteś kibicem Milanu – idziesz na San Siro i wiesz, że twoi ulubieńcy wyprują żyły dla klubu i oddadzą na boisku sporo zdrowia.

To się chwali. Na pewnym poziomie jednak sama walka nie wystarcza. Potrzeba czegoś więcej, czegoś ekstra. Na takie coś stać cię, jeśli nie masz całej głowy zajętej myślą: „biegaj, walcz, gryź”. Kiedy przychodzi ci się mierzyć z przeciwnikiem, który potrafi grać w piłkę, a przy okazji wysokie tempo i gra „na styku” – tak charakterystyczna przecież dla wyspiarskiego futbolu – nie możesz polegać tylko i wyłącznie na ambicji.

Pytanie: czy Gennaro Gattuso źle podszedł do tego spotkania, podgrzewając zespół do walki zamiast studzić głowy, czy może nie miał innego wyjścia?

Patrzymy na Fabio Boriniego na przestrzeni ostatnich kilku lat i dochodzimy do wniosku, że na coś kreatywnego z najwyższej piłkarskiej półki nie byłoby go stać nawet wtedy, gdyby miał głowę w fazie maksymalnego rozluźniania, a nawet snu. Widzimy środek Kessie-Biglia i nie wiemy, czy kiedykolwiek wpadli na jakiś genialny pomysł. Faceci do biegania, odbioru, walki, przechwytów. Ale nie do gry kombinacyjnej.

Pod tym względem Arsenal piłkarzy z Mediolanu wręcz zjadł. Jeśli ktoś nie wie, co to kultura gry – niech obejrzy to spotkanie i zobaczy, z jaką gracją i elegancją koronkowe akcje tkali Kanonierzy, a z jakim trudem przychodziło to Milanowi. Bez przesady, że był to poziom budowania ataków rodem z Ekstraklasy. Natomiast w porównaniu do gości – szło Rossonerim, jak po grudzie. Piłkarze Wengera dochodzili do takiego momentu, w którym nie zdążylibyśmy wymówić nazwiska człowieka, który jest przy piłce: czy to Ozil, Mchitarjan, Ramsey czy Wishere.

Gdy w ataku pozycyjnym grał Milan, komentatorzy mogliby przypomnieć ich pierwszy klub, numer buta i imię teściowej. Arsenal nie dał się zaskakiwać, bo świetnie przewidywał to, co za chwilę zrobią milaniści. Nawet najbardziej kreatywny w czerwono-czarnych Suso grał na poziomie: wiadomo, że zejdzie do lewej nogi. Gdyby bukmacherzy obstawiali takie zdarzenia na żywo, kurs na to miałby niższy, niż Arjen Robben.

https://twitter.com/GoonerAbe/status/971822351867265024

Gospodarze oddali dwa razy więcej strzałów, częściej byli przy piłce, próbowali odwrócić losy meczu i nie można im zarzucić braku chęci. Arsenal do odpowiedniego nastawienia dołożył jednak jeszcze spokój, który pozwolił im strzelić dwie bramki, a przecież – pomimo dwukrotnie mniejszej liczby oddanych uderzeń w stronę białego prostokąta – te okazje były groźniejsze. Mówiliśmy o kreatywności, spójrzmy na liczby. Dryblingi? 13 do 5 dla Arsenalu. Chłodna głowa i ustawienie się? 26 do 15 wygranych pojedynków w powietrzu.

Losy dwumeczu, który swoim prestiżowym zestawieniem i przebogatą historią mógłby śmiało być rozgrywany w Lidze Mistrzów, a nie jej uboższej odpowiedniczce, są już niemal przesądzone. Niemal, bo nie wierzymy, że Gattuso rozłoży przed starciem na Emirates ręce i powie do zawodników: „trudno, odbębnijmy drugie 90 minut i wracajmy do Mediolanu”. Presja przed ekipą Rossonerich będzie mniejsza – może to pozwoli im zagrać tak, by zaskoczyć rozleniwionych wysoką zaliczką z boiska rywala Kanonierów?

AC Milan – Arsenal 0:2

Noty ŁaczyNasPasja.pl (w skali 1-10):

Milan: Donnarumma 6 – Calabria 6, Bonucci 6, Romagnoli 5, Rodriguez 5 – Bonaventura 4, Biglia 7, Kessie 6 – Calhanoglou 6, Cutrone 4, Suso 5

Arsenal: Ospina 7 – Chambers 8, Mustafi 7, Koscielny 8, Kolasinac 6 – Xhaka 7, Ramsey 8 – Ozil 8, Wilshere 7, Mchitarjan 9 – Welbeck 6

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem