Mateusz Borek „Promotorem Roku” w Polsce? Zaraz, chwileczkę…

Dobry promotor boksu to nie tylko sprawny organizator gal. To człowiek, który zapewnia swoim zawodnikom odpowiednią opiekę na wielu szczeblach. Negocjuje dla nich najlepsze kontrakty. Starannie dobiera przeciwników patrząc nie tylko na dziś, ale też na jutro za dwa lata. Doprowadza ich do wysokich miejsc w rankingach. Przepłaca kilka razy, żeby raz odrobić z nawiązką.

Oglądamy te same walki, czytamy te same artykuły o boksie, tak samo śmiejemy się z bon motów Andrzeja Kostyry i tak samo dajemy się nabrać na „to już naprawdę ostatni raz” Artura Szpilki. Niby więc, przynajmniej w sprawach oczywistych, o boksie powinniśmy mówić jednym głosem. Tymczasem – guzik prawda. Głosując na najlepszego promotora w Polsce ja wybrałem właściwie, a 92% kibiców palnęło gafę.

O co chodzi? Bloger Ringblog.pl, Irek Fryszkowski, na Twitterze wrzucił ankietę z pytaniem: który z polskich promotorów zasłużył w mijającym roku na miano najlepszego? Niestety, straciła ona rację bytu w momencie, gdy Mateusz Borek podał ją dalej i przerodziła się w mieszankę konkursu na najsympatyczniejszego promotora, promotora najlepiej zorientowanego w piłce nożnej oraz promotora najlepiej znającego Tomasza Hajtę. Wyniki przestały mieć jakiekolwiek znaczenie, choć dziennikarz Polsatu pewnie nawet bez mobilizowania swojego elektoratu by triumfował, bo ocena jego działań w boksie jest póki co jednoznacznie dobra.

Wyniki sondy prezentują się następująco:

  • Mateusz Borek – 86%
  • Andrzej Wasilewski – 8%
  • Tomasz Babiloński – 3%
  • Mariusz Grabowski – 3%

Samego Borka bardzo cenię za „dziennikarkę”, życzę mu też jak najlepiej w boksie, w którym absolutnie jest w stanie sporo namieszać. Na pewno ma wszystkie narzędzia ku temu. Ludzie mu ufają, więc jeśli „Mati” pisze, że jakąś walkę obejrzeć trzeba, to wiemy, że plany na sobotni wieczór właśnie ulegają zmianie. A koledzy się nie obrażą, bo spotkanie odwołał w końcu Mateusz Borek, a nie robiłby tego z byle powodu. Pozytywna popularność to jego wielka siła.

Mateusz Borek nie był jednak najlepszym promotorem w 2017 roku. Absolutnie nie.

Dziennikarz Polsatu zorganizował w 2017 roku jedną swoją galę, na której nie walczył ani jeden jego zawodnik (Tomek Adamek przedstawiony został jako bokser MB Promotions wyłącznie z sympatii łączącej obu panów) oraz drugą, wraz ze wspólnikami, w której walczył – chyba już jego – Adamek oraz połowicznie jego Adam Balski. Obie były jak na polskie warunki naprawdę fajne. To jednak trochę za mało.

Co w tym czasie zrobił Andrzej Wasilewski?

  • załatwił udział Maciejowi Sulęckiemu na gali Polsat Boxing Night, dzięki czemu wydatnie pomógł w jego promocji. Później doprowadził tegoż Sulęckiego do walki z Jackiem Culcayem na dużej gali w USA o miano pretendenta do pasa mistrza świata.
  • zorganizował w Polsce największą sportowo i najdroższą walkę w tym roku, Krzyśka Włodarczyka z Noelem Gevorem, której zwycięzca miał zagwarantowany udział w prestiżowym turnieju WBSS i walkę o pas IBF
  • doprowadził do pierwszego miejsca w rankingu federacji WBC Krzysztofa Głowackiego
  • zapewnił Kamilowi Szeremecie walkę o mistrzostwo Europy
  • zapewnił Arturowi Szpilce świetną finansowo walkę z Adamem Kownackim oraz jej ekspozycję w amerykańskiej telewizji
  • poprowadził karierę Pawła Stępnia w taki sposób, że dziś ten zawodnik uchodzi za jednego z najciekawszych w Polsce

Promotorem 2017 roku w polskim boksie był więc Andrzej Wasilewski. Potem długo, długo nic. Potem można się zastanawiać.

Dobry promotor boksu to nie tylko sprawny organizator gal. To człowiek, który zapewnia swoim zawodnikom odpowiednią opiekę na wielu szczeblach. Negocjuje dla nich najlepsze kontrakty. Starannie dobiera przeciwników patrząc nie tylko na dziś, ale też na jutro za dwa lata. Doprowadza ich do wysokich miejsc w rankingach. Przepłaca kilka razy, żeby raz odrobić z nawiązką. Wygrywa przetargi. Ma kontakty i z nich korzysta. Dba o każdy szczegół w kontrakcie podopiecznego na walkę. Minimalizuje ryzyko oszukania swojego zawodnika w pojedynku wyjazdowym. Generalnie – robi to, co Andrzej Wasilewski uskutecznia od wielu lat.

Nie jestem ślepym fanem „Don Wasyla”. Dostrzegam w jego grupie pewną stagnację jeśli chodzi o marketing, dużo pozostaje też do zrobienia w temacie tak zwanego matchmakingu. Zbyt często w jego grupie zakłada się, że walki zainteresują kibica dopiero w czasie ich trwania, a nie miesiąc wcześniej. Choćby pojedynek Darka Sęka z Wiktorem Poliakowem był bardzo dobry, tyle że nikt się tego nie spodziewał, więc pewnie niewielu zamierzało w ogóle sprawdzać. Jest więc za co krytykować Wasilewskiego, ale przede wszystkim jest za co chwalić. Za bycie jednym z najlepszych promotorów w Europie, na przykład.

Gdybym miał do dyspozycji 10 milionów dolarów, zorganizował za nie trzy świetne gale z zawodnikami z najwyższej półki, po których zostałyby mi 2 miliony, satysfakcja oraz świadomość przepłacenia, to byłbym słabym promotorem czy dobrym? Sami widzicie…

MARCIN PIECHOTA