Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Masz kasę, masz pas. Boks kobiet jest całkiem niepoważny

Polski boks kobietami stoi. Wczoraj mistrzynią świata WBO została Ewa Brodnicka - i to bez wychodzenia z domu. Została, bo niedoszła rywalka z Niemiec wolała pas oddać niż bronić go w Polsce, czym brutalnie wyceniła jego wartość. Być może boks kobiet jest w tym momencie jedyną dyscypliną, w której mamy więcej mistrzyń (świata, Europy) niż faktycznie poważnych zawodniczek.

Trzeba sobie szczerze powiedzieć – znaczenie tych tytułów jest symboliczne. Pasy rzekomo prestiżowe, ale chętnych spełniających odpowiednie wymogi do ich zdobycia (nie sportowe, finansowe) – jak na lekarstwo. Nie trzeba pilnować miejsca w kolejce do walki o pas, bo kolejek nie ma. Dlatego średnim bokserkom, o ile mają odpowiednie zaplecze finansowe, tak naprawdę trudno przed tytułami uciec. Zanim uzmysłowią sobie, że są już gotowe wznieść się ponad obijanie kelnerek, mają pas na biodrach (w przypadku Brodnickiej – nieco wyżej).

Parę lat temu początkujący wówczas promotor, Mariusz Grabowski, trochę z braku laku, a trochę za sprawą różnych podszeptów, postawił na dwie przeciętne zawodniczki – Ewę Brodnicką i Ewę Piątkowską. Z czasem kariery tych pań zaczęły medialnie ewoluować, obie stały się rozpoznawalne, a ich konflikt był najlepszą rzeczą, jaka je w karierach spotkała.

To jedyne pięściarki w Polsce, w które w ostatnich latach ktoś rzeczywiście zainwestował. I to zupełnie wystarczyło, by… zostały mistrzyniami świata. Dwie inwestycje, dwa pasy. Zdumiewające, prawda?

Piątkowska zdobyła pas w kategorii, z którą nie miała nic wspólnego, i nie broniła go od 1,5 roku. Brodnicka wygrała tymczasowy tytuł pokonując beznadziejną zawodniczkę z Bośni, a pełnoprawny – robiąc makijaż czy inne zakupy. Żadna z pań nie ma na koncie wartościowych zwycięstw. „Kleo” kilka razy wygrywała kontrowersyjnie lub po prostu niesłusznie. Piątkowska też w drodze po pasy WBC Silver, EBU i WBC nie miała okazji poważnie sprawdzić swoich umiejętności. Brzmi to co najmniej groteskowo – mistrzyni świata nie miała okazji się przekonać, jaki prezentuje poziom. Biorąc pod uwagę jej zakusy na MMA, ta okazja może nigdy nie nadejść. To by dopiero było… mistrzostwo świata paradoksów!

Żadna z pań nie ma na koncie wartościowych zwycięstw. „Kleo” kilka razy wygrywała kontrowersyjnie lub po prostu niesłusznie. Piątkowska też w drodze po pasy WBC Silver, EBU i WBC nie miała okazji poważnie sprawdzić swoich umiejętności. Foto Cyfrasport

Piątkowska lubi powtarzać, że posiada najbardziej prestiżowy pas. Osławiony pas WBC. Błąd. Żeby ten pas był najbardziej prestiżowy, musiałby być bardziej prestiżowy od innych. Czyli prestiżowe musiałyby być co najmniej dwa pasy. Do tego daleko. Sama Piątkowska dostała walkę o wakujący tytuł w kategorii, w której nigdy nie walczyła, o który między 3 września 2009 roku a 7 listopada 2014 roku stoczono w sumie… dwie walki! Zresztą, Ewa P. wcześniej posiadała pas mistrzyni Europy w wadze półśredniej, który był stawką zaledwie trzech walk w historii. W ostatnich dwóch latach – ani jednej.

Trudno mówić o prestiżu w przypadku boksu pań, gdy w kategorii super średniej jest w sumie zarejestrowanych 17 zawodniczek, a w ciężkiej – raptem 21. Czyli nie trzeba umieć nawet poprawnie bandażować rąk, aby być 18 zawodniczką na świecie. Szanowne panie, na co wy jeszcze czekacie?!

Jestem pełen podziwu dla Piątkowskiej i Brodnickiej za to, jak bardzo wykreowany przez nie wizerunek pomógł im w sportowych karierach. Można tej pierwszej zarzucać, że dłużej wybiera stanik na ceremonię ważenia niż rękawice na walkę, ale swoim sposobem bycia budzi zainteresowanie. I kibice chcą ją oglądać, zapominając, że po jej ostatnim pojedynku oczy jeszcze nie zagoiły się w pełni. Piątkowska też walczy nudno, mało w jej boksie przemyślanych akcji, ale dzięki sporej inteligencji i czupurności, być może za kilka lat stanie się na przykład konkurencją dla Anny Lewandowskiej. I wtedy obok jest zdjęcia na plakacie przeczytamy: „Była mistrzyni świata w boksie zawodowym”.

Można Brodnickiej zarzucać, że dłużej wybiera stanik na ceremonię ważenia niż rękawice na walkę, ale swoim sposobem bycia budzi zainteresowanie. Foto Tomasz Folta / Pressfocus

Myślę, że jest w Polsce spokojnie z 10 zawodniczek trenujących boks hobbistycznie, które prowadzone pod pewnym parasolem ochronnym mogłyby za jakiś czas zdobyć mistrzostwo świata w boksie kobiet. A już Europy – na pewno. Konkurencja jest niewielka, wyrozumiałość federacji – przeogromna. Taka Karina Kopińska ma rekord 10-23-3, a gdyby ktoś się nią zaopiekował na początku kariery – mogłaby być mistrzynią świata z bilansem 15-0. To naprawdę takie proste. W kobiecym boksie tytuły załatwiają promotorzy, a zawodniczki są od tego, aby nic nie zepsuć.

MARCIN PIECHOTA