Manchester United wybił Liverpoolowi zęby

Nie dziwimy się, gdy na widok sloganu „derby rządzą się swoimi prawami”, kibice z obrzydzeniem odwracają wzrok i zatykają uszy. Nie ma chyba bardziej wytartego hasła niż to, jakim karmią nas wszyscy dookoła przez spotkaniami odwiecznych czy lokalnych rywali. Trudno natomiast innymi słowami wytłumaczyć to, co wydarzyło się na Old Trafford. Być może pomógłby tutaj jeszcze nieśmiertelny cytat sir Alexa Fergusona: „Football, bloody hell”.

Piłkarze Jurgena Kloppa byli w świetnej formie, napastnicy Liverpoolu rozszarpywali kolejnych rywali niczym wygłodniałe lwy, a w tym samym czasie na Manchester United spadała fala ogromnej krytyki. Co się dzieje w meczu derbowym? „Czerwone Diabły” – zamiast awizowanego przez ekspertów autobusu – grają uważnie w obronie i skutecznie w ataku. Z zębem, którego nijakiemu dziś Liverpoolowi wybili defensorzy United.

Kilku bohaterów

Naturalnie należałoby wyróżnić Marcina Rashforda. Młody piłkarz Manchesteru United faktycznie na status Piłkarza Meczu zasłużył, bowiem strzelił dwie zwycięskie bramki. Mógłby przez resztę meczów kopać się po czole, wybijać w trybuny, przewracać o własne nogi, ale jeśli twoja drużyna wygrywa w starciu o taką stawkę 2:1 – a ty zdobywasz wszystkie dla niech bramki – musisz zostać uznany za tego najlepszego. Tego, który dał nie tylko trzy punkty, ale poczucie wyższości nad znienawidzonym rywalem.

https://twitter.com/kizbrizzy/status/972490927972454400

Jose Mourinho, który w tym meczu pokazał cały swój kunszt trenerski (zamiast prymitywnego i pseudotaktycznego „autobusu”), może śmiało w najbliższych dniach na treningach chwalić nie tylko młodego Rashforda. Romelu Lukaku na przykład gola nie strzelił, ale zrobił Dejanowi Lovrenowi to, co Artur Szpilka chciał Krzysztofowi Zimnochowi. Mourinho znalazł najsłabszy punkt właśnie w grającym z „szóstką” defensorze LFC i nakazał Belgowi bezlitośnie go wykorzystać.

Zastanawiamy się, jak ktoś tak słaby piłkarsko, popełniający w najważniejszych meczach proste i dramatyczne w skutkach błędy, może nadal być (podstawowym!) zawodnikiem klubu o tak wielkich aspiracjach. Można się śmiać z „The Reds”, że jeszcze nie wygrali Premier League, że zbliżający się sezon „na pewno będzie ich”, ale to nie jest – z całym szacunkiem – żadne Watford czy West Bromwich. Tu grali wielcy piłkarze, tu podnoszono największe angielskie i europejskie trofea. Nie przystoi, by ostoją defensywy był Dejan Lovren. I to już czwarty rok.

Zostali na Anfield

Piłkarze Liverpoolu ogólnie sprawiali wrażenie, jakby swój cały polot, finezję i niezliczone pokłady kreatywności wykorzystali w ostatnich meczach, a na Old Trafford przyjechali na oparach. Nie można im zarzucić, że nie starali się składnie budować akcji. Statystyki mają imponujące: 585 podań przy 281 rywali, czyli dwa razy więcej. Ich celność też znacząco wyższa – 83% do zaledwie 68%. Posiadanie? 68% do 32%. Rzuty rożne? Trzynaście do jednego. Sytuacje podbramkowe? Czternaście do pięciu Gdyby ktoś śledził ten mecz na FlashScorze to mógłby pomyśleć, że piłkarze Kloppa zdemolowali gospodarzy. Tymczasem to United zasłużyli na zwycięstwo, a to spotkanie mogłyby zobrazować te dwa fragmenty:

Futbol to nie tylko ofensywa. To też mądrość przez całe dziewięćdziesiąt minut, które zaprezentowała drużyna gospodarzy. Co z tego, że Liverpool był przy piłce, wymieniał podania i tworzył sytuacje, jeśli Manchester United pozwolił mu oddać tylko dwa celne strzały na bramkę? W akcjach drużyny Kloppa nie widzieliśmy dużego planu. Takowy u Mourinho widać było nawet po wejściu Fellainiego, który walcząc jak lew w ataku napracował się sporo, by zyskać sporo czasu i dać dużo spokoju w mnogości stałych fragmentów gry pod własną bramką.

Bardzo dobre zawody rozegrał Roberto Firmino, ale z wyjątkiem Sadio Mane żaden z jego kolegów do jego poziomu w ataku nie doszlusował. Słabo zagrali boczni obrońcy, kiepsko wypadł Oxlade-Chamberlain czy James Milner, ale najbardziej zawiódł Mohamed Salah. W kieszeni schował go nieco z konieczności odkurzony Ashley Young, co pokazuje dość kreatywna heat-mapa Egipcjanina i zwód, którym ośmieszył go Eric Baily:

https://twitter.com/Kenny_TP/status/972484612906655744

Jeśli mielibyśmy wybrać zawodnika, którego obliczem moglibyśmy zobrazować rozgrywane na Old Trafford Derby Anglii, to byłby z pewnością Nemanja Matić. Znakomity w defensywie, świetnie regulował ustawienie własne i kolegów, jeśli trzeba było – wchodził w linię obrony, pomagając parze stoperów.  Jeśli już przy nich jesteśmy – pomimo samobójczego trafienia i kontuzji minutę później, genialne zawody rozegrał Eric Baily.

To też pokazuje kolejny aspekt, w którym górowali gospodarze: fizyczność. Trochę szkoda tylko, że w całej lidze jest już raczej pozamiatane, a zwycięstwo w ligowym klasyku pozwoli wygrać jedynie puchar za drugie miejsce.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem