Mały dowód na konflikt wewnątrz reprezentacji Polski. Kolejny…

Nie jest tajemnicą, że wewnątrz każdej drużyny piłkarskiej są mniejsze lub większe grupki. Zawsze znajdzie się w zespole ktoś, z kim chciałbyś wyskoczyć na ryby, wyjść na piwo, zjeść kolację wspólnie ze swoimi partnerkami, zagrać w FIFĘ i pogadać o pierdołach. Są też tacy, których lepiej omijać szerokim łukiem – dla dobra swojego i drużyny.

Nie jest tajemnicą, że wewnątrz każdej drużyny piłkarskiej są mniejsze lub większe grupki. Zawsze znajdzie się w zespole ktoś, z kim chciałbyś wyskoczyć na ryby, wyjść na piwo, zjeść kolację wspólnie ze swoimi partnerkami, zagrać w FIFĘ i pogadać o pierdołach. Są też tacy, których lepiej omijać szerokim łukiem – dla dobra swojego i drużyny.

Reprezentacja Polski nie została stworzona z armii klonów tylko z ludzi, którzy często mają własne zdanie, mocne osobowości i charakter, który zaprowadził ich na piłkarski szczyt.

Nie wszyscy muszą się kochać. O konflikcie Roberta Lewandowskiego z Jakubem Błaszczykowskim i Łukaszem Piszczkiem wie każdy, kto interesuje się polską piłką nawet od meczu do kadry do meczu kadry. Trójka z Dortmundu nie była poza boiskiem niezniszczalną grupą przyjaciół, których nie można od siebie oderwać.

Były sytuacje niesmaczne, pojawiły się spięcia – takie jest życie. Najważniejsze, że potrafili ze sobą współpracować na boisku. Grając w jednym zespole byli, jako napastnik i skrzydłowy, skazani na siebie i nie mogli przekładać braku miłości przed i po meczu na 90-minutowe spotkanie.

Podobnie skazani są na siebie Grzegorz Krychowiak i Kamil Glik. Ten drugi dostarczył małego dowodu na to, że pomiędzy wspomnianą dwójką wciąż nie jest najlepiej. Wciąż, bo jeszcze przed Euro 2016 doszło między nimi do poważnego spięcia, które opisał Sebastian Staszewski w „Tajemnicach kadry”:

„Już w trakcie pierwszej połowy doszło do utarczek między dwoma samcami alfa. Krychowiak niewybrednie skrytykował błędy w ustawieniu Glika. Kiedy piłkarze weszli do szatni, obrońca naskoczył na upominającego go „Krychę”.

– Weź, ku…a, zamknij mordę! – krzyknął Glik.
– To zacznij, ku…a, grać! – odparował Krychowiak.

Zamiast dyskutować, piłkarze postanowili użyć pięści. Na czas rozdzielili ich koledzy z drużyny. Na drugą połowę tamtego meczu Glik już na boisko nie wyszedł, został zmieniony przez Bartosza Salamona. Krychowiak murawę opuścił pół godziny później”.

Po meczu z Czechami zobaczyliśmy kolejną odsłonę i mały dowód na to, że Glik z Krychowiakiem najlepszymi przyjaciółmi nie byli, nie są i raczej mało prawdopodobne jest, by kiedykolwiek zostali. Kiedyś Kamil lajkował na Twitterze posty o serii meczów Grzegorza bez zwycięstwa w barwach West Bromwich Albion, a teraz…

„O formę sportową tego pana nie można pytać. Bo się pogniewa” – Kamil Glik „lubi to”. Wiemy, jak to brzmi, ale też wiemy, w jakich czasach żyjemy. Pamiętamy, jak w jednym z filmików na kanale Łaczy Nas Piłka obrońca Monaco opowiadał o Twitterze i o jego popularnym użytkowniku, Jacku Gnoju. Można więc uznać, że to medium społecznościowe piłkarz obsługuje sam. I fakt, że polubił wpis krytykujący Krychowiaka raczej nie jest przypadkowy.

Konflikty wewnątrz reprezentacji potwierdził zresztą sam prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, Zbigniew Boniek, który w programie „Stan Futbolu” na Weszło stwierdził: – Są wewnętrzne kłopoty w drużynie, które, mam nadzieję, do marca rozwiążemy.

Wiadomo powszechnie też, że atmosferę budują wyniki. Problemem zdecydowanie większym niż działania na Twitterze Kamila Glika jest to, że ów rezultatu w 2018 roku reprezentacja Polski ma fatalne. I kto wie, czy wpływu na to nie ma gęsta atmosfera wewnątrz szatni, o której mówiło się na mundialu.